Sejm pracuje nad projektem ustawy o sygnalistach. Na razie jest on dziurawy jak sito

Założenie jest słuszne: chronić tych, którzy działając w interesie publicznym chcą ujawniać korupcję, wyprowadzenie pieniędzy ze spółek, mobbing czy niszczenie środowiska. Diabeł tkwi jednak w szczegółach.
Czyta się kilka minut
Wypadek pod Legnicą na drodze krajowej nr. 3 // Fot. Łukasz Grudniewski / East News
Wypadek pod Legnicą na drodze krajowej nr. 3 // Fot. Łukasz Grudniewski / East News

Zegar tyka. Od przeszło dwóch lat unijna dyrektywa dotycząca ochrony sygnalistów powinna być przekuta na krajowe prawo. Pod koniec kwietnia zniecierpliwiony tą zwłoką Trybunał Sprawiedliwości UE nałożył na Polskę karę – 7 mln euro plus 40 tys. za każdy kolejny dzień zwłoki. Sejm już wprawdzie zajmuje się rządowym projektem ustawy w tej sprawie i jest on o niebo lepszy od wszystkich poprzednich proponowanych ustaw o sygnalistach, ale wciąż można w nim znaleźć pełno luk i absurdów.

Założenie jest słuszne: chronić tych, którzy działając w interesie publicznym chcą ujawniać korupcję, wyprowadzenie pieniędzy ze spółek, mobbing czy niszczenie środowiska. Według proponowanej ustawy będą to mogli robić nie tylko pracownicy instytucji czy firm, ale też wolontariusze, kontrahenci i osoby starające się o zatrudnienie. Otrzymają możliwość zgłaszania naruszenia wewnątrz firmy lub zgłoszeń do odpowiednich organów państwa i za pomocą „ujawnienia publicznego”.

Tożsamość sygnalisty ma być przy tym chroniona, chyba że sam będzie chciał się ujawnić, a instytucja czy firma nie będzie mogła podjąć przeciw niemu „działań odwetowych” (np. zwolnić go z pracy, zdegradować, przenieść na inne stanowisko). Jednocześnie organizacja ta będzie musiała odesłać sygnaliście informację zwrotną o tym, że jego zgłoszenie dotarło, zostało zaraportowane do specjalnego rejestru oraz jak przebiega wyjaśnianie nieprawidłowości.

O takie właśnie rozwiązania od przeszło dekady starały się organizacje pozarządowe chcące chronić ludzi, którzy w dobrej wierze ujawniali przestępstwa lub nieprawidłowości. Diabeł tkwi jednak w szczegółach.

Najbardziej spektakularnym przykładem tego, jak można chcieć wykorzystać sygnalistów, był firmowany przez Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika projekt ustawy o jawności życia publicznego z 2017 r., który bardziej zbliżyłby Polskę do putinowskiej Rosji niż stosowania międzynarodowych standardów wypracowanych m.in. przez ONZ czy Transparency International. Kamiński i Wąsik chcieli bowiem, by to, czy komuś zostanie nadany status sygnalisty, zależało od woli prokuratora. Co więcej, tamte przepisy w zasadzie stawiały znak równości między osobami działającymi w dobrej wierze dla dobra publicznego a tajnymi współpracownikami służb, którzy biorą za to pieniądze. Projekt na szczęście nie został przyjęty.

Prace nad nową ustawą powinny ruszyć pełną parą po tym, jak w 2019 r. Rada UE przyjęła dyrektywę o sygnalistach. I rzeczywiście, ruszyły. Do 2023 r. powstało aż dziewięć projektów w tej sprawie. Całe szczęście, że wszystkie przepadły, bo praktycznie żaden nie gwarantował sygnalistom ochrony, za to większość z nich zmusiłaby ich do przebijania się przez gąszcz przepisów, a także do tego, by sobie sami ustalili, do jakiej instytucji mają się zgłosić. A gdyby im się to nie udało, ale jednak się zaparli, że chcą dokonać zgłoszenia – wówczas miała im służyć pomocą Państwowa Inspekcja Pracy, ale tylko w kwestii przekazania do instytucji, która samej PIP wydałaby się właściwa.

Projekt ustawy, który do Sejmu wysłał obecny rząd, przynajmniej początkowo nie był dużo lepszy. Nie tylko dlatego, że jego fundamentem był ostatni, mocno ułomny projekt z czasów rządów PiS i organizacje pozarządowe dopiero po serii protestów wywalczyły sobie możliwość wprowadzenia poprawek. Do dobrego prawa daleka jednak droga, a schody zaczynają się praktycznie już przy samej definicji sygnalisty.

W projekcie przyjęto bowiem, że sygnalistą jest osoba, która „zgłasza lub ujawnia publicznie informację o naruszeniu prawa uzyskaną w kontekście związanym z pracą”. A co jeśli pracodawca uzna, że dana osoba nie uzyskała informacji „w kontekście związanym z pracą”? Kolejnym zarzutem jest to, że ustawa nie precyzuje, kto i na podstawie jakich kryteriów będzie dokonywał oceny, czy informacje o naruszeniu prawa były zasadne. Nie jest też jasne, jak długo sygnalista ma być objęty ochroną ani czy zostanie nią objęty, jeśli okaże się, że nie doszło do naruszenia prawa. Kolejna możliwa mina to zgłoszenia dokonywane anonimowo – w tym przypadku organizacja sama będzie decydowała, jak nadać sprawie bieg.

Nowe prawo dotyczące sygnalistów wymaga nie tylko jak najszybszego przyjęcia z powodu nałożonej na Polskę kary, ale przede wszystkim musi być precyzyjne, bo ustawa o sygnalistach będzie oznaczać rewolucję w instytucjach i firmach, w których pracuje co najmniej 50 osób. Będą one musiały stworzyć wewnętrzne kanały zgłaszania naruszeń i informowania o nich oraz zatrudnić nowych pracowników.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”