Teoria przywiązania, którą stworzył w latach 50. i 60. XX w. brytyjski psychiatra John Bowlby, zrobiła ogromną karierę – nadal publikuje się na jej temat grube podręczniki. Bowlby uznał, że dzieci rodzą się z potrzebą tworzenia emocjonalnych więzi, a wchodząc w interakcje z opiekunami, kształtują swoje wyobrażenia i oczekiwania dotyczące ich samych oraz innych osób.
Dzieciństwo, dorosłość i style przywiązania
W zależności od jakości tych interakcji, rozwinąć mogą się różne style przywiązania: bezpieczny (gdy opiekun jest dostępny i reaguje spójnie na potrzeby dziecka), lękowo-ambiwalentny (gdy opiekun jest nieprzewidywalny), unikający (gdy sygnały wysyłane przez dziecko nie spotykały się z odpowiedzią), zdezorganizowany (gdy opiekun wzbudza zarówno poczucie bezpieczeństwa, jak i strach). Style przywiązania mają swoje konsekwencje – np. dzieci przywiązane bezpiecznie rozwijają wyższe kompetencje społeczne i tworzą lepsze relacje z rówieśnikami, a te przywiązane unikająco – częściej tłumią emocje i rzadziej proszą o pomoc.
Teoria Bowlby’ego szybko została rozciągnięta na dorosłych – jej zwolennicy uznali, że podobne mechanizmy przywiązania występują w relacjach romantycznych. Jednym z rozważanych tematów było to, na ile style przywiązania z dzieciństwa determinują naturę relacji w dorosłości. Współcześni psycholodzy uważają, że wpływ dzieciństwa jest zauważalny, ale nie fundamentalny – sposób budowania relacji romantycznych zależy nie tylko od wczesnych interakcji z rodzicami.
Jak styl przywiązania wpływa na decyzję o potomstwie
Mało oczywiste konsekwencje teorii przywiązania postanowili zbadać Maryanne Fisher z Saint Mary’s University w Halifax i współpracownicy. W artykule opublikowanym w „International Journal of Psychology” przeanalizowali oni, jak style przywiązania w relacjach romantycznych mają się do liczby posiadanych dzieci. W badaniu wzięło udział ponad 15 tys. osób z USA, Kanady i Japonii.
Dotąd przyjmowano na ogół, że najlepsze warunki do posiadania dzieci zapewnia bezpieczny styl przywiązania w relacjach romantycznych. Autorzy badania zwrócili jednak uwagę na to, że taki styl może skłaniać do bardziej intensywnej opieki rodzicielskiej, a ta nie tylko u ludzi – w całej przyrodzie – statystycznie przekłada się na mniejszą liczbę potomstwa (ze względu na ograniczone zasoby – energię i czas – których zaczyna brakować, by spłodzić i wychować kolejne dzieci).
Badania potwierdziły istnienie tego efektu w populacji z Kanady i USA: im bardziej bezpieczny był styl przywiązania u osób badanych, tym przeciętnie mniej miały one dzieci. We wszystkich trzech krajach pozabezpieczne style przywiązania (lękowy, zaabsorbowany i unikający) wiązały się też z większą liczbą potomstwa. Autorzy przypuszczają, że może to wynikać zarówno z mniej planowanego rodzicielstwa, jak i z prób wzmacniania więzi z partnerem poprzez powiększenie rodziny.
Wynik badania jest interesujący zwłaszcza w kontekście występującego w wielu krajach drastycznego spadku dzietności. Można bowiem pójść tym tropem i postawić intrygujące pytanie, czy na kryzys demograficzny nie wpłynęło także to, że w społeczeństwie nauczyliśmy się tworzyć bardziej stabilne i korzystne środowisko psychologiczne dla naszych dzieci – i z naszymi partnerami.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










