Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Ściąga dla Mikołaja

Ściąga dla Mikołaja

01.12.2013
Czyta się kilka minut
Święty Mikołaj jest z pewnością namiętnym czytelnikiem. Cóż by innego robił pomiędzy styczniem a adwentem? A skoro czyta, to i dorzuca do mikołajowego worka po książce dla niegrzecznych i po dwie dla grzecznych dzieci...
.

...Jak co roku o tej porze podsuwamy Mikołajowi ściągę z tytułami.

David Walliams, Babcia Rabuś, ilustracje Tony Ross, tłum. Karolina Zaremba, Warszawa 2013, Dom Wydawniczy Mała Kurka
Książki napisane przez telewizyjnych celebrytów zwykliśmy traktować z rezerwą. Ale nie tym razem! Bo oto mamy do czynienia z mistrzowskim piórem, które krytyka natychmiast okrzyknęła drugim Roaldem Dahlem.
David Walliams zasłynął jako scenarzysta i połowa (wyższa) aktorskiego duetu w bezlitośnie śmiesznym, na wskroś brytyjskim i stanowiącym wyzwanie dla politycznej poprawności serialu BBC „Mała Brytania”. Aktor dobrze spożytkował celebrycką sławę: przepłynął wpław – bagatela! – kanał La Manche, gromadząc przy tym krocie na cele charytatywne i napisał siedem książek dla młodzieży, które stały się bestsellerami. Tytuły mówią same za siebie: „Mr Stink”, „Demon Dentist”, „Ratburger”... Wydana właśnie w Polsce „Babcia Rabuś” („Gangsta Granny”) przetłumaczona została na 27 języków. Sue Townsend, słynna autorka „Adriana Mole’a”, wróży Walliamsowi, że niebawem okrzyknięty zostanie klasykiem literatury dla młodych.
„Mała Brytania”, która z nieznanego aktora uczyniła gwiazdę, to serial montypythonowski z ducha, a sam Walliams wielokrotnie odgrywał w nim rolę staruszek w lawendowych swetrach, z dwuletnią trwałą na głowie i zużytą chusteczką do nosa wetkniętą w rękaw. Bohaterką „Babci” uczynił taką właśnie starszą panią, krzątającą się po domu w obłoku woni gotowanej kapusty. Jedenastoletni wnuk, Ben, każdy piątkowy wieczór spędza u babci i śmiertelnie się wtedy nudzi. Grając ze staruszką w scrabble w saloniku z wiecznie popsutym telewizorem, odlicza godziny do chwili, kiedy rodzice zabiorą go z powrotem. Aż do dnia, kiedy penetrując babciną kuchnię w poszukiwaniu ciastek, natrafia na ukryte kosztowności.
Diademy, pierścionki, naszyjniki i dziesiątki diamentów – oto co chłopiec znajduje w puszce z wizerunkiem Królowej. Zaintrygowany, postanawia śledzić babcię. I pewnego wieczoru przyłapuje ją na próbie rabunku. Zamaskowana staruszka, w czarnym trykocie ninja, pędzi pod osłoną nocy na swoim inwalidzkim skuterze wprost do sklepu jubilerskiego. Kiedy Babcia Rabuś bierze zamach, aby stłuc witrynę za pomocą słoja z kapustą, zszokowany wnuczek udaremnia włamanie. Winowajczyni ujawnia mu sekrety swojego drugiego, emocjonującego życia. Odtąd koniec z grą w scrabble – piątkowe wieczory upływać im będą na planowaniu zuchwałego włamu do królewskiego skarbca. Rzecz jasna, sprawy nie potoczą się gładko, a puenta zaskoczy czytelników.
Nawiązania do Roalda Dahla narzucają się same – Walliams pomnaża galerię koszmarnych dorosłych, których celnie portretował Dahl. Zarówno rodzice Bena, jak i babcia (przed metamorfozą) to straszni mieszczanie – pospolici, małostkowi, nie rozumiejący potrzeb swoich małych podopiecznych. W przeciwieństwie do nich bohaterowie dziecięcy to pomysłowe bystrzaki, genialni i niezrozumiani malcy o sercu ze złota. „Babcia Rabuś” wpisuje się w brytyjską tradycję literatury zbudowanej na grotesce i absurdzie, na pozór antypedagogicznej, choć w ostatecznym rachunku opowiadającej się po stronie dobra. Amerykańskim odpowiednikiem tej anglosaskiej tradycji jest choćby „Koszmarny Karolek” Franceski Simon.
Wydawca umiejętnie podkreśla przynależność „Babci Rabusia” do nurtu literatury „niegrzecznej” – książki Walliamsa są (znakomicie!) ilustrowane przez Quentina Blake’a, nadwornego rysownika Dahla, i Tony’ego Rossa, ilustratora „Koszmarnego Karolka”. Rysunki odsyłają nas wprost do znakomitych poprzedników – dość zobaczyć szkice kostiumów, jakie mama projektuje dla Bena na konkurs tańca towarzyskiego, czy babcię podczas ćwiczeń naga-joga...

