Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wydanie specjalne "Polska Żydowska"

„Teraz sobie wędruję…"

„Teraz sobie wędruję…"

06.12.2007
Czyta się kilka minut
Opowiadania rozproszone Stachury i zbiór jego listów z lat 1976-78, to świadectwo przemiany, odchodzenia od zachwytu do rozczarowania światem. "Teraz sobie wędruję….
Z

Zmarł tragicznie dwadzieścia osiem lat temu; a przecież w tym roku przekroczyłby dopiero siedemdziesiątkę. Lista jego książek powiększyła się właśnie o dwie pozycje. Zwłaszcza druga z nich jest ważna, wnosi bowiem sporo do obrazu ostatnich lat życia Edwarda Stachury.

***

Zbiór opowiadań rozproszonych Stachury nie przynosi zaskakujących odkryć, ukazuje jednak ewolucję jego warsztatu. Nie jest to pierwsze tego typu przedsięwzięcie: pod koniec lat 90. ukazał się szczupły zbiór zatytułowany "Postscriptum", który gromadził teksty Stachury pozostawione w maszynopisie, w większości słuchowiska i nowele filmowe wykorzystujące bohaterów i motywy znane z innych utworów. Tym razem zebrano opowiadania wydobyte z czasopism i rękopisów; w sumie kilkanaście tekstów. Niektóre dołączone były do listów, które pisarz słał do przyjaciół.

Najwcześniejsze z tych tekstów, pisane zapewne pod koniec lat 50., kiedy Stachura studiował romanistykę na KUL-u, drażnić mogą pretensjonalnością. W parabolicznym opowiadaniu "Misterium ze smutną prawdą" dominuje hieratyczność rodem z Młodej Polski. Czasem autor balansuje wręcz na granicy grafomanii: "Dobry, mały, kochany człowieku. Tak bardzo pragnę, abyś jak najprędzej zbudował to swoje kolorowe słońce. Wtedy będziemy mieli dwa słońca. To kolorowe i Ciebie". Jest w tym jednak jakiś młodzieńczy idealizm. Stachura usilnie stara się wytłumaczyć świat za pomocą słów, nie traktując przy tym literatury instrumentalnie.

Już w tych wczesnych utworach odnaleźć można motywy znane z dojrzałych książek pisarza: tęsknotę za autentycznym uczuciem, pragnienie czułości, ale też wysławianie samotności czy pociąg do włóczęgostwa. Jedno z opowiadań kończy się znamiennym apelem: "Zawsze trzeba iść. Jak się nie ma gdzie iść, tym bardziej". "Teraz sobie wędruję, ale za to nie gniję" - czytamy w utworze "Która jest jak oliwa na wodę". W opowiadaniu tym, drukowanym w "Kamenie", pojawia się wiele faktów z życia Stachury. Narrator mówi m.in. o dzieciństwie, trudnym dojrzewaniu do bycia poetą, o bezsenności, która nękała pisarza przez całe życie.

W zupełnie innej stylistyce napisane zostały dwa ostatnie opowiadania, a zwłaszcza "Piosenka bez słów". Utwór ten nawiązuje do jednej z najbardziej tajemniczych książek Stachury, do "Fabula rasa". Literatura jest tu narzędziem do przekazania istotnych prawd o bycie człowieka. Autor zaznacza: "Tak więc, tu się nie spekuluje przedfaktowo ani pofaktowo. Tu się konstatuje fakt". Jaki? "Najcudowniejszy cud wieczności jest faktem. Faktem jest spotkanie dwojga absolutnie wiecznych sierot. Faktem są narodziny pomiędzy nimi absolutnej, niezniszczalnej, nieskończenie coraz to piękniejszej miłości jedynej". Znów idealizm, ale za to w innym kontekście biograficznym. Był to okres, w którym autor "Siekierezady" zastanawiał się, jak zrezygnować ze słowa na rzecz czynu. W tym samym opowiadaniu czytamy, że "życie jest nie do opisywania i nie do opisania, (...) jest do nieopisanie weselnego świętowania".

