Reklama

Teologiczna bomba już wybuchła

Teologiczna bomba już wybuchła

11.09.2017
Czyta się kilka minut
Wystąpienie abp. Victora Manuela Fernándeza – teologa, który pomagał Franciszkowi redagować adhortację „Amoris laetitia” – to kolejny głos za możliwością komunii dla rozwodników żyjących w nowych związkach.
LUIS ASCUI / GETTY IMAGES
P

Po ukazaniu się adhortacji papieża Franciszka, teolog domu papieskiego, dominikanin Wojciech Giertych, nazwał ów dokument „życzliwymi duszpasterskimi pogaduszkami”. Półtora roku później, jeden z wiodących katolickich filozofów, Josef Seifert, uznał „Amoris laetitia” za „teologiczną, tykającą bombę, zdolną wysadzić w powietrze cały gmach katolickiej nauki moralnej”. W pewnym sensie obaj mają rację. Większość papieskiego tekstu jest opowieścią o małżeństwie z niezwykłą duszpasterską wrażliwością. Pewne fragmenty – zwłaszcza rozdział ósmy, dotyczący tzw. „sytuacji nieuregulowanych” – okazały się jeśli nie bombą, to przynajmniej granatem hukowym, który obudził wielu teologów i hierarchów z dogmatycznej drzemki, w którą zapadli za pontyfikatów Jana Pawła II i Benedykta XVI.

„Amoris laetitia” – wzbudza dyskusję, jakiej nie było w Kościele od czasów soborowych i tużposoborowych....

14830

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Piękny wywód, najlepsza jest aluzja, że papieże są jednak omylni. Nie mnie o tym rozstrzygać, ani brać się z tym tematem za bary - za cienki Bolek jestem. Temat zasadniczy, w zasadzie mnie nie dotyczy, mam od ślubu ciągle te samą kobietę za żonę, nazbierało nam się ponad 30 lat stażu. Jakoś tam ze sobą wytrzymujemy, ale kto wie - nigdy nie mów nigdy. Mamy nieco przyjaciół i znajomych z lat szczenięcych i nie wiem jak to oceniać, ale stare żony i mężów ma nie więcej jak 40% z nas. Niektórzy owdowieli i założyli nowe rodziny, przeważnie z rozwodnikami, inni się roztli i są w nowych związkach. Nie znam przypadku aby ktoś legalizował nowy związek, po to by żyć jak brat ze siostrą. Smieszny wybieg. Znam parę, która jest bardzo religijna pomimo przeszkód stawianych przez kościół, ale to wyjątek. Większość dała sobie spokój z odwiedzaniem przybytku. Żyją jak dyktuje im sumienie i intuicja. Ja tam niczego nie sugeruje, ale finansowo to chyba całkiem spora strata dla kościoła. Proszę tylko nie pisać, że kościół jest ponad to i o kasie się tu nie dyskutuje. Ja tam swoje wiem, kasa w kościele się musi zgadzać, sam niczego za darmo nie otrzymałem od kościoła i nie sądzę abym był wyjątkiem. Rozwodnicy to całkiem spora społeczność się zrobiła ostatnio i będzie się powiększać, bez dwóch zdań. Mam taką małą uwagę, otóż jeśli się komuś wydaje, że człowiek wybierze kościół zamiast partnera którego kocha, z którym chce stworzyć nową rodzinę, jeśli się biskupom wydaje, że kobieta pragnąca mieć dziecko i odrzuci in vitro jeśli jest jedyną na nie nadzieją, bo taka jest nauka jej kościoła, że odrzuci antykoncepcję, to zwyczajnie jest w błędzie, delikatnie mówiąc. Był czas gdy dla kościoła ziemia była płaska, gdy była centrum wszechświata… po co te uczone wywody.

Są tacy co odrzuca in vitro ze względu na wiarę, ale to jest kilka procent wierzących. Reszta zrobi to, co się da, uważając wynalezienie in vitro za łaskę Bożą w ich sytuacji. Jeśli Kościół tego w porę nie zrozumie, to przegra.

KK od 2000 lat napomina, by nie robić tego, co się chce, tylko to, co jest słuszne, i jeszcze jakoś przędzie. Słuchanie swoich pragnień i instynktów to nie to samo, co słuchanie sumienia.

