Jest uważany za asa wywiadu AK. Tymczasem z naszych ustaleń wynika, że Kazimierz Leski podkręcił swoją legendę. I przypisał sobie zasługi innych

Badanie jego biografii jest trudne, bo mowa tu o bezdyskusyjnym bohaterze, odznaczonym za odwagę, który był autorytetem dla całych pokoleń Polaków zainteresowanych historią. Jednak tak trzeba – przez wzgląd na pamięć o tych, którzy zginęli.
Czyta się kilka minut
Gdyby wierzyć legendzie Kazimierza Leskiego, wpłynął on na losy wojny – zdobywając dla aliantów plany niemieckich umocnień nadbrzeżnych we Francji. Na zdjęciu: żołnierze kanadyjscy lądują na plaży w Normandii, czerwiec 1944 r. // National Archives Canada / Domena publiczna
Gdyby wierzyć legendzie Kazimierza Leskiego, wpłynął on na losy wojny – zdobywając dla aliantów plany niemieckich umocnień nadbrzeżnych we Francji. Na zdjęciu: żołnierze kanadyjscy lądują na plaży w Normandii, czerwiec 1944 r. // National Archives Canada / Domena publiczna

Jego zagraniczne misje po Europie to w opinii wielu jeden z najbardziej sensacyjnych rozdziałów w dziejach polskiego wywiadu podczas II wojny światowej. Pewien historyk pisał, że Kazimierz Leski ps. „Bradl” zdobył plany osławionego Wału Atlantyckiego. Miał to uczynić w ten sposób, że „w mundurze generała Wehrmachtu jeździł wzdłuż północnego wybrzeża Francji i rozpoznawał jego sieć obronną”. Tym samym Leski miał wpłynąć na losy wojny, a co najmniej na sukces alianckiego desantu w Normandii 80 lat temu.

W budowie tej narracji – opartej na książce Leskiego pt. „Życie niewłaściwie urozmaicone: wspomnienia oficera wywiadu i kontrwywiadu AK” (swego czasu była bestsellerem) – uczestniczył szereg poważnych historyków oraz instytucji, od Związku Bojowników o Wolność i Demokrację w czasach PRL-u aż po Muzeum Powstania Warszawskiego w wolnej Polsce. Także liczni dziennikarze chętnie kreowali „Bradla” na bohatera zbiorowej wyobraźni. Z czego też nie czynimy nikomu zarzutu – sami kiedyś ufaliśmy naszemu bohaterowi na słowo, zapominając, że gry, wcielenia i fałszywe tropy to element świata wywiadu, do którego bez wątpienia przynależał on całym sobą.

Weryfikowanie jego przeszłości jest tym trudniejsze, gdyż mowa tu o bezdyskusyjnym bohaterze: odznaczony w powstaniu warszawskim za odwagę, po 1945 r. żołnierz podziemia niepodległościowego, przez komunistów został skazany w procesie pokazowym i w więzieniu spędził 10 lat, swoją postawą dając przykład innym więźniom. Wreszcie, już w wolnej Polsce, o autorytecie dla środowisk weteranów i całych pokoleń Polaków zainteresowanych historią.

PYTANIA | Chcemy odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań, które pozwolą potwierdzić bądź rozwiać wątpliwości odnośnie do najbardziej spektakularnych szczegółów jego biografii. A zatem: jak Leski trafił do podziemnego wywiadu? Czy podróżował po Europie w niemieckim mundurze generalskim? Ile było tych podróży i kiedy? Czy udało mu się zdobyć plany Wału Atlantyckiego? Jak wyglądała naprawdę jego rola w budowie sieci łączności zagranicznej AK? Dlaczego Leski przemilcza kilku innych uczestników tej operacji? Jakimi źródłami dysponujemy dziś w tych wszystkich kwestiach?

