Tę sytuację pogłębi w moim regionie zapowiadana likwidacja płockiego dodatku “Gazety Wyborczej". Podczas konferencji w Płocku, podczas której wypowiadali się m.in. Stefan Bratkowski i Seweryn Blumsztajn, usłyszałem, że niezależność mediów jest podstawą demokratycznego państwa. I mówili prosto w oczy naszym lokalnym dziennikarzom, że większość prowincjonalnych mediów jest uzależniona od lokalnej władzy. Żaden z lokalnych, płockich dziennikarzy nie śmiał zaprzeczyć tej tezie. Wstydziłem się za nich. Nasi dziennikarze zaczęli nie zgadzać się z gośćmi dopiero, gdy ci porozjeżdżali się po “Warszawach" i “Krakowach". Ci sami dziennikarze piszą relacje z sesji rady gminy na podstawie tego, co powie im wójt lub radny. Czy to normalne? Wiadomo, że ludzie establishmentu powiedzą tylko to, co jest im wygodne. A przeciętny wiejski czy małomiasteczkowy czytelnik nie czyta “TP", “GW", “Rzeczpospolitej" czy “Polityki". On czyta lokalną prasę, uzależnioną od lokalnej władzy, “wzbogacając" to telewizyjną papką uzależnioną z kolei od władzy centralnej. Ludzie są sterowani przez władzę, choć wydaje im się, że jest inaczej. Na tym polega w moim mniemaniu fasadowość demokracji na prowincji, przynajmniej u mnie w powiecie płockim; podobnie jest w sąsiednim włocławskim czy lipnowskim. Czy gdziekolwiek na prowincji jest inaczej, czyli lepiej? Mam nadzieję na istnienie kilku wyjątków, jednak generalnie jest tak, jak u mnie.
(dane osobowe do wiadomości redakcji)
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














