Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Tworzymy przestrzeń dla ludzi

Tworzymy przestrzeń dla ludzi

19.09.2016
Czyta się kilka minut
Ania Muszyńska, kuratorka: Spectra Art Space to unikalne miejsce w Warszawie. Prywatna przestrzeń poświęcona klasyce polskiej sztuki nowoczesnej i jednocześnie otwarta dla twórczości artystów najmłodszego pokolenia.
Maria Jarema i Jonasz Stern (po prawej) z kolekcji Anny i Jerzego Staraków we wnętrzach budynku Spectra Fot. Maciej Jędrzejewski / COPYRIGHT FUNDACJA RODZINY STARAKÓW
P

PIOTR KOSIEWSKI: Czym jest Spectra Art Space Fundacji Rodziny Staraków?
ANIA MUSZYŃSKA: Działamy od ponad trzech lat i mogę powiedzieć, że jest chętnie odwiedzanym i rozpoznawalnym miejscem w Warszawie poświęconym klasykom polskiej sztuki współczesnej. Na stałą, wypełniającą prawie cały budynek ekspozycję składają się dzieła tak wybitnych artystów jak Magdalena Abakanowicz, Wojciech Fangor, Tadeusz Kantor, Roman Opałka, Alina Szapocznikow, Jerzy Nowosielski i wielu innych. Organizujemy wystawy, realizujemy projekty dla młodych twórców, zapraszamy na oprowadzania. Co warte podkreślenia: na nasze wydarzenia wstęp jest wolny. Pamiętajmy, że dopóki – nad czym niezwykle ubolewam – Muzeum Sztuki Nowoczesnej nie ma swojej stałej siedziby w Warszawie, to Spectra pozostaje – obok Galerii XX i XXI wieku w Muzeum Narodowym – drugim miejscem stałej (sic!) ekspozycji prac polskich artystów tego okresu w stolicy.
Mówiąc zaś najprościej, Spectra Art Space to efekt kolekcjonerskiej pasji Anny i Jerzego Staraków, ujętej w ramy nowoczesnej instytucji kultury.
W budynku Spectra – autorstwa pracowni JEMS Architekci – jest przestrzeń wystawiennicza, położona nieco z boku, ale prace są umieszczane w ciągach komunikacyjnych, w patio, a nawet w części jadalnej. Sztuka funkcjonuje tu w różnych kontekstach, wchodzi w biurową przestrzeń, ale też specjalnie jej dedykowaną.
Budynek Spectra jako biuro został otwarty w 2009 r. Anna i Jerzy Starakowie od razu zdecydowali o umieszczeniu w tym miejscu części swojej prywatnej kolekcji poświęconej polskiej sztuce powojennej. Nie był to nagły pomysł, a przemyślana i – moim zdaniem – odważna decyzja, chociaż na początku było to około 20 obrazów, dostępnych jedynie dla gości, klientów i nielicznego grona pracowników. Dziś kolekcja liczy ponad 200 dzieł. Sztuka stanowi integralną część nie tyle wystroju, co charakteru tego budynku. Na każdej wolnej ścianie wisi muzealny obraz, a doskonała architektura, pełna światła i zieleni, uzupełnia całość o dodatkowe walory. W budynku zaprojektowano również ponad trzystumetrową przestrzeń ekspozycyjną. W 2012 r. zaproponowałam, w jaki sposób można wykorzystać potencjał tego miejsca, w kontekście obecnego już wyboru dzieł. Tak powstała Spectra Art Space, z wiodącym cyklem wystaw „Masters”.
Jaką rolę pełni kolekcja w tym konkretnym miejscu?
W Spectra Art Space robimy coś bezpośrednio dla ludzi, i to dla ludzi bardzo konkretnych: oni w tym miejscu na co dzień pracują. Moim zdaniem kulminacją każdego działania kulturotwórczego jest „produkt” adresowany do bardzo konkretnego człowieka, odpowiadający na jego konkretne pytania i potrzeby. My – w Spectra Art Space – przede wszystkim tworzymy środowisko przyjazne dla pobudzania naturalnej potrzeby obcowania ze sztuką i kulturą wysoką. Ważne jest namawianie do odwiedzania muzeów i galerii, ale można też wprowadzać sztukę w przestrzeń życia. Spowodować, że kontakt z nią będzie codziennym doświadczeniem. Chcemy wywoływać ciekawość, zainteresowanie, ale też dajemy możliwość poznawania sztuki i uczenia się jej odbioru. Nieprzypadkowo każde eksponowane dzieło posiada odpowiedni opis. Chcemy, by każdy, kto zechce, mógł je poznać i zrozumieć. Zauważyć, że nie jest jedynie mniej lub bardziej akceptowalną czy zadowalającą dekoracją. Warto podkreślić, że dostęp do kolekcji mają nie tylko pracownicy korporacji czy kontrahenci. Chociaż na co dzień przestrzeń biura jest zamknięta, to specjalnie dla publiczności z zewnątrz organizujemy comiesięczne kuratorskie oprowadzania, a wszystkie wystawy otwarte są popołudniami i w weekendy.
