Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Smutni pocieszyciele

Smutni pocieszyciele

26.09.2011
Czyta się kilka minut
Smutek ma kiepski piar i niewielu sprzymierzeńców. Skwapliwość, z jaką dorośli próbują wytrzebić smutek z książek dla dzieci, przypomina histerię. "Wesoło! Wesoło!" - upominają. "Kolorowo! Radośnie!" - szczebioczą. Tak jakby nasze pobożne rodzicielskie życzenia miały się same spełnić. Jakby dzieci nie bywały smutne, skłopotane, w rozterce, w osamotnieniu. Jakby nigdy się nie bały i były ślepe na usterki świata.
N

No, owszem... - mówią uporczywi zakłamywacze-w-dobrej-wierze. - Dzieci bywają smutne, ale nie ma powodu dosmucać ich lekturą". Hmm... czyżby? Skoro landrynkowe obrazy cudzego szczęścia nie uśmierzają naszych dorosłych smutków, dlaczego miałyby być antidotum na lęki i troski dzieci?

Mały człowiek bywa bezbronny, bo każde nieszczęście wydaje mu się nie mieć końca i być "na zawsze". Przypominam sobie opowiadanie chłopca, który po raz pierwszy zobaczył swojego ojca pijanego. Dzieciak był zdruzgotany, szlochał i rozpaczał, bo sądził, że ojciec, raz się upiwszy, będzie się potykał i bełkotał do końca życia. Nikt nie powiedział dziecku, że pijani trzeźwieją, a wstyd nie trwa wiecznie. Wstyd za rodzica to jedna z tych silnych traum, o których niejedno dziecko wiele miałoby do powiedzenia. Wiele do powiedzenia, ale już nie do przeczytania, bo temat jest drażliwy i zamiatany pod dywan.

Ilekroć mowa o książkach mądrze smutnych, pierwszy tytuł, jaki przychodzi mi do głowy, to "Bracia Lwie Serce", gdzie Astrid Lindgren znieczula lęk przed śmiercią. Na sposób baśniowy przemyca obietnicę "życia po życiu". Jest tu metafizyka i tajemnica, jest nadzieja i otucha. Niewielu znam twardzieli, którzy nad tą książką nie usmarkaliby się po pas, a przecież mały czytelnik wychodzi z lektury silniejszy. Dzieciom, które opłakują bliskich, "Braci Lwie Serce" należałoby zapisywać na receptę.

***

Drugi na mojej krótkiej liście smutnych pocieszycieli  jest "Król Maciuś Pierwszy" Janusza Korczaka - właśnie wydany w nowej szacie graficznej i luksusowym, okazałym formacie. Nową edycję obwąchałam nieufnie, jak każdy, dla kogo król Maciuś ma od półwiecza wielkookie oblicze z ilustracji Jerzego Srokowskiego. I tu niespodzianka: oględziny wypadły pomyślnie.

"Maciuś" w interpretacji Marianny Oklejak przestał być opowieścią kostiumową, co sytuowało go w archaicznej, odległej epoce, z którą współczesnemu dziecku trudno się skomunikować. W miejsce rzewnego, marzycielskiego chłopca pojawił się pyzaty, zadartonosy blondynek w trampkach, z gołymi łydkami wystającymi z bermudów. Architektura, rekwizyty i plenery zyskały charakter bardziej umowny i powszedni zarazem. Rozpoznawalna kreska Marianny Oklejak stworzyła powinowactwo pomiędzy Korczakowskim "Maciusiem" a na wskroś współczesną "Basią" - bestsellerową serią Zofii Staneckiej ilustrowaną przez tę samą młodą graficzkę. To zwiększa szanse powrotu "Króla Maciusia" do dziecięcych pokojów, bo kapitalna, niezwykłym językiem pisana książka Korczaka zasługuje na długie życie. Dotąd, niestety, onieśmielała nadanym jej certyfikatem "skarbu literatury", co, jak wiadomo, bywa pocałunkiem śmierci.

Z wielką frajdą czytam tę książkę od nowa - prosty język Korczaka nie stawia oporu, jest potoczysty i klarowny, a wyłożona bez ogródek prawda o grzechach i grzeszkach dorosłych nie straciła nic z aktualności. Ustępy, które dotyczą polityki, brzmią tak aktualnie, że czytelnik doznaje uczucia dej? vu. Długa jest lista opresji, lęków i niepewności, jakich doświadcza Maciuś - od sieroctwa poczynając, przez poczucie bezsilności, gniew, rozczarowanie, rozterki trudnych wyborów między złem a złem... Nie ma chyba drugiej książki, która ubrałaby wszystkie dramaty dzieciństwa w tak sugestywny, metaforyczny kształt. A przecież, jakkolwiek kanwą "Króla Maciusia" są smutki, to profitem ofiarowanym przez pisarza małemu czytelnikowi jest poczucie mocy - magiczne zadośćuczynienie za, jakże często doświadczaną przez dzieci, bezradność. Rzecz jasna, są i rozdziały, które nie obejdą się bez rodzicielskiego komentarza - jak choćby groteskowy passus na stronie 113, o księciu afrykańskim z plemienia ludożerców, który jadąc z wizytą do króla Maciusia bierze ze sobą tygodniowy zapas solonych Murzynów w beczkach...

