Zacisk imadła. Właśnie takiego, dalekiego od świata handlu porównania, mającego zobrazować sytuację małych sklepów w Polsce, używa specjalista ds. rynku Wiktor Miałkowski. Dekadę lub dwie temu ten zacisk był powolny i mniej dotkliwy, teraz trudno go nie zauważyć: o ile w 2010 r. udział małoformatowych sklepów w sektorze FMCG, czyli produktów szybkozbywalnych, wynosił niemal 50 proc., to już dekadę później spadł o połowę.
Ogłoszony w zeszłym tygodniu „Raport Strategiczny” firmy CPS GfK potwierdza ten trend: „W 2023 roku liczba sklepów detalicznych sprzedających produkty FMCG w Polsce zmniejszyła się o 2 proc. rdr. Oznacza to, że z rynku zniknęło ponad 2300 placówek (...) Największą redukcję odnotowano wśród niesieciowych sklepów małoformatowych, drogerii oraz kiosków”.
– Pamiętam sondaż z okresu pandemii, w którym większość pytanych deklarowała przywiązanie do sklepów osiedlowych – wspomina Wiktor Miałkowski z firmy doradczej Pro Business Solutions. – Zadałem wtedy w mediach społecznościowych pytanie: ciekawe, czy deklaracje przełożą się na zachowania zakupowe? Nie przełożyły się. Polacy w ostatnich latach jeszcze chętniej wybierają dyskonty. Ten trend wzmocniło kilka czynników.
Pierwszy z nich to właśnie pandemia, w czasie której wybieraliśmy szybkie i wygodne zakupy na większych powierzchniach supermarketów. Drugi to inflacja, uderzająca dotkliwiej w małe sklepy, które nie mogą sobie pozwolić na obniżenie marż. Wreszcie czynnik trzeci: podnosząca się za czasów PiS pensja minimalna. To właśnie dla niewielkich punktów sprzedaży pensje stanowią większą – niż choćby w przypadku supermarketów – część kosztów.
Jednak nie wszystkie małe sklepy w 2023 r. straciły. „Na przekór trendom podąża franczyza, która konsekwentnie umacnia swoją pozycję w branży” – piszą autorzy raportu GfK, przytaczając statystykę, wedle której o pięć punktów procentowych rok do roku wzrosła liczba małych sieciowych punktów.
– Kondycja Żabki i podobnych jej punktów pokazuje, że jednak istnieje nadal potrzeba sklepów typu convenience [ang. wygoda – red.] – uważa Miałkowski. – Zlokalizowanych blisko domu, ze stosunkowo niskimi cenami i starannie dobranym zestawem produktów pierwszej potrzeby. Mogą przeżyć, bo działają w sieci, a więc dysponują kapitałem i bazą danych pokazującą, co się opłaca sprzedawać, a co mniej. Mogą też kupować produkty w lepszych cenach i są wspierane kampaniami reklamowymi.
Co na rozkwicie sklepów typu Żabka (z ponad 10 tys. punktów bierze jedną czwartą tortu przeznaczonego dla sieciówek) zyskują konsumenci, z grubsza wiadomo. Co mogą stracić?
– Potencjalne ryzyko jest takie, że przy jeszcze większej koncentracji rynku wielcy gracze tak go zduszą, że nie będą już musieli walczyć o klienta – mówi ekspert Pro Business Solutions. – Na szczęście na razie tych sieci jest tak dużo, że muszą ze sobą konkurować.
Swój katalog zalet i wad mają też franczyzobiorcy: właściciele rozsianych po Polsce tysięcy Żabek raz chwalą stabilizację, gotowy biznesowy brand i przewidywalne przychody, innym razem pomstują na przepaść między rozbudzonymi oczekiwaniami a rzeczywistością. – Objąłem jeden z punktów Żabki w 2020 r., a już rok później się z tym biznesem żegnałem – opowiada „Tygodnikowi” Henryk Wesołowski, przedsiębiorca spod Słupska. – Owszem, przychody rzędu 16 tys. okazały się prawdą, ale znacznie większe od oczekiwanych były koszty: zatrudnienia, ZUS-u czy rachunków. Według mnie „sukces Żabki” odbywa się często kosztem franczyzobiorców takich jak ja.
– Przychodzi do pana zwykły Kowalski chcący otworzyć mały sklep. Co pan mu poradzi? – pytam Wiktora Miałkowskiego. – Jeśli franczyza, to od razu z zastrzeżeniem: zastanów się, czy jesteś gotowy na początku pracować dziesięć, dwanaście godzin przez sześć, siedem dni w tygodniu – odpowiada. – Jeśli niezależny sklep osiedlowy, to: pamiętaj o ryzyku, że taki biznes się nie powiedzie. Tu prędzej doradzałbym sklep specjalistyczny, jak piekarnia, bo właśnie takie nisze trzymają się stosunkowo dobrze.
Potwierdza to raport GfK. „Interesującym zjawiskiem na rynku FMCG w Polsce jest stabilny poziom liczby sklepów specjalistycznych” – piszą jego autorzy, podając, że takich punktów (np. sklepów rybnych, mięsnych czy piekarni) było w 2023 r. niemal 23 tysiące.
Na polską sieć sklepów FMCG można też spojrzeć inaczej – z punktu widzenia struktury właścicielskiej. Dla ekonomicznego patrioty będzie to widok smutny: o tym, co i za ile kupi każdego dnia Polak, decydują niemal wyłącznie – z nielicznymi wyjątkami, jak sieć małych sklepów Dino – zagraniczni właściciele z Portugalii, Niemiec lub Czech. Jak to pogodzić z ośmioma latami rządów PiS, którego politycy mieli ekonomiczny patriotyzm na sztandarach? – Ano tak, że co innego mówić, a co innego potrafić robić – komentuje krótko Wiktor Miałkowski.
Ekspert ma prognozę na przyszłość. – Koncentracja, koncentracja i jeszcze raz koncentracja – mówi, przewidując wzmocnienie obecnych trendów. – Po prostu nie ma przesłanek, by było inaczej. Ostatnią był zakaz handlu w niedziele, który miał tym małym sklepom pomóc. Ale jak pomógł, to wszyscy widzimy w corocznych danych.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















