Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Guślarz ołówka

Guślarz ołówka

17.10.2017
Czyta się kilka minut
W komiksach Karola Kalinowskiego polska prowincja zmienia się w idylliczne miejsce, w którym ludzie i pogańskie demony żyją w doskonałej symbiozie.
KULTURA GNIEWU
B

Byłem nieziemsko ­zaskoczony – mówi Karol Kalinowski (znany także jako KaeReL), gdy pytam go o nagrodę główną w konkursie Ferdynanda Wspaniałego, którą otrzymał za swój najnowszy album „Kościsko”. To nagroda dla Najlepszej Polskiej Książki dla Dzieci. W 2016 r. Kalinowski miał mocną konkurencję, dość wymienić chociażby Mariusza Szczygielskiego, Jarosława Mikołajewskiego czy Ewę Kozyrę-Pawlak. Wygrało jednak „Kościsko”, chociaż to komiks. Kalinowski odebrał werdykt jako poważny sygnał, że w środowisku literackim coś się ruszyło.

Rzeczywiście, bo co prawda komiks dla dzieci wydaje się sprawą oczywistą i naturalną, przez lata był z nim w naszym kraju pewien problem: autorzy literatury dziecięcej tworzyli osobne środowisko, komiksiarze – własne getto. Światy nie za bardzo chciały się przenikać, ponadto brakowało następców Papcia Chmiela, Szarloty Pawel czy Janusza Christy. W ­PRL-u wszystkie komiksy miały łatkę infantylnego medium dla dzieci i zbierały cięgi od samego Stanisława Barańczaka, więc od lat 90. środowisko komiksowe robiło wszystko, by udowodnić, że jest inaczej, dlatego zaczęły powstawać albumy dla dorosłych.

W efekcie dziedzictwo dawnych klasyków zostało zepchnięte na margines, a dzieci zainteresowane polskimi tytułami musiały się zadowolić wznowieniami „Tytusa, Romka i A’Tomka”. Sytuacja zmieniła się dopiero około 2009 r., kiedy młodsze pokolenie rysowników i scenarzystów na nowo rozpoznało dzieci i młodzież jako swoją czytelniczą publiczność. Właśnie wtedy Tomasz Samojlik opublikował „Ostatniego Żubra”, a Karol Kalinowski „Łaumę” – swój najbardziej znany komiks.

Dobre, bo pogańskie

„Łauma” to skromny, czarno-biały album, który można nazwać „paradoksalnym”. Po pierwsze, został odebrany jako początek nowej fali polskiego komiksu dziecięcego, choć sam Kalinowski adresował go raczej do nastolatków. W końcu kadr z młodą boginką prezentującą się topless czy scena, w której ojciec głównej bohaterki – małej Dorotki – delektuje się skrętem, nie są przeznaczone dla przedszkolaków. Po drugie „Łauma”, podbijając serca nowych czytelników, przesłoniła wcześniejsze dokonania KaeReLa. A było ich niemało: regularne publikacje w świetnym magazynie komiksowym „Produkt”, celnie portretującym polską rzeczywistość; dwa tomy „Ligi Obrońców Planety Ziemia”; oraz „Yoel: Święty Smok i Jerzy”. Można odnieść wrażenie, że dziś mało kto o nich pamięta.

Tymczasem „Łauma” była w twórczości Kalinowskiego podwójnym powrotem do korzeni.

Pierwsza płaszczyzna to powrót do tradycji PRL-owskiego komiksu, który dawne (pogańskie) wierzenia bardzo sobie cenił i obficie je upowszechniał, szczególnie te o polsko-piastowskiej i ludowej proweniencji. Wystarczy przypomnieć serię „Kajko i Kokosz” oraz niewytrzymującego już próby czasu „Domana”, opartego na „Starej baśni” Józefa Ignacego Kraszewskiego.

Ale „Łauma” to dla Kalinowskiego również powrót do korzeni rodzinnych. Tyle że wykorzystana przez niego mitologia nie pochodzi od Słowian, lecz od wymordowanych w XVI wieku Jaćwingów. Kalinowski wychował się bowiem na Suwalszczyźnie, gdzie po Jaćwingach pozostały kurhany i ślady w języku. Z wiedzą o kulturowej specyfice tego regionu jest gorzej.

– Świadomość przyszła wraz z takimi wynalazkami ludzkości jak turystyka czy archeologia. Tu jeszcze trzeba doliczyć opóźnienie wynikające z pozornej nieatrakcyjności regionu. Nie ma na Suwalszczyźnie piramid, Stonehenge czy chociażby Biskupina – mówi Kalinowski.

I choć „Kościsko” nie jest już osadzone w mitologii jaćwieskiej, lecz wyrasta z mitologii słowiańskiej, którą autor przerabia na swoją modłę, to w środowisku komiksowym zostało ochrzczone przydomkiem „Łauma 2”.

