W moim życiu pojawiły się dwie ważne osoby: pierwszą był ojciec, którego często widziałem modlącego się na kolanach, drugą - ks. Stanisław Musiał. Był wielkim przyjacielem mojej rodziny. Poznałem Go prawie 30 lat temu, gdy miałem 16 lat i mieszkałem na krakowskim osiedlu Dąbie. Przechodząc ul. Kopernika, gdzie znajduje się klasztor jezuitów, wstępowałem do kościoła, by w kaplicy Adoracji Jezusa spokojnie się pomodlić. Pewnego razu, spowiadając się, poprosiłem kapłana, aby został moim spowiednikiem - przewodnikiem duchowym. Zgodził się chętnie. Był to śp. ks. Musiał. Zaczęły się spowiedzi na spacerze, w parku koło klasztoru na Kopernika i w Przegorzałach, gdzie jezuici mają kaplicę. Miały formę dyskusji na różne tematy. Dużo z nich wynosiłem i jestem pewien, że to, jakim jestem człowiekiem, zawdzięczam Spowiednikowi. W latach stanu wojennego służyłem w wojsku przy ul. Wrocławskiej w Krakowie. Ks. Stanisław, jeśli tylko mógł, przychodził do mnie z posługą kapłańską. Mając wiele obowiązków, zawsze miał dla mnie czas, a gdy założyłem rodzinę - dla nas. Cieszył się z urodzin kolejnych dzieci: Józefa, Ewy, Agnieszki, Mateusza i Moniki. W trudnych chwilach wspierał nas duchowo i materialnie, bo, jak mówił: “Mnie nie trzeba...".
Zabrakło kapłana, który w prostocie życia był wspaniałym człowiekiem. Ojcze (bo tak Cię nazywałem), wiem, że zawsze będziesz z nami.
EDWARD SZAREK (Dobczyce, woj. małopolskie)
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