A czy można z czystej ciekawości spytać, czego PRZED lekturą tych uczonych wywodów spodziewał się ktoś, kto w taki właśnie sposób poczuł się nimi rozczarowany?

Pierwsze to takie, że "kryzys" etymologicznie wywodzi się chyba od "podział". Chyba, bo nie szukam po Google. A drugie to takie, że lewirat ma przecież uzasadnienie biblijne. Jak zatem ma być obiektywnym grzechem coś co ma biblijne uzasadnienie? Może to do tych, co tak nie lubią lewiratu, skierowane były słowa o gardzeniu boskimi ustawami i brzydzeniu się Jego wyrokami?

Nasz "kryzys" kojarzy się głównie z załamaniem i upadkiem, etymologiczne znaczenie natomiast jest w języku polskim lepiej widoczne w słowach takich jak krytyk, krytyczny, kryterium. Istniała sztuka Sofoklesa "Krisis", co tłumaczy się jako "Sąd" (Parysa). Podobna metafora stoi za łacińskim "decisio". A lewirat nie ma nic wspólnego z rozwodem.

stwarzania świata :)) PS. A czy ja twierdziłem, że ma?

.

1. Prawda i fałsz. Prawda: Nauka KK odnośnie np. małżeństwa jest ZMIENNA. Fałsz: Nauka KK odnośnie małżeństwa jest NIEZMIENNA. Pytanie: Kto rozgłasza fałsz i jakie są konsekwencje? 2. Jedność i podział. Wydaje się, że w KK istnieje silny podział pomiędzy Papieżem i jego stronnikami, częścią, która opowiada się za wcześniejszym podejściem do małżeństwa. 3. Czy to krok w stronę umożliwienia ponownych małżeństw? Prawda: Tak. Fałsz: Nie. 4. Czy w chrześcijaństwie małżeństwo jest nierozerwalne? (nie można się powtórnie ożenić) Nie. W chrześcijaństwie małżeństwo powtórne jest dopuszczalne i stosowane. 5. Czy prawosławie to chrześcijaństwo? Tak. 6. Czy całkowity wymóg bezżenności księży katolickich ma wpływ na ich nauczanie odnośnie seksu i małżeństwa? Trudno powiedzieć. Ale jakiś wpływ z pewnością ma. Choć nie należy go przeceniać.

Od wstąpienia do Kościoła do dziś uważam, że do komunii ma prawo przystąpić każdy, kto tego pragnie. Pan Jezus ustanawiając Najświętszy Sakrament, nie podał warunków, po spełnieniu których możemy spożywać Jego ciało. Powiedział: "Bierzcie i jedzcie...". Nie ustalał limitów w przyjmowaniu tego sakramentu.Ten ścisły związek między komunią i stanem łaski uświęcającej uzyskanej dzięki sakramentalnej spowiedzi wydaje mi się wątpliwy. Jeśli "Lekarza potrzebują ci, którzy się źle mają", to komunia ma też charakter uzdrawiający. Poza tym wielu księży codziennie przyjmuje Ciało Pańskie, pozostając w stanie grzechu ciężkiego.

"...do komunii ma prawo przystąpić każdy, kto tego pragnie. Pan Jezus ustanawiając Najświętszy Sakrament, nie podał warunków, po spełnieniu których możemy spożywać Jego ciało. Powiedział: "Bierzcie i jedzcie...". Nie ustalał limitów w przyjmowaniu tego sakramentu." i "Jesli "Lekarza potrzebują ci, ktorzy się źle mają", to komunia ma też charakter uzdrawiający." I niech się stanie, to, czego tak wielu pragnie ...

Duch tego świata coraz bardziej widoczny w Kościele. Patrzmy na Chrystusa nie na grzech...

Szeroka i przestronna jest droga prowadząca do zguby i co z tego, że bardzo, a nawet coraz bardziej popularna?

