Wojna przerwała karierę tego gwiazdora filmowego i sprawiła, że nigdy już nie zobaczył żony. Opowieść o Stanisławie Sielańskim

W Polsce międzywojennej był gwiazdą: w dekadzie 1929-39 wystąpił w ponad 50 filmach. Słynny komik sprawiał wrażenie osoby otwartej i towarzyskiej. Łatwo zgadzał się na wywiady, chętnie opowiadał o swojej pracy. Unikał jednak rozmów o życiu prywatnym.
Czyta się kilka minut
Stanisław Sielański (w środku), jako woźny Hipek w filmie „Będzie lepiej”. Po jego lewej Henryk Vogelfanger (Tońko), po prawej Kazimierz Wajda (Szczepko), 1936 r. // Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Stanisław Sielański (w środku), jako woźny Hipek w filmie „Będzie lepiej”. Po jego lewej Henryk Vogelfanger (Tońko), po prawej Kazimierz Wajda (Szczepko), 1936 r. // Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Jest 15 sierpnia 1899 r., godzina 11, gdy w łódzkim urzędzie zjawia się Berek Nasielski, właściciel znanej w mieście drukarni. Trzyma na rękach niemowlę. W obecności trzech świadków oznajmia, że jego żona Sura urodziła dziecko tydzień wcześniej, 8 sierpnia, a chłopczyk został obrzezany i nazwany Szlama. Urzędnik dokonuje odpowiedniego wpisu w księdze urodzeń.

Malec jest piątym dzieckiem w ortodoksyjnej żydowskiej rodzinie Nasielskich. Po nim urodzi się jeszcze pięcioro.

DEBIUT | Ojciec chce, by Szlama pomagał mu w biznesie. Jego drukarnia obsługuje wszystkie siedem miejskich gazet – jest bardzo dochodowa. Na jego prośbę syn wstępuje do Szkoły Handlowej. Ale przedsiębiorczość do niego nie przemawia. W końcu oznajmia ojcu, że chce być aktorem. Od dzieciństwa rozśmiesza przyjaciół, krewnych i sąsiadów – to jedyna rzecz, która przynosi mu radość. Mówi, że ma „antytalent” do matematyki.

Berek Nasielski nie chce słyszeć o scenie. Od dwóch lat trwa wielka wojna, trzeba poważnie myśleć o przyszłości. A robić miny przed publiką? Wstyd i nic więcej.

Jednak młody człowiek stawia na swoim: w wieku 17 lat debiutuje na scenie. Prosi, by na plakacie nie było napisane „Szlama Nasielski”, lecz pełne imię i nazwisko: Salomon Nasielski.

Ojciec nigdy nie zaakceptuje wyboru syna. Krzyczy, że wstydzi się patrzeć ludziom w oczy. Żąda, by Szlama przestał kompromitować rodzinę. Jego siostry wkrótce będą musiały wyjść za mąż, a przyzwoici panowie młodzi nie zaakceptują dziewcząt z niesławnego rodu.

Salomon reaguje na to ultimatum na swój własny sposób. Decyduje się opuścić rodzinę, a nawet rodzinne miasto, ale nie scenę. Najpierw występuje w sąsiednim Tomaszowie Mazowieckim, aby potem ruszyć dalej.

Stanisław Sielański w kostiumie do jednej ze scen operekowych, fotografia wykonana w Zakładzie Fotograficznym "Doris" w Warszawie, lipiec 1939 r. // Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

STOLICA | Na początku lat 20. Warszawa, największe miasto niepodległej Polski, przeżywa artystyczny boom. Działają liczne teatrzyki dramatyczne. Większość szybko się zamyka, ale na ich miejsce powstają nowe. Młody chłopak z Łodzi ma szczęście dostawać w niektórych niewielkie role komediowe. Zmienia imię i nazwisko: na scenie i w życiu prywatnym staje się Stanisławem Sielańskim.

Zarobki ledwo wystarczają na przeżycie. Nie ma żadnej pomocy z domu. Ale szczęście w końcu się uśmiecha: zaczyna występować w kabaretach, rewiach i komediach muzycznych, gdzie płacą mu znacznie więcej. W końcu reżyser Eugeniusz Modzelewski angażuje go do epizodycznej roli w filmie „Za trzy spojrzenia”.

Honoraria pozwalają mu zapisać się na Wydział Prawa UW (prawdopodobnie nigdy go nie ukończył), a następnie studiować w Szkole Dramatycznej, w klasie Aleksandra Zelwerowicza.

Teatr staje się jego pierwszym krokiem na szczyt. Potrafi zagrać zarówno role kabaretowe, jak i dramatyczne – sługa w „Królu Henryku IV” Szekspira, Pasztetnik w „Cyrano de Bergeracu” Rostanda. Gra w kilku teatrach jednocześnie.

