Roma si trasforma – takie napisy na billboardach, plakatach i płotach od miesięcy witają turystów w stolicy Włoch. Rzym się zmienia. Więcej – przekształca się, przechodzi transformację. Wiele w tym włoskiej przesady, ale rzeczywiście Wieczne Miasto (czy raczej miasto wiecznych remontów) postanowiło dobrze wykorzystać okazję, jaką jest Rok Jubileuszowy. Koszt wszystkich prac – a to łącznie prawie 300 inwestycji: renowacja zabytków, remont chodników, modernizacja sieci kanalizacyjnych, wodociągowych i elektrycznych, roboty drogowe, poprawiające przepustowość głównych ulic w okolicy Watykanu i czterech papieskich bazylik – opiewa na 5 miliardów euro, z których jedna dziesiąta pochodzi z kasy miasta, a reszta z budżetów regionu Lazio i państwa.
Burmistrz Rzymu mówi, że do grudnia 2024 r. udało się zrealizować 80 proc. planów, w tym te kluczowe: tunel dla samochodów pod Piazza Pia, dzięki czemu piesi, zmierzający spod Zamku Anioła na plac św. Piotra, nie muszą już przechodzić przez ruchliwą, trzypasmową arterię, oraz gruntowną przebudowę Via Ottaviano, najczęściej wybieranej drogi na Watykan od stacji metra, przekształconej w wygodny trakt pieszy.
Co nie znaczy, że skończyły się utrudnienia. W okolicach Bazyliki św. Piotra prace wciąż są prowadzone, ewentualnie – jak przy Piazza del Risorgimento – zostały wstrzymane na rok, by nie utrudniać ruchu turystów i pielgrzymów. Ma ich przyjechać w tym roku 35 milionów, co oznacza wzrost o 50 proc. w i tak ciągle zatłoczonym mieście. Za wzrostem liczby odwiedzających pójdzie bez wątpienia wzrost cen w hotelach i restauracjach, bo przecież Rok Jubileuszowy to nie tylko wydarzenie religijne, ale też ekonomiczne.
Darowanie win
W ostatnich dwóch tygodniach Franciszek wiele razy przypominał o żydowskiej tradycji lat jubileuszowych, które w judaizmie też były instytucją ekonomiczną, choć w innym znaczeniu. Prawo mojżeszowe precyzyjnie organizowało życie narodu wybranego. Wiadomo: po sześciu dniach pracy nadchodził dzień odpoczynku, czyli szabat. Po siedmiu latach przychodził rok szabatowy, w którym zaprzestawano prac rolnych, by dać odpocząć ziemi i uchronić ją przed wyjałowieniem. A po siedmiu latach szabatowych świętowano rok jubileuszowy, w którym darowano winy i długi, a sprzedane grunty rolne wracały do pierwotnych właścicieli, co miało zapobiec ekonomicznemu rozwarstwieniu narodu. Rodziny, które zadłużyły się albo sprzedały ziemię bogatym członkom klanu, najpóźniej po 50 latach odzyskiwały ekonomiczną niezależność. W tych przepisach (które zresztą przy pomocy różnych kruczków prawnych i interpretacji talmudycznych udawało się obejść) trudno nie zauważyć troski o równowagę: w człowieku, społeczeństwie i przyrodzie.
Nawiązując do tej tradycji, papież apelował, by rozpoczynającego się roku jubileuszowego nie traktować jedynie jako okazji do pielgrzymki i „odpustu zupełnego”, ale do darowania długów najbiedniejszym państwom, odpuszczenia win (choćby przez złagodzenie kar więźniom) i stworzenia funduszu walki z głodem, na który – jak pisał w przesłaniu na Nowy Rok i co powtórzył 9 stycznia podczas spotkania z korpusem dyplomatycznym – wystarczyłoby przeznaczyć 1 proc. pieniędzy wydawanych na zbrojenia.
I chyba w takim kontekście należy odczytać decyzję Joe Bidena, odchodzącego prezydenta Stanów Zjednoczonych, który dzień przed inauguracją Roku Jubileuszowego zamienił 37 skazanym wyroki śmierci na dożywotnie więzienie, uniemożliwiając swemu następcy wykonanie egzekucji. Co jest pierwszą i na razie jedyną odpowiedzią światowych przywódców na potrójny apel Franciszka.
Roztrwoniony kapitał
Odkąd Kościół obchodzi jubileusze – czyli od 1300 r. – chyba wszyscy papieże zabiegali, by na ich czas ustawały wojny (rozejmy potrzebne były zresztą choćby po to, by wierni z całej Europy mogli bez przeszkód pielgrzymować do Rzymu). To jeden z ważniejszych powodów, dla których papieska dyplomacja nabrała znaczenia w świecie. Niestety, dziś ten dorobek został w dużej części roztrwoniony, bo choć Franciszek nie przestaje apelować o pokój, niemal nikt już na jego apele i pokojowe inicjatywy nie zwraca uwagi.
„Watykan nie podejmuje żadnej misji mediacyjnej [w wojnie w Ukrainie] ani nie został o nią poproszony” – mówił w Wigilię abp Światosław Szewczuk w wywiadzie dla ukraińskiej agencji informacyjnej RBC, sprowadzając na ziemię wszystkich, którzy różne dwuznaczne i kontrowersyjne wypowiedzi papieża na temat Rosji tłumaczyli jego troską o „otwarte drzwi do pokojowych negocjacji”.
