Wieczny Grunwald

Prosimy nie regulować odbiorników, to naprawdę tak wygląda. Najgorętsza fota tych wakacji, być może najsłynniejsza pamiątka niskopiennych górskich wędrówek ever.
Czyta się kilka minut

Każdy widział ten obrazek, Caspar ­David Friedrich to przy nim mały pikuś. Podobno powszechnym jest mniemanie, że giermek Brudziński (sam bez peleryny, proszę zważyć) zrobił Naczelnikowi mimowolną, acz niewąską krzywdę legendarną już foliową stylizacją, że jak już na Prezesa coś takiego założył, to z pewnością nie powinien go zdejmować i wrzucać do sieci. Że Tani Armani, że nie tylko Krychowiak, ale nawet Zbigniew Boniek by tego nie założył, że Maciej Zień wpadł w histerię, że Arkadius już na pewno nie wróci do zawodu. Prezesa-wędrowca oraz jego ciury zasypała lawina heheszków. To dlatego, że myślimy płasko, myślimy wąsko, myślimy elitarnie, salonowo. Okryty legendą grupowy portret (instant classic) na szczycie jest podprogowym przekazem dla całej Polski oraz Europy, zawiera ukryty, subliminalny komunikat, niczym na „Stairway to Heaven” – zdjęcie należy oglądać od tyłu, wnikliwie. Ma być jawne, co jest krytem, co dalekie było – blisko. Przypatrzmy się wnikliwie, bo warto.

Oto są na polanie – bośmy Polanie. Oto z tyłu strażnicza wieża, bo trzeba czujnie czuwać. Wieża prapolska, drewniane przedmurze, à la Biskupin – bośmy katolicy. Nic nie jest pozostawione na pastwę przypadku, to nie paprykarz szczeciński w lesie. Idźmy dalej. Gazda Kaczyński wraz ze swymi compañeros niczym Fidel w Sierra Maestra à la polonaise, mówi wam to coś, rodacy? Partyzantka, niby tak jak inni, zwycięsko, ale wszak swoiście, nie na kolanach, bez hołdowania okcydentalnej imitacji. Wilcze ścieżki, ale na kolorowo! Walka partyzancka, ale bez kamuflażu, dumna, walka à la barwa oręża polskiego, partyzantka w stylu „niech nas zobaczą”, bez krycia się po krzakach niczym wehrwolfowskie ciury w szarych misiurach. Waląca po oczach prapolska peleryna z otwartą przyłbicą, bez taktycznego maskowania, wytycza kierunek narodowi. Wsobny. Niech się wstydzi ten, kto widzi.

Przygadamy Micronowi, rozjuszymy Angelę jakąś zadawnioną reparacją, pokażemy im staropolski trzeci palec, odwrócimy się na pięcie i pozostaniemy sami w naszym unikatowym przeciwdżdżowym przyodziewku, sami na naszych własnych szczytach, zgoda: karłowatych, zgoda: ciasnych, ale do bólu naszych własnych. Nikt nam na nich nie będzie mówił, co na grzbiet zakładać. Nowa słuszna linia, ostry kurs na konfrontację z Zachodem. Wieczny Grunwald. Tylko bez czekania na miecze. Bez łaski. Obejdzie się. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2017