Dwaj ludzie myśli i pióra, nauczyciele akademiccy, autorzy ważnych i czytanych książek - Zbigniew Mikołejko (lat 59) i Stefan Chwin (lat 61), wymieniają w tym numerze "Tygodnika" myśli na temat śmierci. I choć pretekstem tej wymiany jest ostatnio wydana książka jednego z nich ("Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni" Chwina), to rozmowa wychodzi poza problem samobójstwa i zgłębia odwieczny problem śmierci.
Ani erudycja rozmówców, ani filozoficzny dystans wobec tematu nie są w stanie przesłonić osobistego zaangażowania. Mikołejko do Chwina: "no cóż, Stefanie, obaj wchodzimy [...] w przedostatni zakręt, a śmierć ukazuje się nam w coraz bardziej namacalnych postaciach, w coraz bardziej bolesnych widzeniach i już »nie możemy oderwać oczu od tego, co się przed nami odsłania«". Chwin przyznaje: "obaj, ty i ja, wchodzimy w przedostatni zakręt, więc dość wyraźnie widzimy mdłe zarysy jej [śmierci] paskudnego oblicza". Niepokoi go teologia św. Augustyna, która - jak twierdzi - "nie bierze pod uwagę głębokich różnic między ludźmi, tylko mówi wyłącznie o Człowieku Uniwersalnym". Tymczasem każdy ma swój własny próg wytrzymałości. "Kto ten próg przekroczy, popełni samobójstwo wcześniej czy później".
Kościół dawno odszedł od praktyki pośmiertnego piętnowania samobójców odmową pogrzebu kościelnego (w ogóle trudno pojąć traktowanie jako kary odmowy tej formy modlitwy Kościoła za zmarłego). Do dramatycznej tajemnicy człowieka, który się targnął na własne życie, podchodzi ze współczuciem, dyskrecją i delikatnością. Jednak Kościół nie podziela przekonania wyrażonego przez "znajomego samobójcę", który "mruknął do mnie w tamtej chwili »Zabić się to nic takiego«".
Zmarły w 1999 r. ojciec Piotr Rostworowski, mistrz i wielki świadek wiary, opowiadał, jak w czasie okupacji pytano go, czy członek Armii Krajowej, który miał przy sobie truciznę, by ją zażyć w krytycznym momencie, ma moralne prawo to uczynić. Ktoś ojca Piotra przekonywał: "Ja się psychicznie załamię i wsypię pięćdziesięciu. Trzeba usunąć człowieka, który może wsypać. W tym przypadku jestem nim ja, bo ja nie mogę gwarantować, że przetrzymam tortury". Komentarz ojca Piotra był taki: "to straszne, żeby człowiek wierzący, w ostatniej, najbardziej decydującej chwili swego życia, decydował tak, jak gdyby Boga nie było. Nie jest to zgodne z wiernością. Całe życie wierzył w Boga, wierzył w Jego pomoc, a raptem tej pomocy miałoby zabraknąć właśnie w tym momencie najbardziej decydującym, najbardziej krytycznym? (...) Życie jest próbą wiary". Ojciec Piotr także był już na ostatnim zakręcie. Z eremu kamedulskiego, gdzie spędził ostatnie 31 lat życia, napisał: "Już jestem bardzo blisko Wielkiego Spotkania. Człowiekowi nakazano obrócić się w proch. Ale być prochem w rękach Boga Żywego to wielka kariera". Te słowa mędrca-eremity mówią o tym, jaki jest widok na śmierć z głębin wiary.
W debacie i osobistej refleksji nad śmiercią, w konfrontacji z wizją własnej śmierci warto wziąć pod uwagę także perspektywę wiary: oczekiwania na "Wielkie Spotkanie", kiedy "nastrój się robi odświętny, gdyż bojaźń z pragnieniem się splata".
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