Czy można jednak odczytywać te utwory jako zapis autentycznych doświadczeń samego Stachury? Takiej tezie przeciwstawia się wydawca książki Dariusz Pachocki, który woli mówić o quasi-autobiografiach. Czy zatem ukuty niegdyś przez Henryka Berezę termin "życiopisanie" w dalszym ciągu może być kluczem do tej twórczości? I tak, i nie. Trudno bowiem nie zgodzić się z Pachockim, że warto tę twórczość rozpatrywać w kontekście literackiej fikcji, a przynajmniej pewnego rodzaju artystycznej kreacji. Z drugiej strony, pisanie pełniło w życiu Stachury rolę autoterapeutyczną, a jego bohaterowie zawsze stanowili alter ego autora.

Książka uzupełnia wydane już zbiory, niewiele wnosi do samej stachurologii. Na pewno nie będzie przełomem, jakim mogłaby się okazać publikacja legendarnych "zeszytów podróżnych" pisarza.

***

W rok po ukazaniu się obszernego zbioru listów Edwarda Stachury do pisarzy otrzymaliśmy kolejny tom jego korespondencji. Adresatką wszystkich pomieszczonych tu listów (190 jednostek) jest Danuta Pawłowska, którą Stachura poznał w Toruniu w 1975 r. Pierwszy list został wysłany na początku stycznia 1976, ostatni we wrześniu 1978.

Stachura pisał do Pawłowskiej dużo i często, czasem dwa razy dziennie. Nierzadko, naśladując zapis dziennikowy, zdawał relację z kilku dni. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że mamy tu do czynienia z korespondencją miłosną. Stachura wielokrotnie (i w kilku językach) daje upust swoim uczuciom. W jednym z pierwszych listów czytamy: "Jem drugiego pączka i I love you. Stefan mi cyknął zdjęcie i I love you. Wyjdę na dwór zapalić i I love you". Obok egzaltowanych wyznań natrafiamy na fragmenty, w których poeta tłumaczy przyczyny swojej wielkiej radości. "A od Ciebie dzisiaj znowu dwa listy kochane - pisze Stachura w styczniu 1976 roku. - Jak powietrze, którym oddycham. Tak, mnie też jest niesamowicie. Jeszcze więcej, jeszcze dużo więcej niż zawsze. Było mi niesamowicie, zwłaszcza przez te ostatnie lata arcydzielne, samotnicze, straszliwie i cudownie. No nic. Ale teraz to jest niepojęte, co się ze mną dzieje". W następnym liście mamy kontynuację tej myśli: "Nie mogę powiedzieć, że nie dałbym sobie rady bez Ciebie, bo już sobie dałem radę sam i dałbym radę, bo chcę dać radę, ale Ci powiem, że dałaś mi zjawiskowym swoim zjawieniem się w moim życiu: tysiąc sił".

Czytając kolejne listy, odnosimy wrażenie, że ich autor robi wszystko, aby oddalić od siebie zarzut słabości. Zdarzają się jednak wyznania, w których Stachura objawia się jako człowiek bezradny wobec samotności. W liście z końca stycznia 1976 czytamy: "Skąd Ty się wzięłaś? Ja wziąłem się z siebie, ale ostatnio, przez te lata, to chyba wziąłem się z tęsknoty za kimś takim jak Ty". Ile w tych wypowiedziach spontaniczności, a ile pisarskiej kreacji?

Tematyka listów, poza zwierzeniami intymnymi, koncentruje się na pracy i podróżach. Stachura bezustannie donosi o tym, że rozpoczął czy też ukończył pisanie nowego tekstu. Pracuje po kilkanaście godzin, najczęściej w nocy. W przerwach podróżuje (swoje warszawskie mieszkanie nazywa "bazą"), odwiedza znajomych, załatwia sprawy. Wciąż jest w drodze. Wysyła listy z Polski, Węgier, Francji i Szwajcarii. Poznanie Danuty określa jako zmartwychwstanie, z którym wiąże przypływ życiowej energii.