Zacznijmy od ostatniego pytania, gdyż warunkuje ono odpowiedzi na pozostałe. A zatem nie udało nam się znaleźć potwierdzenia licznych (siłą rzeczy kosztownych) podróży „generalskich” Leskiego w dokumentacji finansowej podziemia, materiałach pionu legalizacji ani w korespondencji szyfrowej dotyczącej ruchu kurierów. Potwierdzenia takiego nie ma też w raportach uczestników podobnych misji, które składali władzom polskim w Londynie oraz po 1945 r. w zeznaniach wymuszonych przez Urząd Bezpieczeństwa. Bardziej ambiwalentny charakter mają relacje świadków gromadzone w latach 70. i 80. XX w. przez słynną emisariuszkę AK Elżbietę Zawacką ps. „Zo”.

W oparciu o te wszystkie materiały formułujemy nasze poniższe twierdzenia. Jednocześnie odrzucamy wspierające wersję Leskiego fragmenty wspomnień dwóch (zasłużonych) „cichociemnych”: Aleksandra Stpiczyńskiego „Wilskiego” i Stanisława Jankowskiego „Agatona”, jako sprzeczne z chronologią ich znanych biografii.

Kazimierz Leski, lata II wojny światowej // Domena publiczna

DROGA DO WYWIADU | Kazimierz Natanson (później Leski), rocznik 1912, wywodził się z zasłużonej dla kraju żydowskiej rodziny, która uległa asymilacji w polskim środowisku, łącząc się z ziemiańskim rodem Olszyńskich. Jego dziad, Kazimierz Natanson, był współtwórcą Banku Handlowego. Ojciec Juliusz Natanson-Leski, legionista i oficer WP, budował polski przemysł zbrojeniowy. Za jego sprawą część rodziny przyjęła w 1920 r. nazwisko Leski, z motywów patriotycznych.

Kazimierz uczył się w warszawskim gimnazjum im. Władysława IV, po czym podjął studia inżynierskie w Warszawie i Holandii (uczestniczył tam w budowie okrętu podwodnego „Orzeł”). Jego pasją zawodową była logistyka, ale międzynarodową karierę w tej dziedzinie przerwała wojna. W 1939 r. latał jako strzelec-obserwator. Po 17 września z uszkodzonym kręgosłupem dostał się do sowieckiej niewoli, ale udało mu się uciec i dostać do Warszawy.

Tu związał swe losy z organizacją wywiadowczą „Muszkieterowie”, kierowaną przez jedną z najbardziej tajemniczych postaci polskiej konspiracji, Stefana Witkowskiego. Dzięki talentom organizacyjnym i interpersonalnym zbudował on w okupowanym kraju sieć wywiadu i prowadził na własną rękę gry operacyjne z wywiadami brytyjskim, niemieckim, sowieckim i węgierskim. Witkowski powierzył Leskiemu organizowanie kontrwywiadu jego organizacji. Nie ulega wątpliwości, że był jego mentorem.

Koniec końców Leski zerwał jednak z Witkowskim i znalazł się w kontrwywiadzie Związku Walki Zbrojnej (potem AK), a Witkowski za swoje nieodpowiedzialne gry zapłacił życiem, zlikwidowany przez nowych kolegów swego wychowanka.

MUNDUR, ALE JAKI? | Leski wspominał, że motywem wcielenia się przezeń w postać generała o nazwisku Julius von Hallman była chęć poprawy komfortu w jego podróżach na Zachód z misją stworzenia nowego kanału łączności wywiadu ZWZ/AK. Pisał, że na korytarzach zatłoczonych pociągów dokuczał mu uszkodzony kręgosłup.

Taka samowolna zmiana tożsamości stanowiłaby jednak złamanie podstawowej zasady w pracy wywiadu, jaką jest „wtopienie się w tłum”. Poza tym jego przełożeni z AK w teorii musieliby zgodzić się, aby kluczowy dla bezpieczeństwa całej konspiracji pion legalizacji wykonał dużą pracę i podjął dodatkowe ryzyko z powodu dyskomfortu jednego z kurierów. 

