Suwerenność

Korzenie może nam podcinać wraża siekiera antyklerykałów i wolnomyślicieli, ale także my sami, chrześcijanie, możemy doprowadzić je do stanu gnicia i rozkładu.
Czyta się kilka minut

Polacy na słowo "suwerenność" są uczuleni. Wystarczy, że to słowo padnie, a już napięcie rośnie. Trudno się dziwić: w ostatnich stuleciach z naszą suwerennością było tak, jak było, czyli nie najlepiej. I właśnie niedawno obecne pokolenie otrzymało ją w darze od swych ojców i losu: Ojczyznę wolną, niepodległą i suwerenną.

Z uczuleniami należy się obchodzić ostrożnie. Alergii nie da się oszukać, reakcje dotkniętego nią organizmu mogą być niebezpieczne. Tymczasem na tej polskiej alergii niektórzy próbują grać, jak choćby teraz, w związku ze szczytem w Brukseli. Zdają się mówić: mniejsza o to, że cały nasz mały kontynent - Europa - może zostać zepchnięty na margines przez potęgi takie jak Chiny czy Indie, najważniejsza jest nasza pełna suwerenność. No i narodowe emocje grają.

Tymczasem porównywanie dzisiejszej Brukseli do Moskwy z czasów PRL-u jest demagogią tak oczywistą, że nie będę nawet tłumaczył, dlaczego. A także obliczone na emocje i bezmyślność obywateli wymachiwanie hasłem suwerenności, bowiem - jak niedawno (w rozmowie z "Wprost") przypomniał francuski politolog Dominique Mo?si - "suwerenność w XXI wieku praktycznie nie istnieje. Powrót do protekcjonalizmu i granic nie ma uzasadnienia".

Nie da się żyć tak, jakby globalizacja była tylko teorią, którą można albo brać, albo nie brać pod uwagę. Jak np. ma się suwerenność do naszego udziału w NATO?

Tak, tak, autarkiczna suwerenność to fikcja, zresztą ani możliwa, ani pożądana, co nie znaczy, że problem suwerenności zniknął. Nie zniknął, ale się "przeformatował". Na czym w zglobalizowanym świecie suwerenność ma się opierać, wyjaśnił już ponad 30 lat temu Jan Paweł II.

W pamiętnym przemówieniu wygłoszonym w UNESCO 2 czerwca 1980 r. (pamiętajmy, jaki był historyczny kontekst!) mówił: "Naród bowiem jest tą wielką wspólnotą ludzi, którą łączą różne spoiwa, ale nade wszystko właśnie kultura. (...) Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, który wielokrotnie był przez sąsiadów skazywany na śmierć - a on pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród - nie w oparciu o jakiekolwiek inne środki fizycznej potęgi, ale tylko w oparciu o własną kulturę, która okazała się w tym wypadku potęgą większą od tamtych potęg. I dlatego też to, co tutaj mówię na temat praw narodu u podstaw kultury i jej przyszłości, nie jest echem żadnego »nacjonalizmu«, ale pozostaje trwałym elementem ludzkiego doświadczenia i humanistycznych perspektyw człowieka. Istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża się w kulturze narodu. Jest to ta zarazem suwerenność, przez którą równocześnie najbardziej suwerenny jest człowiek".

Pytanie o suwerenność jest przede wszystkim pytaniem o kulturę. Inwestować w suwerenność to inwestować w jakość kultury. A nasza kultura, czy się to komu podoba, czy nie, wyrasta z korzeni chrześcijańskich. Odcinanie się od nich jest dla kultury zabiegiem samobójczym. To dlatego np. spór o obecność krzyża w Sejmie nie jest sporem religijnym, ale kulturowym. Temat, czym są dziś dla naszej kultury chrześcijańskie korzenie, jest obszerny i wymaga osobnej dyskusji.

Chrześcijaństwo nie jest martwym skansenem. Wpisane w problem suwerenności pytanie o chrześcijańskość polskiej kultury zmusza do refleksji nad tym, jakie chrześcijaństwo kultywują dziś u nas sami chrześcijanie. Bo korzenie może podcinać wraża siekiera antyklerykałów i wolnomyślicieli z zewnątrz, ale także my sami, chrześcijanie, możemy doprowadzić je do stanu gnicia, rozkładu i zaniku.

Przypominam: nie mniej, a może bardziej niż w problemie integracji finansowej i fiskalnej, gra idzie o naszą narodową suwerenność.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 51/2011