Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Uwaga na prywaciarza

Uwaga na prywaciarza

02.11.2011
Czyta się kilka minut
Najnowszy, trzeci tom "Marzi" to pozycja obowiązkowa dla roczników 70. i 80., choć Marzena Sowa i Sylvain Savoia zdecydowanie lepiej radzą sobie w odtwarzaniu PRL-owskiego dzieciństwa niż opisywaniu ówczesnej sytuacji politycznej.
"

"Marzi" dla polskiego czytelnika może być lekturą wzruszającą i irytującą zarazem. Ta ambiwalencja bierze się z podstawowego powodu, o którym zawsze staram się pamiętać, sięgając po kolejne przygody rudej dziewczynki mieszkającej na blokowisku Stalowej Woli w latach osiemdziesiątych: to seria robiona z myślą o Francuzach i wydana pierwotnie na rynku frankofońskim. A Francuzom trzeba wyjaśnić podstawowe problemy z dziejów współczesnej Polski, kto był czerwony, a kto z Solidarności. I o co w ogóle chodziło z tymi strajkami. Nam ten bryk informacyjny potrzebny nie jest. Niestety, wszystkich tych wyjaśnień dokonuje kilkuletnia narratorka i wychodzi to karkołomnie, zbyt prosto. Na szczęście w poprzednich tomach tych wtrętów informacyjnych było niewiele. W najnowszym, "Nie ma wolności bez solidarności", rozpoczynającym się w 1988 roku są one wyjątkowo nieznośne. Utożsamiając małą narratorkę z urodzoną w 1979 roku Marzeną Sową (co w przypadku autobiografii nie będzie nadużyciem), śmiało możemy założyć, że mówi do nas dziewięcioletnia bohaterka. Czy na pewno? Niekoniecznie. Każdy, kto spędził dzieciństwo w tamtych czasach, doskonale wie, że faktycznie polityka właziła z butami nawet do dziecięcego pokoju, ale dziewięciolatek niewiele z tego rozumiał. A może mówi do nas nie mała Marzi, ale dorosła Marzena Sowa? Jeśli tak, to metafory historyczne, którymi posługuje się narratorka, są okrutnie banalne. Ta nieokreślona tożsamość narratora straszliwie irytuje. Dlaczego tak bardzo się tego czepiam? A chociażby dlatego, że okładka sugeruje nam, jakoby polityka była najciekawszym wątkiem tego komiksu. Może dla Francuzów tak, ale czytając "Marzi" nad Wisłą, najciekawszy będzie powrót do codzienności końcówki PRL i początków kapitalizmu. Nie Wałęsa i Jaruzelski, ale pierwsze lalki barbie, jeansowe kurtki i czeszki, czyli największe artefakty dzieci tamtego okresu. Dlatego w dziecięcym świecie nie ma wolności raczej bez "Miasteczka Twin Peaks" i gumy do żucia niż solidarności. Ale zostawmy już politykę.

Dla każdego, kto urodził się pod koniec lat 70. lub na początku 80., najnowsza "Marzi" będzie wspaniałą podróżą do swoich szczenięcych lat. Niesamowite jest to, z jakim bogactwem szczegółów Marzena Sowa potrafi odtworzyć tamten okres. Na dodatek ta precyzja i zamiłowanie do detali rzucają się w oczy również w warstwie graficznej. A przecież rysownikiem jest Sylvain Savoia, dla którego rzeczywistość schyłku PRL to czysta abstrakcja. Francuski artysta (i życiowy partner Marzeny Sowy) potrafi jednak doskonale odnaleźć się w demoludzie, zręcznie wizualizując meblościankę, butelkę po ptysiu czy klasyczny modry fartuch naszych babć. Czytając "Nie ma wolności bez solidarności" automatycznie odblokujemy we własnych głowach obrazy z naszego dzieciństwa. W szczególności moment, gdy nagle w naszym życiu socjalizm spotkał się z pierwszym wysłannikiem kapitalizmu pod postacią snickersa. Jednym z najzabawniejszych wątków jest uraz małej bohaterki do "kapitalistycznego sklepu", który ma podejrzanie zbyt dużo towarów. Przecież przez tyle lat sklepy były puste, a ludzie i tak byli szczęśliwi. Przynajmniej dzieci, którym czas mijał pod znakiem wakacji na wsi, zabaw na klatce i wspólnie oglądanych VHS-ów. Żadnej alienacji przy komputerze i samotności: podwórko, kumple i beztroska. Sowa i Savoia pięknie te chwile przypominają. "Marzi" to kolejny głos o złotych latach 80. Mówił o nich także Michał Śledziński w komiksie "Na szybko spisane", śpiewał Eldo w numerze "Dzieciństwo" czy Vienio w "Nowych Blokach". Wszystkie te głosy tworzą nową wizję zmierzchu PRL i jest to wizja pozytywna, pełna bliskich relacji między ludźmi: rówieśnikami, sąsiadami, rodziną. "Coś magicznego jest w tych wspomnieniach, warto pamiętać, czego już nie ma" - rymuje w swoim utworze Vienio. Zgadzam się w stu procentach.

Sylvain Savoia (rysunki), Marzena Sowa (scenariusz), Marzi: Nie ma wolności bez solidarności, Wydawnictwo Egmont, Warszawa 2011

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]