Nawet jeśli pominąć młody wiek Leskiego (30 lat), trudno też wyobrazić sobie generała z tej epoki podróżującego samotnie, z walizą w ręku, bez świty adiutantów, i nawiązującego służbowe relacje bez zapowiedzenia się zwłaszcza na niższych szczeblach hierarchii czy wreszcie załatwiającego osobiście takie sprawy jak pobranie kart żywnościowych czy przydziału hotelu w Paryżu. A o tym wszystkim pisze Leski we wspomnieniach.

LEGENDA KURIERA | W rzeczywistości były łatwiejsze sposoby podróżowania po okupowanej Europie. Współpracownik Leskiego na tym polu – Tadeusz Jabłoński ps. „Jan” – wspomniał, że wiosną 1942 r. w niemieckiej komendanturze w Paryżu jako urzędnik Ostbahn (tj. kolei GG) uzyskał dokumenty uprawniające do podróży specjalnymi pociągami dla urlopowanych żołnierzy Wehrmachtu, które na granicach kontrolowano tylko pobieżnie.

W kraju jego przyjaciel „Bradl” miał szybko spowodować wykonanie wielu „klonów” z tych dokumentów. Dzięki nim kurierzy AK jeździli jako żołnierze Wehrmachtu i mieszkali w hotelach dla Niemców. Jabłoński wcielił się wtedy w Roberta Wintera w stopniu Reichsbahn-Obersekretär (odpowiednik podporucznika w wojsku), co uprawniało go do noszenia munduru przypominającego inne spektakularne niemieckie uniformy.

Podobną hipotezę dotyczącą modus operandi polskich kurierów na tej trasie potwierdza też zachowana kolekcja fałszywych dokumentów francuskich i niemieckich wytworzonych dla kolejnego z nich: Józefa Kopyto ps. „Andrzej”, następcy Leskiego na tej trasie. Podróżował on jako inżynier Leo Müller, zatrudniony w węźle kolejowym w Kijowie. W Paryżu faktycznie zatrzymywał się na koszt Niemców w luksusowym hotelu Carlton’s przy 55 Boulevard de Rochechouart.

Można bezpiecznie założyć, że dokumenty i legendy, jakimi posługiwali się Leski, Kopyto i Jabłoński, musiały być zbliżone. Także z pragmatycznych przyczyn – ułatwienia wynikające z „produkcji seryjnej” niemieckich tożsamości. „Bradl” mógł się zatem podawać za Hallmana, ale na pewno występował w innym mundurze, niż twierdził po latach.

WAŁ ATLANTYCKI | Podobnie ma się rzecz z opowieścią o pozyskaniu planów Wału Atlantyckiego – niemieckich umocnień zachodniej Europy, mających bronić jej przed alianckim desantem – twórczo rozwijaną przez licznych historyków i dziennikarzy. Ta sprawa jeszcze lepiej pokazuje metodę, którą Leski kreował swoją historię, utkaną z sugestii i także niedopowiedzeń, które można różnie rozumieć – także w sensie mimowolnej nadinterpretacji skądinąd prawdziwych faktów.

We wspomnieniach Leski utrzymuje, że jako generał Hallman składał wizyty „w jednym ze sztabów naczelnego dowódcy wojsk niemieckich w Europie Zachodniej marszałka von Runstedta” o nazwie Wirtschaftstab VII. Pod pozorem szukania Francuzów do prac fortyfikacyjnych na froncie wschodnim miał uzyskać „sporą dawkę informacji i danych” dotyczących budowanych przez Niemców umocnień. Ta wywiadowcza gra miała trwać rok.

I rzeczywiście w strukturze niemieckiego zarządu wojskowego we Francji istniał Wehrwirtschafts- und Rüstungsstab (tj. zarząd gospodarki wojennej i uzbrojenia), którego wydział VII odpowiadał m.in. za rekrutację Francuzów na roboty do Niemiec. Co potwierdza, że Leski mógł mieć z tą strukturą jakiś kontakt, nawet jeśli cała jego opowieść przypomina przysłowiowe „dzwony z odległego kościoła”.

