Śnił mi się Pudzian (na grilla)

Śnił mi się Pudzian. Otwierał otwarcie The Globe. Z otwarcia wyszedł Globisz na koniu Kmicica i powitał premiera, ten zaczął się kłaniać i dostał kwiaty.
Czyta się kilka minut

Doniczkowe, entuzjazm ugruntowany, ale musiał to znieść, przyjąć na klatę, z otwartym czołem, miedzianym jak noc żywych żydów hey jude. Poczęto szeptać w kuluarach, że kampania – i rzeczywyście – przyszedł stary wiarus, ten wiarus stary jak Adam Zwierz, szlag jasny w dzień zwycięstwa, kwitnie biały bez, lśnią nam glace i sztandary chylą się w kierunku przeciwnym niż Opatrzność Boża. Baczność! Na lewo wzwrot! Sztandar antyklerykalizny z kanonizacji wyprowadzić. Zwierz wstąpił na działo, zapiał masłoską, zrobił się viral na max 45 obrotów, a tam kostka Rubik. Anja nie chcę brać udziału w moim śnie, cudownym śnie, anja poddać się jemu nie chcę, temu snu, choć spontaniczny szał ogarnia mnie jak maxi, maxi singiel krótko trwa za to piękny sound znika jak wiatr, kosmiczny Lohengrin.

Pod batutą Carlosa Kleibera, oczywiście, a nie Waltera Bruno w ogródku giordanowskim firmy Bosch, bowiem Ganz w tym ambaras, aby dwoje paranoje, a nie tylko moje, a najlepiej trio samotrzeć na czambuł, sojuszników sankcji nie izolując pełzającym rozbiorem strategicznego partnera, gdyż naonczas szkopuł. Geopolityka geotermalna do ekstremum doprowadzona na mapie drogowej uniezależnienia od źródeł pieremyczki zabezpiecza brak dostaw w ewentualnej jakże przyszłości. Aliści Alamo lub bul-bul-śmierć kawalerzysty w Elstery nurtach bagnistych, azaliż jakaś stolica ważna skrewi, oddając temu misiu Inflanty, Rygę lub Rewal? I co? Kto umrze za Ełk, ehem? Oto jest pytanie, co to dobrze znamy odpowiedź na nie.

Jednakowoż temczasem śni mi się Pudzian, co to The Globe otwiera spacerem farmera, sojusznika premiera, zausznika premiera, co ego zbiorowe otusznie naciera przy pomocy Real politik na Carrefour wydarzeń bieżących jak ciepła woda z krana polskiego hydraulyka, jak Greg Zgliński się wymyka, jak Dorota pomyka, pikawa tyka, teflon bez geriatryka. W wiadrach spaceru Pudziana żabka, biedronka i inne disconta, te co skaczą i pływają na otwarcie zapraszają. Trzęsidzidny The Globe trafia pod strzechy Słowiańszczyzny, w narzeczu globish czytał dla Państwa Krzysztof Globisz, nie Ibisz, nie jidisz hey jude.

Była. To. Fraszka. Na grilla.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2014