Słodkiego, spokojnego życia

Większość recenzentów dostrzega podobieństwa między „Łaumą” i „Kościskiem” – łączy je przede wszystkim pogański z ducha realizm magiczny i efektowny demonologiczny sztafaż. Jednak o wiele ciekawsze wydaje się coś innego: chyba nikt w polskim komiksie tak bardzo nie docenił prowincji, choć oczywiście wizja Kalinowskiego jest mocno wyidealizowana.

Podczas gdy w ekonomicznie scentralizowanej Polsce od co najmniej 20 lat miarą sukcesu jest jak najszybsza ucieczka ze wsi/miasteczka do metropolii, bohaterowie „Łaumy” i „Kościska” pokonują trasę w przeciwnym kierunku. Miasto jawi się tutaj jako męczący i bezduszny Babilon. W „Łaumie” mała Dorotka wraz z rodzicami wybiera się na pogrzeb babci do Łojm (jadą oczywiście z Warszawy). Na miejscu dowiadują się, że staruszka popełniła samobójstwo przez samospalenie (zgodnie z jaćwieskim zwyczajem). Pozostawiła po sobie rodzinny dom, z którym trzeba coś zrobić.

Wyjazd ze stolicy na Suwalszczyznę jest dla rodziców Dorotki jak wyprawa do innej, niemalże egzotycznej krainy, choć pod względem geograficznym to przecież rzut beretem. Spokój, cisza, zero stresu.

W Warszawie żyli inaczej: mama była nauczycielką w szkole, gdzie miała pod opieką zaniedbane przez rodziców dzieciaki. Z kolei ojciec pracował jako grafik w agencji reklamowej, która jawi się jako symbol ciężkiej tyry z obowiązkowymi nadgodzinami. Kalinowski wyraźnie sugeruje, że dopiero po przyjeździe do Łojm rodzina ma dla siebie czas. Pojawiają się także sąsiedzi, którzy szybko akceptują swojaków wracających z długiego, miastowego wygnania.

Podobnie w „Kościsku”, choć tu spotykamy ojca samotnie wychowującego syna. Mężczyzna walczy z chorobą; jest nadopiekuńczy wobec swojego niezwykle dojrzałego jak na swój wiek dziecka. Pewnego dnia udają się do tajemniczego miejsca przypominającego odrobinę osobliwe budynki z filmów Tima Burtona. Jest to miasteczko o uroczo szeleszczącej nazwie – Kościsko. Ojciec szuka tam spokojnego życia i niestresującej pracy. Znajduje ją w miejscowej bibliotece, która – jak się rychło okaże – nie jest zwykłą książnicą.

W obydwu komiksach Kalinowski wiele uwagi poświęca relacji między rodzicami a dziećmi. Związki te opierają się u niego na szacunku i wzajemnej miłości. Są ważne nawet dla pogańskich demonów. Sama Łauma to przeklęta bogini, która pożera ludzkie dzieci, ponieważ nie może mieć własnych.

Zbierając okruchy

Przygotowania do „Łaumy” zostały zakrojone na szeroką skalę. Kalinowski nie tylko przeglądał źródła naukowe, ale także prowadził rozmowy z rodziną, pytając bliskich o lokalne zabobony i podania przekazywane z pokolenia na pokolenie. Sam rysownik odwiedzając dziadków nie był już straszony Łojmą (czyli właśnie Łaumą), ale jego mama jeszcze tak. W pracy nad komiksem pomógł mu także brat historyk, który w okolicznych wsiach prowadził badania nad dawnymi wierzeniami. Mimo wszystko wyglądało to jak zbieranie okruchów, a wizerunki głównych bohaterów – złej Łaumy i przyjaznych dla ludzi Kurke oraz Ajtwara – Kalinowski rysował już z wyobraźni, gdyż nie znalazł wiarygodnego opisu tych postaci. Wymyślił również cały panteon bóstw i duchów, które pojawiają się w „Kościsku”. Tym razem artysta nie starał się nawet trzymać źródeł – to jego prywatna demonologia, stworzona na potrzeby albumu.

Kalinowski lubi umieszczać w komiksach tropy z własnej biografii. Bohaterka „Łaumy” ma na imię tak jak jego córka. Rysunki dziecka zdobią także ściany wnętrz w budynkach tytułowego miasteczka. A w obydwu komiksach ważną rolę odgrywa biblioteka, bo twórca od 11 lat pracuje w olsztyńskiej bibliotece (jego filia nie ma księgozbioru; prowadzi różne praktyczne warsztaty). Tych biograficznych tropów jest tak dużo, że czasem trudno ocenić, co jest wymysłem, a co przebitką z biografii. Choć scena pogrzebu babki została w komiksie osadzona w realnie istniejącej miejscowości (Jeleniewie), babcia Kalinowskiego nigdy nie była szeptuchą. Artysta może się natomiast pochwalić ciekawym dalekim wujkiem. – Bywa mistrzem ceremonii na pogrzebach, kimś w rodzaju guślarza. Tak to odbieram, kiedy widzę go w akcji. Dzieją się wtedy „magiczne” rzeczy. Stypy suwalskie są dla mnie dziwnym, pięknym i tajemniczym przeżyciem. Zawsze mam ciarki. Zastanawiałem się, czy by z ukrycia nie nagrać takiej ceremonii. Nie byłem jednak w stanie tego zrobić. Raz, że nie wypada. Dwa, że magia by uleciała. Trzy – być może nie jest to przeznaczone dla oczu osób nieuczestniczących w tym wydarzeniu – zastrzega.