Wątpliwe jednak, aby urzędnicy tego wydziału mieli dostęp do planów Wału Atlantyckiego. Co oczywiście nie znaczy, że jakieś elementy pozyskanych od nich informacji nie nadawały się do wywiadowczego wykorzystania, w kontekście rozpoznania niemieckiej machiny wojennej. Jednak wizytowanie takiej podrzędnej komórki przez tajemniczego młodego „generała” musiałoby budzić zdziwienie w hotelu przy avenue Kléber, gdzie mieścił się ów zarząd. Na pewno i tutaj Leski występował zatem pod dużo skromniejszą tożsamością.

ILE PODRÓŻY? | We wspomnieniach Leski sugeruje, że jego podróże na Zachód obejmowały cały okres między końcem roku 1941 a powstaniem warszawskim, a jego misje były bardzo liczne. Z innych źródeł jednak wynika, że główny okres jego zagranicznej aktywności zamykał się między kwietniem a grudniem 1942 r., i że w tym czasie odbył dwie podróże; kolejną zapewne rok później.

Dostępne relacje są zbieżne, że Leskiego przymusowo odsunięto następnie (pod koniec 1942 lub na początku 1943 r.) od spraw łączności zagranicznej AK, a to z trzech poważnych przyczyn. Pierwszą było wykorzystywanie przezeń kurierów do zbierania informacji wywiadowczych, co zwiększało zagrożenie newralgicznej sieci łączności (w ten sposób wywiad niejako „pasożytował” na ludziach i wysiłkach organizacyjnych działu łączności zagranicznej Oddziału V ZWZ/AK, kryptonim „Zagroda”). Drugą był konflikt kompetencyjny i osobisty z odpowiedzialną za „Zagrodę” Emilią Malessą „Marcysią”. Trzecią wreszcie: tyleż chwalebny, co nieodpowiedzialny fakt przerzucenia tą trasą przez Leskiego do Londynu, bez uzgodnienia z kimkolwiek, żydowskiego biznesmena Edwarda Rajnfelda-Tohariego (co ostatnio opisał historyk Dariusz Libionka).

W SIECI ŁĄCZNOŚCI | To wszystko nie oznacza wszakże, że Leski nie odegrał żadnej roli w organizacji nowego systemu łączności zagranicznej AK.

Jest prawdą, że pod koniec 1941 r. Sztab Naczelnego Wodza w Londynie i Komenda Główna ZWZ w Warszawie podjęły wysiłek budowy nowej trasy szybkiego przerzutu kurierów przez Francję jako alternatywy wobec coraz mniej bezpiecznych i powolnych szlaków przez Węgry i Rumunię. Planowano, że kurierzy z kraju będą wozić swoją pocztę do Marsylii bądź bezpośrednio do Vichy (nieokupowanej części Francji), dokąd mieli docierać przez Paryż albo neutralną Szwajcarię.

Przełomowym krokiem było tu przerzucenie do Francji energicznego wysłannika z centrali, porucznika Stanisława Sokołowskiego „Ziomka” pod koniec czerwca 1942 r. Jego zadaniem było zorganizowanie bazy łączności w „Klarze” (kryptonim nieokupowanej części Francji), do której miały prowadzić wspomniane trasy kurierskie. Przewidywano, że już pod koniec kwietnia 1942 r. przez Paryż do południowej Francji wyruszą kurierzy „Bolesław” i „Jan” (wspomniany w tej opowieści Tadeusz Jabłoński), a przez Berno „Seweryn” (Tadeusz Niedbalski). Przy czym to „Bolesław” był wtedy głównym emisariuszem wysłanym z Warszawy przez Komendę Główną AK o specjalnych szerokich pełnomocnictwach. „Jan” najwyraźniej pełnił funkcję jego eskorty czy asysty.