Przywykliśmy do nieprzemyślanych wypowiedzi Franciszka – coraz mniej nas oburzają i coraz mniej przejmujemy się tym, co mówi. W ostatnim newsletterze wspominałem o jego słowach z najnowszej autobiografii o zamachu, jaki rzekomo planowali islamiści podczas jego podróży do Iraku. Ledwo zdążyłem przesłać tekst do redakcji, jak doszło do kolejnej dyplomatycznej wpadki – na spotkaniu z urzędnikami kurii rzymskiej Franciszek w emocjonalnych słowach oskarżył władze Izraela, że nie pozwalają patriarsze Jerozolimy na wjazd do Strefy Gazy z okazji świąt Bożego Narodzenia. Tel Awiw natychmiast zaprzeczył tej informacji i szczegółowo wykazał, ile razy w ostatnim czasie patriarcha Pierbattista Pizzaballa przyjeżdżał do Strefy Gazy (był tam również w Wigilię). Niestety, powodem wielu kłopotów Franciszka jest to, że czerpie wiedzę z dziwnych, niesprawdzonych źródeł i zbyt pośpiesznie nią się dzieli.
Rosjanin szlachcicem
Jedną z osób, od których papież pozyskuje informacje, jest Leonid Sewastianow, lider kadłubowego Światowego Związku Starowierców, stworzonego głównie po to, by objąć protektoratem moskiewskiej Cerkwi rozproszonych po świecie zwolenników starego obrzędu (i ich pieniądze, bo to w większości majętni Rosjanie z zachodniej Europy, USA i Kanady).
Sewastianow ma bezpośredni dostęp do papieża – dzwoni do niego, kiedy chce, i odwiedza, poza oficjalnym protokołem, kilka razy w roku, ochoczo informując potem rosyjskie media, co papież myśli o Rosji, jak wielką sympatią ją darzy i jak bardzo marzy o jej odwiedzeniu. Ostatni raz był u Franciszka 27 grudnia i zaraz potem pochwalił się tytułem szlacheckim, jaki papież nadał jemu, jego żonie, dzieciom i wszystkim kolejnym pokoleniom Sewastianowów.
O tej groteskowej sytuacji (papież Franciszek, kochający prostotę, brzydzący się tytulaturą, nadaje szlacheckie tytuły) pisałem ostatnio. Wydawało się, że watykańska arystokracja – ci wszyscy książęta, markizowie, hrabiowie i baronowie – zostali odesłani do lamusa decyzją Pawła VI z 1968 r. Ale okazuje się, że kolejni papieże często z tego monarszego przywileju korzystali, choć Watykan nie podawał tego faktu do publicznej wiadomości.
Wszystkich ciekawych, kim jest Leonid Sewastianow, nowy watykański bojar, odsyłam do artykułu, jaki na jego temat napisałem.
Ślad jubileuszowy
Chaos panuje nie tylko w watykańskiej dyplomacji. Pierwsze dni Roku Jubileuszowego przyniosły spore zamieszanie także w Bazylice św. Piotra. By usprawnić do niej dostęp pielgrzymom, zwykłych turystów postanowiono wpuszczać odrębnym wejściem, przez Groty Watykańskie, czyli ciasnymi korytarzami i klaustrofobicznymi schodami. Przewodnicy opowiadają o krzykach i atakach paniki z powodu ścisku i braku powietrza. Może więc warto odstać swoje na placu św. Piotra w kolejce do świętych drzwi? Niemałej – w ciągu pierwszych dwóch tygodni przeszło przez nie ponad pół miliona wiernych – ale przynajmniej na świeżym powietrzu.
Można w tym czasie sprawdzić, jaki jest jego stan: Fabryka św. Piotra, zarządzająca Bazyliką, przygotowała dla pielgrzymów specjalną aplikację, która informuje o rzymskim smogu, zwłaszcza o stężeniu groźnych dla płuc i układu krążenia cząsteczek pm 2,5 i pm 10. To zresztą niejedyna proekologiczna inicjatywa Watykanu. Energia do obsługi jubileuszowych wydarzeń pochodzi ze źródeł odnawialnych. Wokół Bazyliki ustawiono setki pojemników do segregacji odpadów, a okoliczne bary, serwujące jedzenie na wynos, otrzymały biodegradowalne opakowania, które po użyciu posłużą jako nawóz w ogrodach watykańskich. Natomiast osobom ubranym niestosownie do okoliczności rozdawane będą chusty wyprodukowane z recyklingowanych prześcieradeł z Polikliniki Gemelli – ich uszycie zlecono więziennym spółdzielniom pracy.
Siostra przełożona
Dużo ważniejszym wydarzeniem niż aplikacje, fotowoltaika czy recykling, była jednak, ogłoszona 6 stycznia, nominacja pierwszej w historii prefektki w rzymskiej kurii. Została nią s. Simona Brambilla ze zgromadzenia Misjonarek Matki Bożej Pocieszenia, która będzie szefować Dykasterii ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego.
Franciszek kilkakrotnie zapowiadał, że powierzy kobiecie funkcję prefektki, gdy więc rok temu zrobił s. Brambillę sekretarzem dykasterii ds. zakonów, przypuszczano, że to „staż” konieczny do objęcia tam kierownictwa. Ale papież mianował także kard. Ángela Artime pro-prefektem tejże dykasterii – i to jest równie zaskakująca decyzja. W dotychczasowej praktyce pro-prefekci byli „p.o. szefa” – gdy na czele kongregacji stawał biskup, jako pro-prefekt czekał na kardynalską nominację i powierzenie pełni obowiązków. Teraz pro-prefektem został kardynał. Mamy więc w zasadzie dwoje prefektów, przy czym pierwszym i ważniejszym jest zakonnica – przełożona mało znanego i niezbyt licznego zgromadzenia żeńskiego, a drugim, pomocniczym – kardynał i wieloletni generał salezjanów, jednego z największych i najbardziej znanych zgromadzeń męskich. Ale cóż – widocznie nie tylko Rzym się zmienia. Watykan także.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