Jak – po trzech latach realizacji projektu – można ocenić jego funkcjonowanie w strukturze korporacji? Na ile stał się oczywistą częścią tego miejsca?
Na to pytanie powinni odpowiedzieć pracownicy korporacji. Mogę tylko powiedzieć – na podstawie wielu rozmów – że odbiór dzieł jest bardzo żywy, że budzą one dyskusje. Funkcjonują w przestrzeni, w której przez większość dnia „mieszka” 700 osób. Są rzeczywistymi odbiorcami. Wiem jednak na pewno, że nikt nie wyobraża już sobie tego budynku bez sztuki.
Na ile ten sposób funkcjonowania sztuki współczesnej w Polsce jest wyjątkiem? Na ile częste jest uznanie, że sztuka jest nie tylko ozdobą, a właściciel ma obowiązki wobec społeczeństwa?
Sztuka, jak powszechnie wiadomo, nigdy nie utrzymywała się sama. Konieczni byli możni mecenasi: publiczni, ale też prywatni. Efekty spotkania ludzi sztuki i nauki z mecenasami stanowią filary dziedzictwa Europy. Sztuka i nauka oparte na eksperymencie potrzebują postaci wizjonera, który jest gotowy ten eksperyment wspierać. Jerzy Starak dostrzega odpowiedzialność i możliwości wynikające z jego pozycji i nie zamierza się jej zrzekać. Wręcz przeciwnie, podejmuje ją z przyjemnością i zapałem. W Polsce, niestety, to nadal rzadkość. Często, mówiąc o zaangażowaniu biznesu w sztuce, przywołuje się przykład Grażyny Kulczyk – jednak jest ona wyjątkiem, także ze względu na skalę swej działalności, posiadane możliwości i bezpośrednie zaangażowanie. Na świecie formy mecenatu nieustannie się zmieniały. W ostatnich dekadach, wraz z powstaniem wielkich korporacji dysponujących poważnym kapitałem, pojawiła się idea CSR (Corporate Social Responsibility), czyli odpowiedzialnego społecznie biznesu. Jednym z wymiarów tej odpowiedzialności jest wspieranie szeroko pojętej kultury. Świetnymi przykładami są tu kolekcja sztuki Deutsche Banku, Würth Collection czy Generali Foundation, które wokół korporacji tworzą inspirujące, ważne dla społeczeństwa, edukacyjne inicjatywy. Do tego z imponującym rozmachem i jakością.
Jakie są powody braku zainteresowania sztuką wśród biznesu w Polsce?
Problemem nie są ludzie, tylko system edukacji, który nie tworzy potrzeby stałego kontaktu ze sztuką czy szerzej z kulturą. To trzeba zmienić. Nie chodzi o doprowadzenie do sytuacji, w której wszyscy świetnie znaliby się na sztuce. To nierealne. Istotne jest wyrobienie obyczaju zainteresowania nią, a nawet odruchu. Wiele społeczeństw dostrzegło, że kontakt z kulturą wspomaga rozmaite inne formy aktywności, pobudza do myślenia, popycha do eksperymentu. Nie chodzi zatem o polubienie sztuki, a tym bardziej o jej bezwarunkową akceptację, lecz o gotowość i chęć patrzenia na to, co tworzą artyści. I powszechne uznanie, że to jest ważne i wartościowe. Oczywiście nie bez znaczenia są regulacje prawne czy podatkowe ułatwiające biznesowi zaangażowanie się w mecenat kulturalny, ale poprawienie jakości edukacji kulturalnej w Polsce, na poziomie systemowym – programów kształcenia w szkołach od najmłodszych lat – stawiałabym jednak na pierwszym miejscu.
W kolekcji prezentowanej w Spectra Art Space jest przede wszystkim sztuka powstała od lat 40. do 70. ubiegłego wieku. Skąd ten wybór?
Dla zrozumienia tego, co wydarzyło się w polskiej sztuce po 1989 r., a co tak mocno obecne jest aktualnie w wiodących muzeach sztuki współczesnej, niezbędny jest dostęp do tego, co powstawało w poprzednich dekadach. W Polsce zaraz po przemianach przyszła moda na École de Paris. To, co postawało po 1945 r., trochę odsunięto na bok. Nie było łatwo w muzeach zobaczyć twórczość z tego czasu. Nawet dziś to jest trudne, bo ile jest stałych ekspozycji jej poświęconych?