„Bolesław” to jednak nie jest inny pseudonim Leskiego, lecz porucznika Bohdana Wernera (1897-1971). Pochodzący z rodziny przemysłowców, był on konstruktorem lotniczym i poliglotą, władał siedmioma językami.

DUBLER „BOLESŁAWA” | Leski i Werner musieli znać się z Warszawy – obracali się w tych samych wąskich kręgach przemysłowych, politechnicznych, lotniczych i wreszcie konspiracyjnych. Także „Jan” w swojej relacji z 1947 r. potwierdzał wysłanie „Bolesława” do Francji. Jego zdaniem jednak Werner „był bardzo pechowy i swym wyglądem zwracał uwagę Grenzpolizei”. Inny wtajemniczony konspirator uważał, że Werner nie nadaje się na kuriera, gdyż „zachowuje się jak tajemniczy James”.

Być może to spowodowało, że w maju 1942 r. Werner został aresztowany na kilka tygodni i znalazł się we francuskim więzieniu w Limoges (podlegającemu władzom Vichy), skąd jednak niebawem wrócił do Paryża. Tu przez kolejne tygodnie oczekiwał na dogodną możliwość wyruszenia na południe Francji. Konieczne było też ponowne przesłanie z Warszawy poczty kurierskiej, zniszczonej przez niego w chwili zagrożenia.

W związku z tym na wstępne rozmowy z „Ziomkiem” na południe Francji wysłano przebywającego akurat w Paryżu innego kuriera z kraju, w charakterze swoistego dublera. W powojennych zeznaniach w UB Leski opowiadał o swoim spotkaniu z „Ziomkiem” w Nicei na tyle dokładnie, że wydaje się, iż rzeczywiście był to on. Wspominał mianowicie, że „zgłosił się [tam] do jakiegoś instytutu polskiego i osoba wskazana mi w kraju, kobieta, zorganizowała mi z nim spotkanie”.

Wszystko tutaj zgadza się z informacjami z innych źródeł. Zaraz też poznamy tożsamość owej kobiety. Także Jabłoński potwierdzał, iż to „Bradl” i „Ziomek” zaczęli „organizację przerzutów kurierów i poczty do centrali przez Hiszpanię”, czyli alternatywną – wobec zaplanowanej w Londynie i Warszawie – trasą przez Bordeaux nad Atlantykiem (tj. w strefie okupowanej), realizując tym swoisty „plan B”.

Lotka Leitner ps. „Kalo” (Charlotte Trolley de Prévaux). Polska Żydówka, modelka, celebrytka i agentka, pracująca dla Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza // Service historique de la Défense / Ministère des Armées / Materiały prasowe

MODELKA-AGENTKA | Pełnomocnictwa Komendy Głównej AK, kluczową pocztę i instrukcje przekazane mu ustnie w Warszawie nadal posiadał jednak nie Leski, lecz Werner. Nie może więc dziwić, że na początku lipca 1942 r. „kraj” zapowiedział ponowne przybycie „Bolesława”, który miał dotrzeć do Marsylii przez Paryż właśnie na spotkanie „Ziomka”.

W tym miejscu wypada wprowadzić kolejną kluczową bohaterkę tej historii – w osobie Lotki Leitner ps. „Kalo” (francuskie imię i nazwisko po mężu: Charlotte Trolley de Prévaux). Była to polska Żydówka, słynna wówczas modelka i celebrytka, a zarazem polska agentka, pracująca dla Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza, czyli „Dwójki”.