W adhortacji i w całej dyskusji w ogóle nie bierze się pod uwagę, że niektórzy znajdują się w tej trudnej sytuacji (odsunięcia od sakramentu Eucharystii) wyłącznie z własnego wyboru, a inni - niezupełnie. Inna jest sytuacja osoby, która porzuca współmałżonka i dzieci, bo znalazła mówiąc brutalnie "nowszy / bogatszy model". W nowym związku żyje "pełnią życia", a dziećmi z pierwszego małżeństwa zajmuje się okazjonalnie. Tymczasem inna jest sytuacja małżonka porzuconego: musi uporać się z emocjonalnym zranieniem oraz przejąć w całości codzienny trud opieki nad dziećmi. Według Kościoła powinien pozostać samotny, chociaż takiego życia NIE WYBIERAŁ. Pan Jezus zwracał uwagę, że jeśli ktoś da żonie dokument rozwodowy, to "naraża ją na cudzołóstwo", czyli ponosi całą lub częściową (?) odpowiedzialność za jej późniejsze wybory moralne. Inna jest również sytuacja osób stanu wolnego, które nie przyczyniają się do cudzego rozwodu, ale wiążą z rozwodnikiem od dawna samotnym, bez szans na scalenie rozbitej rodziny. Dla nich jest to PIERWSZY ślub w życiu, oni w dobrej wierze przysięgają małżonkowi miłość i wierność i że go nie opuszczą do śmierci. Jeśli są tej przysiędze wierni, to powinni być dopuszczeni do komunii jak inni małżonkowie. Jak widać, sytuacja moralna różnych osób w nowych związkach jest odmienna i powinna być traktowana odmiennie.

"Według Kościoła powinien pozostać samotny, chociaż takiego życia NIE WYBIERAŁ." Jeśli jest prawdziwe, to dziwi że Kościół znając Pismo, które mówi, że nie jest dobrze aby człowiek był sam, samotność zaleca, jeśli nie nakazuje. Pociecha jest tylko taka, że tam gdzie Kościoła nie wystarcza, zawsze starcza Pana Boga.

A czego u lekarza szukają ci, którzy mają się dobrze lub przynajmniej tak uważają? Albo źle, ale z powodów, których nie uznają za medyczne? Albo pytają o radę, której przyjęcie z góry wykluczają? „Panie doktorze, jestem zdrowy, proszę mi pomóc. Tak, mówił pan, że mam przestać palić, ale nie mogę się powstrzymać, a poza tym papierosy nie szkodzą. Proszę powiedzieć, że nie szkodzą”. Absurdalne, prawda? Do tego wszakże sprowadzają się niektóre „duszpasterskie” argumenty w dyskusji wokół komunii dla rozwodników. Dobry papież Franciszek kiedyś zdetonował teologiczny kapiszon, odpowiadając chłopcu zatroskanemu o pośmiertny los swojego pieska, że – tak, raj jest otwarty dla wszystkich bożych stworzeń. Była to jednak odpowiedź w stylu tej, której w 1897 roku serdecznie i z powagą udzielił na łamach nowojorskiego „The Sun” redaktor naczelny (nomen omen) Francis Pharcellus (nomen omen) Church ośmioletniej Virginii O’Hanlon: „Yes, Virginia, there is Santa Claus”. Dorosła Virginia pewnie jednak kupowała swoim dzieciom prezenty, nie spodziewając się ich od św. M. Sakramentalne małżeństwo wymaga dorosłości, żeby w ogóle było ważne; niedojrzałość psychiczna to najczęstszy powód korzystnych (dla zainteresowanych) orzeczeń sądów metropolitalnych. Natomiast „prywatyzacja” małżeństwa rozwodników, sprowadzenie go do wewnętrznej sprawy pomiędzy dwiema, a właściwie trzema lub czterema osobami i wyłączenie go spod boskiej (w praktyce: kościelnej) jurysdykcji, oczywiście jest stanowiskiem logicznie możliwym, ale pozbawionym logicznego związku z komunią. Gdyby ktoś natomiast uważał, że komunia jest mu niezbędnie potrzeba i może ją przyjąć za zgodą samego Pana Boga, to niechże ją przyjmuje nie pytając kościoła o zdanie, tak jak nie prosi rejestratorki w przychodni o lekarstwa. W razie problemów w swojej parafii można udać się do innej. Przecież przy stole pańskim nie żądają zaświadczenia z konfesjonału.

Podobne teksty

Kard. Christoph Schönborn, Ks. Antonio Spadaro SJ
Janina Ochojska, Artur Sporniak, Jan Strzałka
Ewa Woydyłło-Osiatyńska, Jacek Filek, Ks. Andrzej Szostek MIC

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]