Wałbrzych, moja miłość

Jestem czytelnikiem "Tygodnika" od 20 lat i z niekłamanym wzruszeniem przeczytałem tekst Jędrzeja Morawieckiego dotyczący mojego rodzinnego miasta - ("TP" nr 2/07). Cieszę się, że "TP" zauważył w tym mieście nie tylko rudery i śmietniki, patologię i alkohol, bałagan i bezwolność, ale też nadzieję na przyszłość.
Czyta się kilka minut

Nie jestem typowym wałbrzyszaninem. Pochodzę z tzw. porządnej rodziny: mama - prawnik, dyrektor Izby Skarbowej; ojciec - 20 lat w MO/Policji (opisywany w tekście Stary Zdrój to była "jego" dzielnica na przełomie lat 70. i 80., do dziś witają go tam z szacunkiem); był "gliniarzem", który zakładał w MO "Solidarność". Sam skończyłem prawo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, od 10 lat jestem wykładowcą akademickim, mieszkam z żoną i córką pod Poznaniem. Taki model powieliło wielu moich kolegów ze znakomitego I LO w Wałbrzychu, którzy zostali lekarzami, adwokatami, sędziami czy wykładowcami we Wrocławiu, Poznaniu czy Warszawie. Jednocześnie jednak wszyscy zawsze wracają do Wałbrzycha, chcąc naładować akumulatory. To miasto ma w sobie nieprzeparty urok i kiedy tam jestem, a nadal mam tam rodzinę, zawsze pokazuję żonie i córce miejsca mojego dzieciństwa i zabaw. To miasto, ów niemiecki Waldenburg/Walbritz (do 1742 r.), to niesamowite połączenie terenów postindustrialnych ze wspaniałą przyrodą, architekturą (trzeba umieć ją odkryć), przepięknymi widokami. To moje miejsce na ziemi, gdzie czuję się bezpiecznie, choć wiem, że poziom przestępczości jest nie mniejszy niż gdzie indziej. Mój Heimat, lepszy czy gorszy, ale mój i wcale nie taki, jak go przedstawiono w telewizji czy filmie "Komornik" Feliksa Falka. To miasto może biedne i zapomniane, ale godne lepszej przyszłości. Wierzę, że będzie mu ona dana.

MAX STANULEWICZ (Poznań)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 04/2007