„Borka i Sambor” – najnowszy krótki przygodowo-edukacyjny komiks KaeReLa o postrzyżynach Siemowita, syna Piasta – realizowany jest we współpracy ze scenarzystką Elżbietą Żukowską dla Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. – To komiks na zlecenie, ale tematyka i forma są mi na tyle bliskie, że nie traktowałem tego jak zwykłej fuchy. Miałem zrobiony prawie cały zeszyt, a nie podpisałem jeszcze umowy, bo albo ją gubiłem, albo o niej zapominałem. Tak się nie robi przy zwykłym zleceniu, prawda? – mówi Kalinowski, dodając zarazem, że tęskni do autorskich projektów.

Rysownik na pełen etat

– Można pisać, dyrektorstwo już wie – odpowiada, gdy pytam go, czy mogę umieścić w tekście informację o tym, że rezygnuje z etatu w bibliotece. Zawsze może się przecież rozmyślić, a jak pójdzie do druku, niczego nie będę mógł zmienić. Jednak twórczość uprawiana po godzinach przez 11 lat musi mieć kiedyś swój kres. To dobry moment na podjęcie takiej decyzji, bo pozycja Kalinowskiego na polskiej scenie komiksowej jest bardzo mocna. „Łauma” – jak wspomniałem – miała już cztery wydania, a „Kościsko” – dwa.

Artysta ma to szczęście, że jego komiksy doceniane są przez innych twórców. „Łauma” doczekała się już dwóch adaptacji teatralnych (Teatr Studio Warszawa oraz Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu), a już kilka lat temu Kalinowski sprzedał Lava Films prawa do jej ekranizacji. Rzecz jest jeszcze przed produkcją; wiadomo tylko, że punktem odniesienia dla filmowców będzie ekranizacji „Gdzie mieszkają dzikie stwory”, za scenariusz i reżyserię odpowiada zaś Paweł Borowski. Ze środowiska filmowego pojawiły się także pytania o „Kościsko”, ale Kalinowski zastrzega, że jeszcze niczego nie podpisał. W planach jest także „Wooma” – gra wideo na komputery i konsole (również w fazie developmentu).

Przed odejściem z biblioteki artysta załatwił sobie stałą współpracę ze „Świerszczykiem”. Od stycznia co dwa tygodnie będzie tam zamieszczał pięć plansz, do tego ukazywać się będą jego ilustracje do cudzych tekstów. Ostatnio zaprojektował także grę planszową zamieszczoną w piśmie. I choć portfolio wysłał do redakcji rok temu, zaproszenie do współpracy nie miało z tym nic wspólnego. Otrzymał je ze względu na „Łaumę” i „Kościsko”. – To wymarzona praca! Robię to, do czego powołany jest każdy komiksowy twórca: pracuję w prasie, czyli tam, gdzie komiks miał swoje początki. Tworzę dla dzieci, czyli moich ulubionych czytelników. Na dodatek jest to „Świerszczyk” – kultowe, niezwykle ważne dla polskiej kultury pismo. Mogę zawsze powiedzieć, że pracuję w magazynie, do którego pisał Brzechwa i rysował Jan Marcin Szancer. Mam ciarki, gdy o tym myślę.

Kiedy jednak pytam go o kolejne autorskie albumy, słyszę tylko, że ma dużo planów. Te bardziej konkretne to tajemnica, a te mniej tajemnicze – są za mało konkretne, by o nich mówić.

I gadaj tu z komiksiarzem.©

W ramach Festiwalu Conrada KAROL KALINOWSKI poprowadzi warsztaty z rysunku komiksowego, podczas których uczestnicy nauczą się, jak rysować mitologiczne demony i potwory, a także postaci z powieści graficznych poznańskiego twórcy.

KAROL KAEREL KALINOWSKI (ur. 1982) jest rysownikiem i scenarzystą, magistrem sztuki, projektantem graficznym i – do niedawna – starszym bibliotekarzem. Autor komiksów: „Liga Obrońców Planety Ziemia”, „Yoel: Święty Smok i Jerzy”, „Łauma” oraz „Kościsko”. Za ten ostatni wyróżniony Nagrodą im. Ferdynanda Wspaniałego dla Najlepszej Polskiej Książki dla Dzieci (2016).

SEBASTIAN FRĄCKIEWICZ (ur. 1982) jest dziennikarzem kulturalnym i krytykiem, kuratorem wystaw komiksowych. Współpracuje z „Polityką” i „Przekrojem”. Wydał dwie książki „Wyjście z getta. Rozmowy o kulturze komiksowej w Polsce” oraz „Żeby było ładnie. Rozmowy o boomie i kryzysie street artu w Polsce”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]