***

Z Korczakowskiego ducha wyrosła "Asiunia", książka profesor Joanny Papuzińskiej, w której opisuje ona swoje wojenne dzieciństwo. Historia opowiedziana jest z punktu widzenia pięcioletniej dziewczynki, poczynając od dnia, kiedy hitlerowcy zabrali jej Mamę. Wojna sportretowana jest poprzez drobne epizody, szczegóły, zapamiętane kadry. Dziecięca perspektywa to świat oglądany jak gdyby przez papierową tutkę - wyolbrzymia jedne rekwizyty, a nie pozwala objąć wzrokiem horyzontu, kontekstu. Pięciolatka nie rozumie mechanizmów wojny i okoliczności, w jakich znika Mama. Zapamiętuje obce domy, dwa fotele ze związanymi nogami, mleko pite z cudzego kubeczka, kawę z żołędzi, drapiący sweter, kluski uratowane podczas nalotu...

Autorka mówi o wojnie tyle, ile jest w stanie pojąć i ogarnąć dziecko. Mówi o tułaczce u nieznanych opiekunów, o powtórnym spotkaniu rodzeństwa, o wybuchu Powstania, nadejściu Rosjan, o głodzie, zimnie i nalotach. O dzielnej babci, która samotnie opiekowała się dziewiątką dzieci. Pomija najbardziej drastyczne szczegóły, a jednocześnie daje małemu czytelnikowi wyobrażenie, czym jest wojna i jakie krzywdy wyrządza.

"Asiunia", dziś Joanna, jest córką dwojga niezwykłych ludzi - Stanisława Papuzińskiego i Zofii Wędrychowskiej-Papuzińskiej, społeczników i bohaterów, współpracowników Ireny Sendlerowej, ratujących dzieci z getta (nie ma o tym mowy w książce). Pięciolatka rosła w kochającej się rodzinie, pośród rodzeństwa własnego i przysposobionego. U schyłku wojny ojciec "Asiuni" musiał się ukrywać. Gromadą opiekowała się mama. Zimą roku 1944 hitlerowcy aresztowali Zofię Papuzińską, w dramatycznych okolicznościach, po strzelaninie w mieszkaniu na Ochocie. Dwa miesiące później stracono ją na Pawiaku.

Od dnia aresztowania Mamy rodzina była w rozsypce, mieszkanie bezpowrotnie utracone. Dzieci spędziły zimę w obcych domach, aby spotkać się ponownie w przededniu Powstania, pod opieką babci. I o tym właśnie traktuje książka. Na niektóre pytania mały czytelnik sam poszuka odpowiedzi - o ile okaże się dość dociekliwy. Autorka nie epatuje grozą, ale buduje przejmujący obraz okupacji - samotności, lęku, wojennej mitręgi i straty. Nie ma tu apoteozowania wojny, jest ciche, cywilne bohaterstwo, w miejsce jazgotliwej bohaterszczyzny. Książkę opatrzyło patronatem Muzeum Powstania Warszawskiego.

***

I na koniec "Niebo": arcyoryginalna, autorska książeczka obrazkowa Bruno Giberta, adaptowana z języka francuskiego. Książka mówi o żałobie dziecka po zmarłym dziadku. Lakoniczna, skromna historia została opowiedziana wyłącznie za pomocą ideogramów i znaków zapożyczonych z naszego wizualnego środowiska. Refleksyjny tekst o śmierci i jej nieuchronności autor przekłada na język znaków drogowych, figur karcianych, graficznych oznaczeń produktów, ikon komputerowych i symboli religijnych. Oschły funkcjonalizm tych ideogramów w zderzeniu z tekstem o śmierci dziadka daje zaskakujący, nieoczekiwany efekt. Książka stanowi dobrą ilustrację tezy, że picture book jest czymś więcej niż prostą książką obrazkową - to zupełnie osobny gatunek, operujący własnym kodem i językiem, prowokujący emocje nieznane tradycyjnej książce dla dzieci.

Każde z tych czworga "smutnych pocieszycieli" ma inny modus operandi, ale skutek odnoszą podobny: przygotowują małego czytelnika na gorsze dni w życiu i dają nadzieję, że wyjdzie z opresji mądrzejszy i mniej bezbronny.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]