Kontradmirał Jacques Trolley de Prévaux – członek francusko-polskiej sieci wywiadowczej o pseudonimie „Vox” // Service historique de la Défense / Ministère des Armées / Materiały prasowe

Lotka (Charlotte) była żoną wysokiego oficera marynarki francuskiej, kontradmirała Jacques'a Trolley de Prévaux – również członka francusko-polskiej sieci wywiadowczej o kryptonimie F-2; kontradmirał nosił pseudonim „Vox”. W 1944 r. oboje zostali aresztowani i rozstrzelani przez Niemców. Ich niezwykłe losy są w Polsce prawie nieznane – polski przekład książki o nich, napisanej przez francuską dziennikarkę (i ich córkę, urodzoną w 1943 r.), ukazał się w niszowym wydawnictwie (książka została wydana też po holendersku i niemiecku).

Oczywiście to Lotka (Charlotte) była tajemniczą kobietą, która skontaktowała Leskiego z Sokołowskim. We wspomnieniach Leski redukuje ją niestety do roli anonimowej gospodyni domowej, a zarazem przemiłej polskiej żony równie anonimowego oficera francuskiej marynarki, a także autorki świetnej, jak pisze, zupy bouillabaisse

„KALO” WYKONAŁA MISJĘ | Szczęśliwie – dla pamięci o dzielnej „Kalo” i jej mężu – zachował się raport „w sprawie łączności z krajem”, który oddaje jej sprawiedliwość jako jednej z głównych organizatorek placówki łączności AK we Francji, a także „Bolesławowi”, czyli Wernerowi.

Czytamy w nim, że 19 sierpnia 1942 r. „wróciła kurierka KALO z Paryża po całkowitym wykonaniu powierzonej jej misji. Linie demarkacyjne przeszła w obie strony na zielono [tj. nielegalnie – red.]. Przywiozła pocztę (…). KALO przywiozła nadto cały szereg ustnych postulatów kuriera BOLESŁAW, które to postulaty wraz z wyżej wspomnianą pocztą zostały przekazane ZIOMKOWI”.

Dodatkowo „Kalo” wyrobiła wówczas „Bolesławowi” – jak czytamy – „papiery osobiste francuskie”, co miało służyć jego kolejnej bezpiecznej podróży na południe Francji. Jak czytamy w wewnętrznej korespondencji Sztabu Naczelnego Wodza, „kurier ten przyjechał na te dokumenty do zony wolnej [tj. nieokupowanej części Francji – red.] i był przekazany ZIOMKOWI”.

Co bardzo ciekawe, z omawianego raportu wynika też, że kurierów, z którymi spotkała się w Paryżu „Kalo”, „było dwóch”. Tym drugim mógł rzeczywiście być „Bradl”. Nie wiadomo jednak, czy to on towarzyszył następnie Wernerowi w wyprawie na południe Francji. To zasadnicze spotkanie organizacyjne „kuriera z kraju” (Wernera) z „wysłannikiem centrali” (Sokołowskim) miało miejsce 3 września 1942 r., a kolejne w październiku, już w Paryżu. 

ZASŁUGI ZMARŁYCH | Wszystko to wyjaśnia – choć oczywiście nie usprawiedliwia – dlaczego Kazimierz Leski prawie całkowicie „wygumkował” postacie Bohdana Wernera ps. „Bolesław” oraz Lotki/Charlotty Trolley de Prévaux ps. „Kalo” z opowiadanej przez siebie historii, a także poważnie zredukował postać Tadeusza Jabłońskiego „Jana”.

Po prostu Leski po części przypisał sobie ich rolę i ich zasługi – poniekąd korzystając z tego, że nie było już ich wśród żywych.

Co nie przeszkadza nam wciąż uważać „Bradla” za bohatera – tyle że prawdziwie polskiego, to znaczy ze skazą na swoim wizerunku.

Dr hab. WŁADYSŁAW BUŁHAK jest historykiem i specjalistą w zakresie bezpieczeństwa, pracuje w Biurze Badań Historycznych IPN w Warszawie i na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.

MARIUSZ OLCZAK jest dyrektorem Archiwum Akt Nowych w Warszawie, zajmuje się historią Polskiego Państwa Podziemnego i Dolnego Śląska.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Korekta biografii