Reklama

To nie sympatia, to solidarność

To nie sympatia, to solidarność

05.06.2005
Czyta się kilka minut
Wydarzenia roku 1956 miały różny przebieg w naszych krajach. W Polsce ciągle jeszcze silna była pamięć Powstania Warszawskiego. U nas szła na studia grupa młodych, energicznych ludzi wywodzących się z rodzin chłopskich, którzy w systemie komunistycznym widzieli możliwość awansu społecznego, ale jednocześnie doskonale wiedzieli, co dzieje się na wsi. To oni głównie, czyli studenci, byli awangardą rewolucji 1956 r. Ale w samym powstaniu, podobnie jak w Poznaniu, główną rolę odegrali robotnicy.
Ákos Engelmayer
A

AGNIESZKA SABOR: - Polakom wydaje się, że ich dzieje są jakby paralelne wobec historii węgierskiej. Na ile takie założenie przydaje się w mówieniu o latach powojennych?

Ákos Engelmayer: - Proszę pamiętać, że - inaczej niż w przypadku Polski - Sowieci wkroczyli na Węgry jako do kraju, który przegrał wojnę. I wbrew temu, co myśli się powszechnie, Węgry zostały podczas wojny potwornie zniszczone. Okres oblężenia Budapesztu był dłuższy niż Powstanie Warszawskie. Po zakończeniu oblężenia żołnierzom radzieckim zezwolono na czterdziestoośmiogodzinny, niczym nie kontrolowany rabunek. W całych Węgrzech ponad 400 tysięcy kobiet zostało zarejestrowanych jako zarażone chorobami wenerycznymi na skutek gwałtu. To ogromny procent w dziesięciomilionowym kraju. Jestem przekonany, że trwający od tego czasu aż do dzisiaj niski przyrost naturalny jest wynikiem tamtej traumy. Około 700 tysięcy osób zostało zesłanych w głąb ZSRR. Wróciło 300 tysięcy. Reszta nie doczekała się ani cmentarzy, ani pomników. I choć w 1945 r. 54 proc. głosów zdobyła na Węgrzech partia ludowa, do władzy i tak musieli dojść komuniści.

W 1949 r. w pełni zapanował stalinizm. Aresztowano prymasa Mindszenty’ego. Odbywały się polityczne procesy pokazowe. Tylko w okresie 1952-55 prowadzono dochodzenie przeciwko co piątemu obywatelowi, skazano 516 708 osób. Na Nizinie Węgierskiej powstawały obozy pracy i koncentracyjne, jeden z nich śmiało można by nazwać obozem śmierci, choć nie było w nim komór gazowych. Gdy uciekinier próbował przekazać informację o tym obozie na Zachód - nikt mu nie uwierzył.

- To przypomina trochę polską historię Mikołajczyka i kardynała Wyszyńskiego. Czy dalej wszystko potoczyło się już tak samo?

- Nie. Wydarzenia w obydwu naszych krajach nie rozgrywały się równolegle. Kardynała Wyszyńskiego aresztowano po śmierci Stalina. W tym czasie zatrzymano też Gomułkę. Na Węgrzech natomiast po “najlepszym uczniu Stalina" Mátyásu Rákosim premierem został Imre Nagy. Ten stary komunista, który już podczas wojny domowej w Rosji walczył po stronie bolszewików, był profesorem nauk rolniczych. I rozumiał, że kolektywizacja to absurd. Skalę tego absurdu odczułem zresztą sam: kiedy z kolegą wybraliśmy się na wycieczkę rowerową wokół Balatonu, musieliśmy wziąć ze sobą sześć bochenków chleba. Na prowincji pieczywo było nie do zdobycia! W swoim exposé Nagy zapowiedział koniec przymusowej kolektywizacji i przeniesienie nakładów finansowych z przemysłu ciężkiego na lekki i rolnictwo, a także likwidację obozów oraz rehabilitację niesłusznie skazanych (to właśnie w wyniku tej amnestii wyszedł na wolność towarzysz Kadar; podczas gdy wielu więźniów politycznych siedziało jeszcze przez wiele lat). W 1955 roku Nagy został oskarżony o prawicowe odchylenie i wezwany do samokrytyki. Odmówił - co zdarzyło się chyba po raz pierwszy w systemie komunistycznym - i, o dziwo, nie został ani zabity, ani nawet aresztowany. Stracił jednak posadę premiera, wyrzucono go z partii i nie mógł być wykładowcą.

