Reklama

Epos o Mirmiłowie

Epos o Mirmiłowie

17.11.2008
Czyta się kilka minut
Mali Francuzi, zanim zetkną się z Pieśnią o Rolandzie, poznają Asteriksa. Dzielny Gal w hełmie ze skrzydełkami jest lepszym ambasadorem kultury spod znaku tricoleur niż wszyscy dyplomaci razem wzięci. Zmarły w sobotę Janusz Christa zostawił nam pozycje, które śmiało można polecić dzieciom przed lekturą Pana Tadeusza, by poczuły przedsmak polskości: komiksy z serii Kajko i Kokosz.
Kajko i Kokosz, okładka komiksu "Dzień Śmiechały", rys. Janusz Christa
C

Christa przygodę z komiksem zaczynał, gdy w peerelowskiej popkulturze pojawiały się pierwsze historyjki obrazkowe (nazwa "komiks" była zarezerwowana dla obrzydłych tworów zachodniego imperializmu) charakteryzujące się nieporadnością graficzną i fabularną oraz nachalnością propagandową, sławiące radzieckich partyzantów i rodzimych ormowców, a potem też pewnego kapitana MO. Późniejszy ojciec Kajka i Kokosza tworzył dla gdańskiego "Wieczoru Wybrzeża" tzw. "paski", czyli komiksy w odcinkach po kilka kadrów. Od początku skłaniał się ku najlepszym amerykańskim wzorcom, wykorzystywał uproszczenie i karykaturalizację w rysunku postaci. Wiedział, że komiksowy kadr nie może być przeładowany szczegółami - na rysunku ma być tylko tyle rekwizytów i postaci, ile potrzeba do płynnego zrozumienia obrazkowej akcji. Wymyślił charakterystyczną parę bohaterów - marynarzy, dobranych na zasadzie przeciwieństw - zwalisty, niezbyt bystry, tchórzliwy, ale za to silny Koko jest nieodłącznym kompanem Kajtka - szlachetnego i sprytnego, ale za to niegrzeszącego siłą ani wzrostem. Następnie, u schyłku lat 70., stworzył średniowieczne wersje tej dwójki postaci, dzięki czemu przez następną dekadę polskie dzieci i młodzież zaczytywały się w rysunkowych przygodach słowiańskich wojów Kajka i Kokosza. Wielu dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestoparolatków z pewnością pamięta "Szkołę latania", "Wielki turniej", "Festiwal czarownic", "Dzień Śmiechały" albo - nie bójmy się tego słowa - kultowe "Na wczasach".

W Mirmiłowie, czyli nigdzie

W Mirmiłowie od dłuższego już czasu panował spokój, a nieustanne, choć przejściowe trudności nie zakłócały życia beztroskich mieszkańców grodu.

Świat przedstawiony komiksów o przygodach dzielnych wojów ma zdecydowanie słowiańską proweniencję. Postacie noszą imiona takie jak Górnoch, Stobij, woj Wit, Łamignat czy Nierad. Wzywa się tu imion Trygława i Swaroga, w puszczy wokół grodu Mirmiłowo, biorącego nazwę od jego władcy, histerycznego kasztelana Mirmiła, żyją dziwaczne borostwory rodem ze słowiańskich wierzeń, zaś pupilkiem mieszkańców jest sympatyczny smok Miluś. Jednym słowem - jest swojsko. Sielankę psują knowania zbójcerzy z pobliskiej warowni, Krzyżaków skrzyżowanych z zomowcami, dowodzonych przez "Krwawego" Hegemona o sylwetce Goeringa oraz Kaprala, jako żywo przypominającego pewnego niezrealizowanego austriackiego malarza, a to za sprawą charakterystycznego wąsika i hełmu o wzorze zaczerpniętym od Wehrmachtu.

Oczywiście dzięki nieudolności najeźdźców, sprytowi Kajka i sile Kokosza oraz szczęśliwym zbiegom okoliczności mury Mirmiłowa i grodzianie opierają się wrażym zakusom, mimo iż zbójcerze wiedzą, że "by złamać ich ducha bojowego, trzeba szybko zdobyć klubo-gospodę".

Gry świetlicowe drogą do wyższej fazy przemian

(napis w świetlicy zbójcerzy)

Hegemonie, melduję, że zgodnie z planem mieliśmy budować machinę przez tydzień, zobowiązaliśmy się czas ten skrócić o sto procent, a zobowiązanie przekroczyliśmy o dwieście procent.