Ale z listów wynika też, że Stachura nie do końca uporał się ze swoją przeszłością. Zapis z czerwca 1976 roku: "Uff, jaki ciężki dzisiaj dzień. Powietrze jakieś takie i w ogóle ciężkie dla mnie istnienie i nie wyobrażam sobie nawet, jakby było, gdybym Cię nie znał i nie mógł o Tobie myśleć i uśmiechać się do Ciebie (...) teraz leżę w łóżku z gitarą, na której od czasu do czasu brzdąkam, żeby się nie rozsypać". Kilka razy pojawiają się informacje o nękającej wówczas pisarza alergii na tle nerwowym. Stachura prowadził notes, w którym opisywał kolejny przeżyty dzień, ale wydaje się, że dopiero dzięki listom do Danuty Pawłowskiej odnalazł świadka swojego cierpienia.

Trudno oprzeć się przy tym wrażeniu, że Stachura traktuje adresatkę dość instrumentalnie. Korespondencja z kimś bliskim stanowi dla niego formę autoterapii nie tylko poprzez słowo. Każdy list kierowany był przecież do żywej osoby, która - co ważne - wobec nadawcy nie pozostawała obojętna. Listy ukazują człowieka, który bezustannie stara się przekonać samego siebie o tym, że wciąż potrafi kochać. Jest to rodzaj psychicznego - dodajmy, szalenie egoistycznego - zawładnięcia drugą osobą dla własnych celów. W zamykającym książkę, pisanym po latach tekście "Listy równoległe", Danuta Pawłowska-Skibińska słusznie zauważa, że była ona dla Stachury lustrem, w którym mógł się przejrzeć, funkcjonowała jako dodatek.

Na początku 1977 r. Stachura zetknął się z filozoficznymi tekstami Krishnamurtiego. To początek tzw. "okresu mistycznego" w życiu pisarza; jawi się on teraz jako ten, który poznał prawdę, żali się, że nie wszyscy podzielają jego entuzjazm: "Rozpaczliwie jest patrzeć, jak ludzie się męczą, bo nic do nich nie dochodzi. Najprostsze słowa". W tym czasie powstaje "Fabula rasa". Człowiek-ja zamienia się w człowieka-nikt. List z lipca 1977 roku: "Zaćmienie słońca może się zdarzyć, całkowite, ale zaćmienie czł.--nikt nie może się zdarzyć, nawet najminimalniejsze. Jeżeli się zdarza, to znaczy, że w danym momencie nikt nie jest nikt, to znaczy, że jest ktoś. (...) Bestia w ślicznym Edziu obruszyła się trochę, to znaczy zmartwychwstała, ale zaraz wkrótce się ją pif-paf". Dwa lata po napisaniu tych słów Stachura już nie żył.

W ostatnich listach coraz częściej pojawiają się wyznania dotyczące marności świata. "Do trzeciej rano chodziłem po tym straszliwym mieście" - pisze poeta z Paryża. Mniej miejsca poświęca też na miłosne wyznania, choć np. w liście z czerwca 1978 czytamy: "przyleciał Twój list. Zatrzepotało mi serce, kiedy poznałem, czyje to pismo". Gwałtownie spada częstotliwość korespondencji. We wrześniu 1978 autor "Siekierezady" wysyła do Pawłowskiej swój ostatni list. Potem milczy, zamieniając się w pozbawionego pragnień człowieka-nikt.

Listy Stachury do Danuty Pawłowskiej stanowią dokument dużej wagi. Rzucają sporo światła na ostatnie lata życia poety. Ukazują stopniowe odchodzenie od zachwytu do wielkiego rozczarowania światem. Oprócz opisów codziennej aktywności mamy tu jednak przede wszystkim obraz toksycznego, mimo wszystko, uczucia.

Edward Stachura, "Moje wielkie świętowanie. Opowiadania rozproszone", Warszawa 2007, Czytelnik; Edward Stachura, "Listy do Danuty Pawłowskiej", Warszawa 2007, Państwowy Instytut Wydawniczy.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]