Wydarzenia roku 1956 miały różny przebieg w naszych krajach. W Polsce ciągle jeszcze silna była pamięć Powstania Warszawskiego. U nas szła na studia grupa młodych, energicznych ludzi wywodzących się z rodzin chłopskich, którzy w systemie komunistycznym widzieli możliwość awansu społecznego, ale jednocześnie doskonale wiedzieli, co dzieje się na wsi. To oni głównie, czyli studenci, byli awangardą rewolucji 1956 r. Ale w samym powstaniu, podobnie jak w Poznaniu, główną rolę odegrali robotnicy.

- Jednak mimo różnic to właśnie wydarzenia roku 1956 stały się podstawowym punktem odniesienia dla współczesnych relacji polsko-węgierskich.

- O polskim Październiku dowiedziałem się jako uczeń klasy maturalnej. Nie bardzo wiem skąd. Bezpośredni kontakt z Polakami był wówczas na Węgrzech niemal niemożliwy. Było natomiast Radio Wolna Europa i “Gazeta Poniedziałkowa", węgierski odpowiednik “Po prostu". W naszej szkole krążył “Poemat dla dorosłych" Ważyka (do dziś nie wiem, kto go przetłumaczył). Myślę, że wieści dochodzące z Polski miały wpływ na całe społeczeństwo, a głównie na środowiska akademickie, które w Budapeszcie założyły Klub Dyskusyjny im. Petöfiego, a w Szegedzie Niezależny Związek Studentów. To właśnie oni wystosowali postulaty, w których żądali m.in. powrotu Imre Nagya na stanowisko premiera, jako gwaranta “węgierskiej drogi do socjalizmu". Solidarnościowa z Polską demonstracja studentów 23 października była początkiem powstania. Studenci maszerowali pod pomnik Bema, György Gömöri - wówczas student, a później szef katedry polonistyki w Cambridge - rzucił hasło: “Wszyscy Węgrzy chodźcie z nami, pójdziemy za Polakami". Kiedy zaś na ulicach Budapesztu pojawiły się sowieckie czołgi, przeciwko nim stanęli także przebywający tu polscy studenci. Jako ambasador odznaczyłem jedną z ówczesnych studentek Medalem 1956 roku. Do końca listopada Polska była na pierwszym miejscu wśród krajów niosących nam pomoc humanitarną. W Zielonej Górze egzekutywa partyjna po jakimś zebraniu in corpore poszła oddać krew dla powstańców. Jedyne samoloty, które lądowały w tamtym czasie w Budapeszcie, należały do LOT-u. Przylecieli dziennikarze - a wśród nich Wiktor Woroszylski, późniejszy autor słynnego “Dziennika węgierskiego". Polskie korespondencje były o wiele bardziej wiarygodne od doniesień dziennikarzy zachodnich. Węgierska tragedia znalazła odbicie w literaturze polskiej. Wielu poetów wyraziło solidarność z Węgrami.

- Czy wydarzenia roku 1968 - strajki zakończone czystkami na uniwersytetach i wypędzeniem z Polski resztek Żydów - nie osłabiły na Węgrzech (gdzie mimo antysemickiego ustawodawstwa najwięcej Żydów w Europie przetrwało wojnę) tych propolskich nastrojów?

- Dla mnie wydarzenia marcowe były szokiem, jako dziecko byłem świadkiem prześladowań Żydów. Na Węgrzech na szczęście nie było podobnych zdarzeń. Tłumaczy to może fakt, że na Węgrzech było dziesięciokrotnie więcej Żydów niż w Polsce i stanowili poważną siłę społeczną. Najważniejsze jest jednak to, że Kadar za wszelką cenę chciał uniknąć napięć społecznych. Chciałbym przypomnieć, że w latach pięćdziesiątych najściślejszy krąg decydentów stanowili Żydzi (co Beria zarzucił Rakosiemu w 1953 r.). Mimo to w czasie powstania 1956 r. nie padło ani jedno hasło antysemickie.

Odpowiadając na Pani pytanie - informacje o tym, co się dzieje w Polsce, były na Węgrzech dosyć skąpe. Ci, którzy przez swoje kontakty z Polakami wiedzieli, co naprawdę się dzieje, winą obciążali władze, a nie Polskę jako taką.