Dla nas bardzo istotne jest pokazanie ciągłości historycznej polskiej sztuki. Nieprzypadkowo w naszej kolekcji szczególne miejsce zajmuje Andrzej Wróblewski – mamy ponad 20 jego prac. Miał on znaczący wpływ na polską figurację lat 80., zwłaszcza na twórczość Gruppy. Później zaś – już w nowym stuleciu – na Grupę Ładnie, czyli na jedno z najważniejszych zjawisk w polskiej sztuce ostatnich dekad.
Wróblewski jest bardzo silnym punktem kolekcji, ale można wskazać również inne: Grupa Krakowska czy też nurt zapoczątkowany przez polski konstruktywizm.
Chcemy pokazać możliwie najszerszy obraz tego, co w polskiej sztuce działo się po wojnie, ale także zaznaczyć jej źródła, poprzez prace Xawerego Dunikowskiego, Augusta Zamoyskiego, Władysława Strzemińskiego, Henryka Stażewskiego, Katarzyny Kobro – artystów kluczowych dla awangardowego myślenia. W kolekcji są konceptualne dzieła Jerzego Rosołowicza i op-artowskie kompozycje Jana Ziemskiego, Tadeusz Kantor i przedstawiciele Grupy Krakowskiej, ale też postacie odrębne, jak Władysław Hasior.
Kolekcja wygląda, jakby powstawała obok podejmowanych w ostatnich dekadach prób przepisywania kanonu polskiej sztuki powojennej. Przypomina wiele postaci uznawanych za ważne, wręcz dla niej kluczowe, ale pozostających dziś trochę na uboczu.
Moim zdaniem – wybierając zaledwie kilka nazwisk z polskiej sztuki powojennej – popełniono ogromny błąd. Istotnych postaci było znacznie więcej. Potwierdzeniem mogą być chociażby moje spotkania z cudzoziemcami, którzy oglądają naszą kolekcję. Niejednokrotnie są oni zaskoczeni dziełami Jana Berdyszaka, Kajetana Sosnowskiego czy wspomnianego Jana Ziemskiego. Nie znają polskiej sztuki, ale potwierdzają: poszukiwania polskich artystów były na najwyższym, światowym poziomie. Oczywiście rozumiem, dlaczego w ostatnich dekadach skupiono się na kilku artystach. Pokazanie na nowo i wypromowanie, zwłaszcza za granicą, twórczości sprzed lat wymaga wysiłku i silnych instytucji oraz czasu. W październiku w Tate Liverpool zostanie otwarta wystawa indywidualna Edwarda Krasińskiego. Ile lat trwały zabiegi, by do tego doprowadzić? Wcześniej udało się wypromować twórczość Aliny Szapocznikow oraz Andrzeja Wróblewskiego. Jednak zjawisk, które zasługują na docenienie, jest więcej. Chociażby Teresa Pągowska, tworząca intelektualne, a jednocześnie bardzo subtelne malarstwo.
Czy kolekcja będzie powiększana o przedstawicieli młodszych pokoleń? Dzisiaj jest ich niewielu. Poza Grupą Ładnie to zaledwie kilka nazwisk: Joanna Rajkowska czy Mariusz Tarkawian.
Na pewno nie porzucimy klasyki na rzecz najmłodszych twórców. Nie oznacza to, że przykłady sztuki najnowszej nie znajdą się w zbiorze. Dziś kluczowe dla rozwoju kolekcji wydają mi się przykłady neoawangardy lat 70., zwłaszcza Warsztatu Formy Filmowej, czy dzieła chociażby Marii Pinińskiej-Bereś. Dla najmłodszych artystów powołany został SOON_.
To właśnie w ramach projektu SOON_ młodzi artyści, od Bartosza Kokosińskiego czy Moniki Chlebek po ostatnio Cyryla Polaczka, pokazują swe prace w określonym kontekście miejsca.
Tak. Samo powieszenie obrazów czy ustawienie rzeźb nie sprawia, że wykorzysta się ich kulturotwórczy potencjał. Dlatego stworzyliśmy projekty SOON_ i FAN of STREET ART.
Bardzo młodzi ludzie, którzy sami się zgłaszają, muszą przystosować realizację do jednego, konkretnego miejsca w budynku – jest to specjalnie zaprojektowany panel i przestrzeń wokół niego. To bardzo trudne zadanie, nie tylko z powodu fizycznych ograniczeń, ale funkcji budynku. Artyści nie przygotowują dzieła dla galerii czy muzeum, lecz dla miejsca pracy setek osób, które codziennie będą je oglądali. Jeżeli idę do miejsca poświęconego wyłącznie sztuce, to mam wybór. Mogę tam pozostać, wielokrotnie wracać, ale też wyjść, zatrzasnąć za sobą drzwi. Pracujący w biurze nie mają takiego wyboru. Oni nie mogą po prostu wyjść…
W przypadku SOON_ artyści muszą szczególnie myśleć o odbiorcy i o sytuacji, w której on się znajdzie. Przy czym rozwiązaniem nie jest np. porzucenie konceptualnego języka, którym dany artysta zazwyczaj się posługuje, i namalowanie kwiatów. Artysta ma odzwierciedlić swój sposób myślenia, ale w tej przestrzeni. W ciągu trzech lat powstało ponad 30 projektów, od performance’u, prac konceptualnych i wideo po instalacje i tradycyjne malarstwo.