Kasztelan Mirmił - rządca grodu - nieustannie histeryzuje i grozi podaniem się do dymisji. Wieść o przyjeździe NIK-a (Najwyższego Inspektora Kaszteli) przyprawia go niemal o palpitację. Kajko wyjeżdża na wczasy do sanatorium na wyspie Ranów na podstawie skierowania otrzymanego od książęcego referenta do spraw turystyki i wypoczynku. Kokosz jedzie na gapę, bo ich gród pominięto w rozdzielniku i dostali tylko jeden bilet. Nawet zbójcerze nie śmią szturmować bramy Mirmiłowa, gdy wisi nad nią napis "Zamknięte. Przyjęcie towaru".

Bo w słowiańszczyźnie Kajka i Kokosza świetnie się mają zdobycze systemu będącego "szczytowym etapem rozwoju społeczeństw" - centralne planowanie i wszechobecna biurokracja. PRL-owska nomenklatura idealnie pasuje do łapci z łyka noszonych przez mirmiłowian. Jest równie archaiczna i absurdalna. Aż dziw bierze, że cenzor godził się na tak jawną kpinę z ówczesnego systemu. Może zlekceważył komiksy, uznając je za twórczość dla dzieci i tylko dla dzieci. Może nawet ich nie czytał.

Ćwirpilitpijjuu!…

(śpiew skowronka w wykonaniu zbójcerza Ofermy)

- Mirmiłku, nie rozpaczaj po nich jak po umarłych. Może jeszcze wrócą.

- Sądzisz, że to możliwe?! Och, jeśli tak się stanie, wyprawimy im wspaniały pogrzeb!

Komizm opowieści o Kajku i Kokoszu nie wynika jedynie z obecnych w nich "bareizmów" ("christyzmów"?), ale też ze śmiesznych dialogów, sytuacji czy ze śmieszności postaci. Obdarzony nadludzką krzepą zbój Łamignat wierzy, że bez "magicznej" fujarki traci wszystkie siły; desperujący, jak to ma w zwyczaju, kasztelan Mirmił chce, by, kiedy rychło "opuści ten padół i wzleci na łono Swaroga", na jego grobie posadzić orchidee; błędny woj Wit wyzywa na pojedynek kogo popadnie, pakując siebie i innych w kłopoty. Odzewem na zawołanie Kaprala "Niech co… krwawy Hegemon?" jest unisono "Niech żyje!" zbójcerzy. "Za dodatkową opłatą nasz statkowy trubadur umili wam rejs nie śpiewając już przeboju", czy okrzyk bojowy Kaprala "Na plasterki!" to zwroty, które weszły do języka potocznego.

Prócz tego, że był mistrzem dialogów i narratorskich ironicznych komentarzy, Christa był przede wszystkim arcymistrzem onomatopei, nieodrodnego elementu poetyki komiksu. Nie ogranicza się do prozaicznych "Łup", "Bęc" czy "Trrach", ale tworzy własne odgłosy ad hoc: "Glą" (gliniany dzban uderzający w szyszak Mirmiła), "Szlocht" (sieć pełna ryb uderzająca w twarz zbójcerza) i "Szsztumbrrr!" (rzucony nóż wbijający się w futrynę).

***

Komiks ma w naszym języku dość negatywne konotacje - komiksowa estetyka oznacza coś uproszczonego, pełnego krzykliwych barw i "dziania się" dla samego "dziania się". Janusz Christa tworzył komiks w postaci wyjątkowo klasycznej - nie stosował żadnych awangardowych rozwiązań plastycznych czy narracyjnych. Ale w tej klasyczności osiągnął maestrię - przejrzysta kreska, żywe barwy, sympatyczne i wyraziste postacie. Na kilkudziesięciu planszach swoich albumów mieścił skrzące się dowcipem, wciągające opowieści. Jego komiksów nie strach i nie wstyd czytać dzieciom, bo nie ma w nich krwi, wulgaryzmów ani seksu.

We wstępie do jednego z nich pisał: "Staram się, by moje komiksy, bawiąc czytelników, propagowały pozytywne cechy charakteru. Uczyły, że dobro zawsze zwycięża ze złem i trzeba być człowiekiem szlachetnym". Może to naiwna dydaktyka, ale do dziecięcego odbiorcy trafi. Ja, wspominając Janusza Christę i jego twórczość, będę się melancholijnie uśmiechał. Sądzę, że on sam by sobie tego życzył.

Wszystkie cytaty pochodzą z komiksów z serii "Kajko i Kokosz".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]