GWIAZDA | Największe sukcesy odnosi jednak w gatunku muzyczno-rozrywkowym. Jest zapraszany do najsłynniejszych stołecznych kabaretów, takich jak Olimpia, Morskie Oko, Wesołe Oko, Stara Banda, Cyrulik Warszawski. Partneruje gwiazdom, takim jak Zula Pogorzelska, Loda Halama, Eugeniusz Bodo, Aleksander Żabczyński, Loda Niemirzanka czy Lena Żelichowska. Sielański nie ma szczęścia do głównych ról, ale nie przeszkadza mu to w zdobyciu popularności.

Prawdziwą gwiazdę zrobi z niego kino. W 1929 r. reżyser Mieczysław Krawicz zaprasza Sielańskiego do melodramatu „Szlakiem hańby”. Aktor gra niewielką rolę listonosza. Rok później ten sam Krawicz, jako producent, angażuje Sielańskiego do zagrania kelnera w filmie „Janko muzykant”.

Utalentowany aktor zostaje zauważony w branży. W roku 1931 gra w dwóch filmach, w 1932 już w trzech, w 1933 w czterech. I tak dalej... Rok 1936 to już dziewięć filmów. Łącznie w dekadzie 1929-39 występuje w ponad 50 filmach, głównie komediach.

Gra przeważnie role drugoplanowe – przyjaciół lub kolegów głównych bohaterów. Ale jego postacie zapadają w pamięć, ponieważ robi je zabawnymi. Za swój najważniejszy film uważa komedię „Dorożkarz nr 13” z 1937 r., w której w końcu gra główną rolę. Ten film, a także wiele innych z jego udziałem, można dziś obejrzeć w internecie.

PRZEMILCZENIA | Słynny komik sprawia wrażenie osoby otwartej i towarzyskiej. Łatwo zgadza się na wywiady, chętnie opowiada o swojej pracy, dzieli się swoimi planami. Unika jednak rozmów o życiu prywatnym.

W 1937 r. Stanisław Łoza, redaktor słownika biograficznego „Czy wiesz kto to jest?” (ukazał się w Warszawie w następnym roku), prosi Sielańskiego, by opowiedział krótko o sobie. Aktor stwierdza, że urodził się w Łodzi jako Stanisław Nasielski, co musi prowadzić czytelników do wniosku, jakoby urodził się w polskiej rodzinie. Ukrywa żydowskie pochodzenie. Tylko jego przyjaciele znają prawdę.

Nie wszystko jest jasne co do jego wykształcenia. Łozie mówi, że studiował prawo w Krakowie na UJ, i że następnie studiował w Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie. Wszystkie współczesne encyklopedie podają, że studiował prawo w Warszawie, a o Wszechnicy nie wspominają. Czy chciał coś ukryć, zastępując Uniwersytet Warszawski – Jagiellońskim? A może to niedopatrzenie wydawcy?

PRYWATNIE | Niewiele jest informacji o jego życiu prywatnym. Wiadomo, że mieszkał w Warszawie przy ul. Hożej 45, mieszkanie 30, i że w latach 30. ożenił się z Zofią Julią Duranowską, byłą baletnicą, a później aktorką kabaretową i filmową.

Poznają się jeszcze w 1927 r., gdy oboje biorą udział w sztuce „Spiskowcy” w Teatrze Olympia. Ale prawdziwy związek rozwija się później, prawdopodobnie na planie filmu „Jadzia” w reżyserii Mieczysława Krawicza (znowu ten Krawicz!), w którym Sielański gra mistrza firmy, a Duranowska ma niewielką rólkę. To jest jego dwudziesty piąty film, a jej chyba pierwszy.

Nawiasem mówiąc, Duranowska przyjmuje w małżeństwie nazwisko Nasielska, a to oznacza, że aktor w dokumentach nadal figuruje jako Nasielski. Wygląda na to, że Sielański był tylko pseudonimem artystycznym.

Aktor nigdy nie przyjeżdża do Łodzi – ani prywatnie, ani zawodowo. Przez półtorej dekady krajanie o nim zapomnieli. Gdy jednak w połowie lat 30. w łódzkich kinach lecą popularne komedie z jego udziałem, mieszkańcy rozpoznają: „To nasz Szlama Nasielski, prawda?”. Informacja w czołówce, że to Stanisław Sielański, nie przekonuje ich.

Efektem tych seansów kinowych będzie... nowa synagoga. Przerażony ojciec aktora w desperacji postanawia zrehabilitować się przed Wszechmogącym za grzechy syna-zdrajcy: dwa mieszkania na parterze swojej kamienicy Berek Nasielski podarowuje na rzecz budowy nowej żydowskiej świątyni.

WOJNA | Sezon teatralny 1938/39 Sielański kończy u szczytu kariery, grając główną rolę w operetce „Baron Kimmel”. Latem gra też w dwóch filmach: „Przez łzy do szczęścia” Jana Fethke i „Ja tu rządzę” Krawicza. We wrześniu ma płynąć do Ameryki, by zagrać w pierwszym polskim filmie komediowym kręconym za oceanem.

Aktor co prawda trafia do USA, ale nie w taki sposób, jak planował. Dwa wspomniane filmy są ostatnimi pełnometrażowymi w jego karierze i ostatnimi, w których gra w Polsce (ironia losu: karierę filmową zaczął dzięki Krawiczu i w jego filmie ją zakończył).