- Od którego momentu można mówić o współpracy polskich i węgierskich opozycjonistów?

- Na Węgrzech po 1956 r. nie było opozycji. Rewolucja 1956 roku została rozjechana czołgami, a potem nastąpił okres potwornego terroru: 229 wykonanych wyroków śmierci, 200 tysięcy uciekinierów na Zachód, dziesiątki tysięcy internowanych, 22 tysiące skazanych na więzienie. Niedawno powstała fundacja, która zajmuje się poszukiwaniem tych, którzy być może zostali wywiezieni do Rosji, skąd nie wrócili. Kadarowi udało się złamać narodowi kręgosłup.

Przyjechałem do Polski na stałe w 1962 r. Byłem zdumiony siłą przekazu historycznego, który dokonywał się tu w rodzinach. Mój polski teść na długo przed “Solidarnością" opowiadał mojemu pięcioletniemu synowi, jak bił bolszewika w 1920 r. Coś takiego na Węgrzech z powodu panującego strachu byłoby po prostu niemożliwe. Moja siostra i jej rówieśniczki miały w 1956 r. osiem lat. Kiedy pomagałem im przygotować się do matury z historii, okazało się, że wszystkie oprócz mojej siostry opowiadały o “chuliganach", “imperialistach" itp. Książki węgierskiego autora o polskim uchodźstwie na Węgrzech podczas II wojny światowej ukazywały się tylko w Polsce. A kiedy jako kierownik redakcji węgierskiej miesięcznika “Polska" starałem się przypominać rodakom ten rozdział naszej wspólnej historii, dowiadywałem się od “czynników oficjalnych", że “nie była to przyjaźń dwóch narodów, ale dwóch krajów faszystowskich".

Drugi przykład o braku przekazu rodzinnego - robiąc audycję dla Polskiego Radia o uchodźstwie trafiłem na człowieka, który za pomoc Polakom został aresztowany przez Niemców. Potem otrzymał order od rządu londyńskiego - w jego imieniu odznaczenie odbierała córka. Po długich namowach ów człowiek zdecydował się opowiedzieć mi swoją historię. Jego córka była przy tej rozmowie. Dopiero wtedy dowiedziała się, za co uhonorowany został jej ojciec.

Wracając do pytania: to wszystko miało wpływ na kształtowanie się opozycji w Polsce i na Węgrzech. W latach siedemdziesiątych możemy mówić o ożywionych kontaktach między intelektualistami, później między ludźmi inaczej myślącymi. Dopiero po powstaniu “Solidarności" można mówić o współpracy między opozycjonistami.

- Na czym polegały te kontakty?

- Proszę pamiętać, że Polska była dla nas namiastką wolności. Tysiące młodych Węgrów jeździło po Polsce autostopem, który na Węgrzech był zabroniony. O pewnej węgierskiej generacji mówi się nawet, że to pokolenie autostopowiczów. “Popiół i diament" nie był pokazywany w kinach aż do połowy lat osiemdziesiątych. Jednocześnie ukazały się najwybitniejsze dzieła literatury polskiej, klasycznej i współczesnej. Herbert, kiedy przyjechał do Budapesztu, został zatrzymany. W Polsce po raz pierwszy zobaczyłem sztukę Picassa. Setki Węgrów uczyły się polskiego. Te relacje między intelektualistami zaczynały nabierać trochę bardziej opozycyjnego charakteru w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Nigdy jednak nie doświadczyliśmy już tego poczucia solidarności, które połączyło nas w 1956 r. Podczas polskich wydarzeń lat 1968-1976 społeczeństwo węgierskie pozostało obojętne. Jednak w okresie pierwszej “Solidarności" istniało już na Węgrzech lewicujące, wywodzące się z kręgu filozofii Lukácsa, środowisko tak zwanej opozycji demokratycznej. Współpracowałem z nimi do pewnego czasu, potem nasze drogi się rozeszły. Niemniej jednak to głównie oni stworzyli węgierski samizdat. W 1982 r. rozpędzono pod pomnikiem Bema demonstrację solidarnościową z Polakami. Pamiętam, jak kilka miesięcy później, już w Warszawie, biegłem do szwedzkiego Czerwonego Krzyża, żeby jego przedstawiciele pilnowali rozładunku wagonu z darami opozycji węgierskiej, przeznaczonymi dla polskich dzieci, którym w ostatnim momencie władza uniemożliwiła wyjazd na wakacje nad Balaton. Istotną rolę odegrali w tych sprawach Ggrácia Kerényi, jedna z największych przyjaciółek Polski na Węgrzech, i Tibor Pákh, wieloletni więzień sumienia - którego poznałem w latach 50. W czerwcu 1980 r. głodował wraz z Polakami w Podkowie Leśnej w sprawie Chojeckiego. Potem został honorowym obywatelem tej miejscowości, podobnie zresztą jak ja. Warto pamiętać, że pierwsza tablica w tej części Europy, upamiętniająca poległych i pomordowanych w 1956 r., została odsłonięta z okazji 30. rocznicy powstania w kościele w Podkowie Leśnej. Również w tym kościele powstała “Solidarność Polsko-Węgierska".

