Witkacy o sztuce

Nad “Dziełami zebranymi" Witkacego zawisły jakiś czas temu ciemne chmury i zdawało się już, że będzie to kolejne w dziejach polskiego edytorstwa przedsięwzięcie niedokończone. Na szczęście kryzys przezwyciężono i do księgarń trafiły kolejno: “Nowe formy w malarstwie i wynikające stąd nieporozumienia" wraz ze “Szkicami estetycznymi" (czyli tom VIII), “Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie Istnienia" (tzw. “Główniak") wraz z innymi pismami filozoficznymi z lat 1902-1932 (tom XIII) oraz “Spór o monadyzm. Dwugłos polemiczny z Janem Leszczyńskim" (tom XVI).
 /
/

Teraz otrzymaliśmy tom X w starannym opracowaniu Janusza Deglera, zawierający teksty Witkacego o sztuce publikowane w katalogach wystaw i czasopismach albo zachowane w rękopisie, jak pisany dla “Arkad" artykuł o Bronisławie Linkem (jedna z dwóch wypowiedzi o tym artyście) oraz odczyt “O istocie malarstwa", wygłoszony 22 lipca 1938 r. w Wiśle w ramach Kursów Wakacyjnych Instytutu Sztuki. Tekst najobszerniejszy to rozprawa “O Czystej Formie", powstała w latach 20. i wydrukowana w roku 1932 na łamach czasopisma “Zet", a zawierająca przystępny wykład podstawowych założeń teoretyczno-estetycznych autora. Jest tu też słynny “Regulamin Firmy Portretowej »S. I. Witkiewicz«" z 1925 roku oraz m. in. artykuły o formistach i formizmie.

“Teoretycznym formistą, a właściwie wyznawcą teorii Czystej Formy, byłem od szesnastego roku życia" - pisał Witkacy w zwięzłym “Bilansie formizmu", ogłoszonym na łamach “Głosu Plastyków" w roku 1938, w ramach ankiety rozpisanej na 20-lecie pierwszej wystawy formistów w krakowskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych. Podkreślając inspirującą rolę ojca, Stanisława Witkiewicza, tłumaczył dalej: “Chodziło mi o przywrócenie malarstwu rangi sztuki, którą w epoce realizmu utraciło... Dążyłem konsekwentnie do przeprowadzenia mojej teorii w praktyce, ale nie programowo i przez gwałt, tylko drogą naturalnego rozwoju od naturalistycznego, ale kompozycyjnego pejzażu, poprzez kompozycje obciążone znacznie treścią literacką i portrety, już wtedy psychologiczne, a nie cieleśnie-naturalistyczne, aż do ostatnich kompozycji w r. 1924, w których zakończyłem moją artystyczną pracę w malarstwie, uznawszy wysiłki dalsze w tym kierunku za bezpłodne...". Działalność “Firmy Portretowej" uważał bowiem jedynie za “sztukę stosowaną", i tylko najbardziej zaawansowany rodzaj portretu spośród przewidzianych w “Regulaminie" miał w odległym horyzoncie Czystą Formę.

Szczególnie wysoką temperaturą odznaczają się wystąpienia polemiczne Witkacego; kronika nadziei i rozczarowań, świadectwo poczucia osamotnienia. “Na tę wiadomość, że Ryfka Feigenschuss ukradła Franciszce Kozdroń zardzewiałe nożyczki, miejsce [w gazecie] być musi - na krytykę wystawy może go zabraknąć - ironizował w 1921 r. przy okazji kolejnej wystawy formistów. - Ponieważ dotąd krytyka pozbawiona była wszelkiego sensu, było to dość obojętnym. Ale wobec pewnych zaczątków krytyki nowego typu, która z pewnością na dobre powstanie - bo przecież takich bzdur, jakie się dotąd pisało, wiecznie pisać nie można - problemat miejsca dla krytyk i teoretycznych rozprawek krytyki te piszących staje się istotnym".

Minęło lat 11, sytuacja niewiele się jednak zmieniła. “Więc jak to - pytał Witkacy retorycznie w 1932 r., rozwścieczony recenzją Franciszka Kleina z wystawy swoich portretów w krakowskim Pałacu Sztuki opublikowaną przez “Czas" - dziś jeszcze w najpoważniejszym piśmie mogą być wypisywane bzdury tego natężenia bzdurowatości! Oczywiście jestem zły na p. X, że schlastał moje portrety, i dlatego to piszę. Przestałem już walczyć ideowo o inną krytykę malarską, bo uznałem to za zupełnie beznadziejne". A na marginesie dyskusji ze Stefanią Zahorską, którą zresztą (inaczej niż poczciwego Kleina) szanował i cenił jako krytyczkę, zauważał z goryczą: “Być całe życie tylko wieszadłem na psy i nie mieć nadziei, że się umrze przynajmniej w innej atmosferze, jest rzeczą ciężką. Najgorszą jednak rzeczą jest niemożność walki. Pomijam już to, że nie mam gdzie walczyć - gorszym jest to, że nie mam z kim, a nawet - jak to ostatnio zrozumiałem - o co. Wszystko diabli biorą zbyt prędko, aby nawet steoretyzowanie samego procesu upadku było interesującym". (Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2003, s. 284, z czego połowę wypełniają przypisy i obszerna nota wydawnicza.)

Lektor

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2004