1 września 1939 r. Niemcy atakują Polskę. Wróg zbliża się do Warszawy. Jak wielu przedstawicieli elit kulturalnych, Sielański opuszcza Polskę. Od listopada 1939 r. występuje w Teatrze Polskim w Bukareszcie, gra rolę administratora Bęczkowskiego w komedii Stefana Żeromskiego „Uciekła mi przepióreczka”. W lutym 1940 r. jedzie z tym teatrem do Paryża.

Żona zostaje w Warszawie. Małżonkowie sądzą, że rozłąka potrwa kilka miesięcy: Niemcy zostaną pokonane i mąż wróci, a w najgorszym wypadku żona pojedzie do niego. Będzie inaczej: para już nigdy nie będzie razem.

Kiedy Wehrmacht zbliża się do Paryża, Sielański, podobnie jak setki tysięcy innych uchodźców, udaje się do Lizbony. Z neutralnej Portugalii utrzymuje kontakt listowny z Warszawą. Koresponduje nie tylko z żoną, ale też ze współpracownikami, w tym z reżyserem Krawiczem, który prowadzi sklep filatelistyczny przy Marszałkowskiej 114.

ROZPROSZENI | Niespodziewanie w okupowanej Warszawie wchodzą na ekrany te dwa filmy, w których Sielański grał latem 1939 r. Gdy widzowie cieszą się z nowego spotkania z ulubionym aktorem, on jest już daleko. W Lizbonie otrzymuje dokumenty zezwalające na wyjazd do USA i w listopadzie 1940 r. wypływa tam statkiem „S.S. Excalibur”.

„Po dostaniu się do Ameryki powodziło mi się już dobrze – wspomni później w liście do redakcji czasopisma »Film«. – Przez całą wojnę pracowałem w Office of War Information (Urząd Informacji), gdzie nadawałem audycje na krótkich falach dla Europy. Wyprodukowałem własny film krótkometrażowy w kolorach – w języku angielskim i grałem w trzech krótkich metrażach, nakręconych przez Foxa dla wojska”.

Jego żona wstępuje do Armii Krajowej, ma pseudonim „Hoża Zosia”. Bierze udział w powstaniu warszawskim. Po jego upadku opuszcza Warszawę z ludnością cywilną i trafia do Łodzi.

Losy rodziców i rodzeństwa Sielańskiego nie są znane. Na łódzkich cmentarzach nie ma grobów osób o nazwisku Nasielski. Czy trafili do łódzkiego getta? A może udało im się uciec wcześniej? Wiadomo tylko, że ojciec zmarł w kwietniu 1942 r. i został pochowany w Warszawie (zachował się nagrobek). W jakich okolicznościach znalazł się w stolicy? Był sam czy z rodziną?

TĘSKNOTA | Po 1945 r. aktor nie wraca do kontrolowanej przez Stalina Polski. Jeśli zamierzał w ogóle przyjechać, to tylko po to, by zagrać w filmach. We wspomnianym liście do redakcji „Filmu” pisał: „Tęsknie ogromnie za Krajem i chętnie pojechałbym do Was nakręcić parę filmów. Jeżeli mnie chcecie – sprowadźcie mnie. Będzie to wielkie szczęście dla mnie”. Nigdy tak się nie stanie.

W Ameryce Sielański zaczyna opanowywać nowe gatunki. Pisze zabawne monologi i wiersze dla polskiej prasy emigracyjnej. Później opublikuje je jako książkę „Raz na... widelec. Rzeczy własne, podsłuchane i skradzione”. Jest też skrzypkiem w zespole tańca ludowego Matusz Polish Dance Group. Przez krótki czas pracuje w firmie eksportowo-importowej, poza swoją branżą. Z czegoś trzeba żyć.

Potem jednak wszystko na powrót układa się dobrze. Sielański otrzymuje własny rozrywkowy program telewizyjny, często pojawia się w radiu, gra też w spektaklu opartym na sztuce „Markietanki” swojego przedwojennego kolegi Napoleona Sądka. Z tym spektaklem objeżdża prawie pół Kanady.

W 1951 r. składa wniosek o obywatelstwo USA. Po raz kolejny poprawia biografię, twierdząc, że jego nazwisko to Sielański. Podaje też fikcyjny dzień urodzenia: 29 sierpnia (zamiast 8 sierpnia). W ten sposób pojawia się amerykański obywatel Stanley Selansky (to już czwarte używane przez niego imię i trzecie nazwisko).

***

W Ameryce nie zakłada nowej rodziny, nigdy też nie rozwodzi się z Duranowską. Nadal z nią koresponduje. Ona po powrocie do Warszawy nie występuje już na scenie, pracuje w jakimś biurze. On wysyła Zofii pieniądze i paczki.

W 1953 r. świętuje z przyjaciółmi z emigracji 25-lecie swojej kariery aktorskiej.

Dwa lata później 54-letni Salomon Nasielski / Stanisław Sielański umiera we śnie na zawał serca. Zostaje pochowany w Nowym Jorku. Żona przeżyje go o 37 lat.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 32/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Komediant o czterech imionach