Niewiele się zmieniło,
chociaż nie chodzę już tyle, co dawniej,
po tym mieście.
Ogródki działkowe niszczeją beze mnie,
ale wciąż są -
na obrzeżach parków,
wewnątrz starych osiedli,
przy fabryce.
Czas podzielony
na drobne zdarzenia:
kupowanie jedzenia w sklepie pod kombinatem,
pusty kopiec,
szpitalne podwórko, zaraz po oddaniu krwi;
to wszystko tam jest.
Opustoszałe place
jak wnętrza dłoni.
Nie mogę powiedzieć,
że mi tego nie brakuje,
lecz nie jest to brak dotkliwy.
Raczej leniwy, ospały,
jak rzeka w te dni,
kiedy nie można nic zobaczyć,
bo cały dzień szaro.
Niewiele się zmienia, może nic.
Codziennie rano
Codziennie rano mijam tę dziewczynkę.
Chuda jak patyk i trochę krzywa,
jakby ją wyprawiono z czymś ciężkim
w jednej kieszeni - zawinięta w serwetkę
ołowiana kula, kamień w słoiku,
albo ziemia. Rano jest zimno,
ona nie powinna wychodzić sama,
z gołymi rękami i chuda jak patyk,
trochę krzywa, jakby ją wyprawiono
z ciężkim sercem. A jednak możliwe,
że czemuś to służy. Rano jest zimno,
trawa obłożona szronem przypomina
ukwiały. Napotykam opór, ale idę.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.