- A rok 1989?

- Najpierw trzeba się cofnąć do roku 1987. Na Węgry wpuszczono wtedy z gościnnymi wykładami prof. Wacława Felczaka. W klubie, w którym spotykali się studenci prawa, jakiś kudłaty chłopak zapytał go: “Panie profesorze, co mamy robić?". “Jak to, co? Założyć partię. Pójdziecie do więzienia na dwa lata, ale warto" - odpowiedział Felczak. W ten sposób powstał “Fidesz". Kudłaty student nazywał się Wiktor Orbán.

Trzeba jednak pamiętać, że dla Polaków i Węgrów koniec komunizmu to dwa różne doświadczenia. Różnicę wyznacza nie tylko data: to, co Polacy przeżyli w 1989 r., stało się udziałem Węgrów dopiero rok później. I jeszcze jedna, podstawowa różnica: w Polsce komunizm rzeczywiście został obalony rękami społeczeństwa. Na Węgrzech dokonało tego pokolenie, które wyrosło w obrębie systemu władzy. Pamiętam potężną manifestację w Budapeszcie, w której uczestniczyłem 15 marca 1989 r. Wraz z grupą Polaków, pod wielkim transparentem “Solidarności", znów szliśmy od pomnika Petöfiego do pomnika Bema. Miałem wrażenie, że właśnie dopełnia się rewolucja 1956 roku.

- Co sprawiło, że po roku 1989, mając takie doświadczenia, a także identyczne cele - wejście do NATO i Unii Europejskiej - nie potrafiliśmy dążyć do nich wspólnie?

- Relacje między społeczeństwami zostały zastąpione relacjami między politykami. Każdemu krajowi - Polsce, Węgrom, ale przede wszystkim Czechom - wydawało się, że to on powinien osiągnąć te cele jako pierwszy, a sąsiedzi z ich problemami stanowią tylko przeszkodę. Przypomnijmy sobie, na jakie trudności natrafiali zwolennicy Trójkąta Wyszehradzkiego. Inny przykład: prezydent Havel ogłaszał, że Polska pozostaje znacznie bliżej krajów skandynawskich. Dziś, gdy jesteśmy już w Unii Europejskiej, także trudno jest mówić o jakiejś bliskiej współpracy. Wprost przeciwnie - coraz wyraźniej daje się zauważyć, że stajemy się sobie coraz bardziej obojętni. Choć wszystkim nam zależy podobno na tym, żeby budować silne środkowoeuropejskie lobby. Węgrzy bardzo liczą na Polaków. Jednocześnie trochę boją się aspiracji Polski, która rzekomo chce osiągnąć pozycję regionalnego mocarstwa. Dzielą nas także wybory polityczne: Węgry są obecnie w znacznie większym stopniu profrancuskie i proniemieckie niż proamerykańskie. W Polsce mimo wszystko jest odwrotnie. Widzę jednak pewne światełko w tunelu.

Liczę na zmianę rządów w obu krajach, ponieważ obecnie opozycyjni politycy doskonale rozumieją konieczność rozwijania współdziałania.

Ponowne zbliżenie może się dokonać nie tylko poprzez politykę, ale również poprzez działalność oddolną, solidarność społeczną. A tę widać. Wiele dobrego robią np. na Węgrzech polscy księża. Można powiedzieć, że to właśnie dzięki nim w naszym kraju powoli rozpoczyna się proces nowej ewangelizacji.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]