Alex Garland konsekwentnie trzyma się swojej zasady: jeśli robić filmy, to takie, które polaryzują widownię. Tym razem brytyjski twórca połączył siły z weteranem Rayem Mendozą, żeby stworzyć tak kameralną opowieść, jak to tylko możliwe.
„Wojna”: dwie strony filmu
W praktyce znaczy to, że przez większość filmu nie ruszamy się z pewnego ciasnego domu i z bliska obserwujemy osaczenie amerykańskich żołnierzy. Nad skrupulatnością rekonstrukcji czuwał Mendoza, który brał udział w misji w Iraku i chciał jak najwierniej odwzorować swoje doświadczenie z plutonu Navy SEALs. Ma to swoje pozytywne i negatywne konsekwencje. Z jednej strony dostajemy niezwykle sugestywny, naturalistyczny i krytyczny wgląd w piekło wojny. Z drugiej – przez większość czasu skupiamy się na perspektywie najeźdźcy.
Co prawda duet reżyserski delikatnie przypomina o racjach strony atakowanej (najbardziej dotknęła mnie scena, w której amerykańscy żołnierze znikają z kadru), ale trzeba nieco dobrej woli, żeby wyłuskać te niuanse z efektownego spektaklu audiowizualnego. Bo jeśli chodzi o środki artystyczne, Garland znów potwierdza swoją klasę. To autorskie kino wojenne, w którym groza zapisana jest w precyzyjnych drgnięciach kamery i czujnie rejestrowanej kakofonii walk. Oglądać koniecznie – pod warunkiem, że krytycznie.
WOJNA („Warfare”) – reż. Alex Garland, Ray Mendoza. Prod. USA 2025. Prime Video
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