A skąd zainteresowanie street artem?
Cóż, to po prostu najważniejsza współcześnie forma sztuki. Dla wielu bezdyskusyjnie. Projektem Fan of Street Art pragniemy nawiązać dialog z wielowątkową i pasjonującą problematyką sztuki w przestrzeni publicznej. Co trzy miesiące, na specjalnie do tego celu zaadaptowanej ścianie przy budynku Spectra, pojawiają się murale autorstwa ważnych obecnie artystów tego nurtu. Chcemy skupić uwagę, wzbudzić zainteresowanie i zachęcić do dyskusji wokół jednego z największych fenomenów sztuki ostatnich lat.
Prezentacji kolekcji towarzyszą regularnie organizowane wystawy indywidualne. Jaki jest klucz doboru artystów?
Wybór mistrzów, jak do tej pory, był oczywisty – najważniejsi z najważniejszych – Tadeusz Kantor, Andrzej Wróblewski, Wojciech Fangor, Roman Opałka, Henryk Stażewski. Wystawa prac Tadeusza Kantora była osobiście znacząca dla Jerzego Staraka: po pierwsze inaugurowała działalność Spectra Art Space, po drugie to jeden z jego ulubionych artystów. Wystawą Andrzeja Wróblewskiego rozpoczęliśmy, przyznaję, że nieświadomie, jego wielkie tournée po świecie i niejako inaugurowaliśmy sezon na Wróblewskiego, którego prace z sukcesem pokazano w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, a potem w Madrycie i Londynie. Spotkanie z Wojciechem Fangorem przerodziło się w wyjątkową wystawę, ostatnią, na której wernisażu był osobiście. Jestem mu wdzięczna, że pozytywnie odpowiedział na moje zaproszenie, i losowi, że zdążyłam jeszcze z nim pracować. Jeśli chodzi o „Masters” Romana Opałki, to wiedzieliśmy, że należy zrobić wystawę w 2015 r., czyli w 50-lecie powstania pierwszego obrazu liczonego. Po raz pierwszy w historii pierwszy obraz liczony, inaugurujący słynny program „Opałka 1965 / 1 - ∞”, był pokazywany w Warszawie. Za jego wypożyczenie bardzo dziękuję Muzeum Sztuki w Łodzi. Wystawa prac Henryka Stażewskiego przypadła w 50. rocznicę powstania legendarnej galerii Foksal, której Stażewski był kluczową postacią.
A Ryszard Winiarski, któremu jest poświęcona najnowsza wystawa? To postać mniej oczywista, nadal pozostająca trochę na uboczu.
Ryszard Winiarski to polski artysta, który może poszczycić się udziałem w imponującej liczbie ponad 500 wystaw w Polsce i na świecie. Miał świetne i trwałe kontakty międzynarodowe, współpracował z artystami będącymi istotnymi figurami sztuki światowej. Potem pamięć o nim, z wielu powodów, trochę przygasła. Pozostawił po sobie jednak ogromny dorobek. Nasza wystawa organizowana jest 40 lat po ważnej wystawie z 1976 r. w holenderskim Gorinchem, gdzie Winiarski zaprezentował zestaw siedmiu gier planszowych, który w tym roku dołączył do kolekcji państwa Staraków. Dlatego wystawę poświęciliśmy idei gry u Winiarskiego. Wprowadza ona element interakcji w kontakcie ze sztuką. Dzisiaj to coś oczywistego, wręcz pożądanego. W latach 70. koncepcja partycypacji dopiero się rodziła. Jakże przewrotnie słowo „gra” kojarzy się dziś z odizolowanym od innych ludzi kontaktem z monitorem komputera lub wręcz odłączającym od świata skupieniem nad ekranem smartfona. My, za Winiarskim, proponujemy gry zespołowe, tak losowe, jak i strategiczne, przy których razem z przyjaciółmi, rodziną, współpracownikami możemy spędzić czas, a niejako przy okazji stworzyć dzieło sztuki. Mam wrażenie, że w tym kontekście znaczenie tej wystawy jest nawet większe dzisiaj niż 40 lat temu. Zapraszam! ©

​ANIA MUSZYŃSKA jest kuratorką Spectra Art Space, prezeską Fundacji Promocji Sztuki Współczesnej. Doradczyni do spraw budowania kolekcji publicznych oraz prywatnych.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk sztuki, dziennikarz, redaktor, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Laureat Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy za 2013 rok.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]