Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Uchodźcy i miłość bliźniego

Uchodźcy i miłość bliźniego

06.11.2017
Czyta się kilka minut
Chcę opisać pochodzące z tegorocznego wakacyjnego pobytu w Grecji zdarzenie, które bardzo mnie poruszyło.
W

W większej grupie zwiedzaliśmy piękne miasteczko nad morzem. Poniżej twierdzy wznosi się tam niewielki kościół katolicki, w którym posługę sprawuje starszy polski ksiądz. Wstąpiliśmy tam na zwiedzanie i krótką modlitwę, którą poprowadził ten właśnie kapłan. Gdy wyszliśmy już na zewnątrz, wywiązała się rozmowa na różne tematy. Padło m.in. pytanie o stosunek do uchodźców.

Ksiądz okazał się być przeciwnikiem ich przyjmowania. Jego argument zbulwersował mnie i część obecnych: „Uchodźcy nie są naszymi bliźnimi i miłość bliźniego wobec nich nas nie obowiązuje, gdyż nie są ludźmi”. Ja i mój mąż czuliśmy się tym szczególnie dotknięci, gdyż jedno z czworga naszych dzieci, starszy z synów, zawarł cywilny związek z dziewczyną pochodzącą z Maroka, która opuściła ten kraj uciekając przed jego duszną atmosferą. Związek ten funkcjonuje już od 12 lat w Polsce i wydaje się szczęśliwy. Choć dla nas, praktykujących katolików, był problemem, tłumaczyliśmy sobie jednak, że Pan Bóg wie, co robi. Lubimy naszą synową i kochamy jej synów, a nasze wnuki. Coraz bardziej boimy się o nie i o nią wobec wydarzeń, które mają miejsce na ulicach naszych miast... Wtedy, słuchając tego księdza pomyśleliśmy, że jeżeli mieszkańcy Afryki i Bliskiego Wschodu nie są ludźmi, to nie dajemy im nawet szansy na to, żeby poznali piękno wiary w Chrystusa.

Patrząc na wędrówkę uchodźców, bardzo im współczuję i staram się w miarę swoich możliwości im pomagać. Wydaje mi się, że rozumiem też mechanizmy, które powodują tę wędrówkę. Obawiam się, że strach przed uchodźcami umiejętnie podsycany będzie głównym argumentem w najbliższej kampanii wyborczej do polskiego parlamentu.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

„wspaniały” ksiądz. Tacy jak on ochoczo święcą noże i maczety służące zabijaniu Innego. Niczym nie różni się od szaleńców islamskich. Zły człowiek

Niestety, też się spotkałem z bulwersującą opinią księży na ten temat. Nieznajomość teologii i trudności w interpretacji ewangelii, gdy dotyczy to świeckich jest jakoś zrozumiałe, gdy księży, którzy studiowali teologię jest to kompromitacja.

Wiem, ze wyrażenie "być w szoku" stało się modne i tym samym zdolalo już mocno wyblaknąć. Doznalem jednak prawdziwego szoku po przeczytaniu listu Stalej Czytelniczki  "Uchodzcy i milosc bliźniego" opublikowanego na str. 76 w ostatnim numerze (46) Tygodnika Powszechnego. Autorka listu pisze, iż podczas letniego pobytu w Grecji uczestniczyla wraz z (wieksza) grupa w modlitwie w kościele katolickim "obsługiwanym przez starszego polskiego księdza". Ow ksiądz miał się wyrazić w bezpośredniej rozmowie, iż "Uchodzcy nie sa naszymi bliznimi i milosc bliźniego wobec nich nas nie obowiazuje, GDYZ NIE SA LUDZMI (podkreślenie moje)". Oczywiście, w pierwszej kolejności nalezaloby sprawdzić - chyba przez kontakt z autorka listu - czy zdarzenie miało rzeczywiście miejsce. Rzecz jest jednak tak nieslychana, ze, moim zdaniem, nie można listu pozostawić bez jakichś (nie wiem jakich) dzialan.  W każdym razie - przynajmniej dla dobra czytelnikow TP - list nie powinien pozostać bez echa. Rozumiem, ze autorka listu mogla być wypowiedzia ksiedza tak zaskoczona i zszokowana, ze po prostu oniemiala i nie stać jej było na adekwatna reakcje na miejscu. Taka reakcja byłoby wg Ewangelii: (i) poproszenie ksiedza w cztery oczy o wyjaśnienie; (ii) w razie braku skutku powtórzenie tego przy świadkach; (iii) w razie braku skutku poprzednich dzialan, jednak zawiadomienie odpowiednich władz kościelnych.  Bedacy przedmiotem tego listu tekst potraktowałbym być może z mniejsza uwaga gdyby nie przypomniał mi on mojego osobistego doświadczenia z lat 80'. Przebywalem wtedy na stypendium we Francji i spotkalem tam osobe z Polski (tez stypendyste). Jak to we Francji, na uczelni spotykaliśmy się z wieloma osobami z Afryki - zarówno Arabami, jak i czarnoskórymi. Wspomniana wyżej osoba z Polski oswiadczyla kiedys w rozmowie, ze przecież to sa malpy. Podkreslam, ze nie był to żaden zart, tylko zupełnie "chlodne" stwierdzenie - zupelnie takie samo jak np. stwierdzenie, ze "ten ser jest serem pleśniowym". Ja wtedy wlasnie oniemiałem. Wspomne jeszcze tylko dla porządku, ze osoba, która stwierdzila przy mnie, ze Murzyni sa małpami nie przeszla później żadnego leczenia psychiatrycznego, a obecnie jest utytułowanym naukowcem w poważnej instytucji w Polsce. List z TP dotyczy jednak księdza - kaplana Kosciola Katolickiego, który w normalnej sytuacji powinien być chrześcijaninem. Dlatego mocno licze na to, ze skandal (oczywiście po sprawdzeniu autentyczności) nie pozostanie bez reakcji.

Czego nie wiesz, księdza pytaj (Jacek Kaczmarski)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]