Neil Gaiman, Na szczęście mleko... ilustracje Chris Riddell, tłum. Piotr W. Cholewa, Kraków 2013, Wydawnictwo Galeria Książki
Każda kolejna premiera Gaimana jest oczekiwana przez liczne grono fanów. Tak było i tym razem – entuzjastyczne zapowiedzi i przecieki poprzedziły ukazanie się humoreski dla czytelników młodszych, hojnie ilustrowanej. Pomimo kontrowersyjnej (czytaj: szpetnej) okładki, warto wydać 30 złotych na tę pomysłową i dowcipną opowieść.
Oto rodzina: tata, mama, dwoje dzieci. Ojciec ma rysy Neila Gaimana, i to z pewnością nie jest przypadek. Mama właśnie zbiera się do wyjazdu na konferencję i pozostawia mężowi obszerną instrukcję obsługi domu i rodziny. Lodówka zaopatrzona, tata kochający i przytomny – powinno się udać. Brakuje jedynie mleka do płatków śniadaniowych.
Rano ojciec biegnie do sklepu na rogu, a dzieci tymczasem sypią płatki do miseczek i czekają na powrót rodzica. Ale ten nie wraca długo, bardzo długo... Kiedy wreszcie pojawia się z kartonem mleka w dłoni, dzieci pytają: gdzie się podziewał? A wtedy ojciec raczy je nieprawdopodobną, fantastyczną historią, w której nie brakuje piratów, kosmitów, dinozaurów i wampirów. Dzieci słuchają z niedowierzaniem, ale Tata – Wielki Łgarz – ma niezbity dowód na prawdziwość swojej historii.
Neil Gaiman to sprawdzona marka. Tym razem także nie zawodzi.

Cudowna studzienka – baśnie polskie wybór Joanna Papuzińska, ilustracje Elżbieta Wasiuczyńska, Poznań 2013, Wydawnictwo Media Rodzina
Zbiór klasycznych baśni polskich to zawsze fundament domowej biblioteki i dobry prezent pod choinkę, toteż kolejne wydania takich baśni ukazują się regularnie, w ciągle nowych edycjach i konfiguracjach. Jeśli wybór – to koniecznie dokonany przez profesor Joannę Papuzińską, literaturoznawczynię i pisarkę dla dzieci, obdarzoną wyśmienitym smakiem literackim.
Joanna Papuzińska wybrała baśnie soczyste językowo, zabawne, z tak lubianą przez czytelników rytmiczną arytmetyką trójkową: trzej bracia, trzy magiczne rekwizyty, trzy antałki miodu, trzy zagadki, do trzech razy sztuka... Baśni nie poddano liftingowi, a i przypisów tu niewiele, toteż nie są zapewne ofertą dla czytelnika niewprawnego i niechętnego czytaniu. Zachwycą natomiast tych, którzy nie boją się „habanów”, „fratrów”, „sukursu”, „kmiotków” i „dziegciu”. Bez obawy – nawet upstrzona archaizmami fabuła pozostaje czytelna i intrygująca, a dobrze znane motywy baśniowe w potoczystej i bujnej polszczyźnie skutecznie się bronią.
Jedynie trzy spośród dwudziestu baśni są stosunkowo młode, reszta to klasyka – od Kolberga, przez Kraszewskiego, po Oppmana. Książka wydana została starannie, luksusowo. Bardzo dobrym pomysłem było powierzenie oprawy graficznej Elżbiecie Wasiuczyńskiej. Jej wyrafinowane kolorystycznie ilustracje, nawiązujące do polskiego folkloru, czynią z tej książki rarytas edytorski.

Marian Orłoń, Jak Detektyw Nosek zadziwił Lipki Nowe, ilustracje Jerzy Flisak, Warszawa 2013, Wydawnictwo Dwie Siostry
W serii „Mistrzowie Ilustracji” ukazał się trzeci tomik serii detektywistycznej, która w niczym nie ustępuje bestsellerowym szwedzkim książkom Martina Widmarka „Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai”, chociaż premierę miała w latach 70.
Detektyw Nosek i jego gadający pies-asystent Kuba znani są pokoleniu dzisiejszych rodziców. Ten przenikliwy duet śledczy potrafi obnażyć każdą kradzież i rabunek dzięki dedukcji i psiemu wszędobylstwu. Każdy tomik zawiera kilka epizodów napisanych prostym językiem, a świetne czarno-białe ilustracje Jerzego Flisaka dosadnie charakteryzują różne typy ludzkie. Nie ma tu krwawych zbrodni, raczej poczciwe polskie grzechy, przykładnie ukarane. Te przyjazne, bezpretensjonalne książki nadają się dla czytelników początkujących w samodzielnym czytaniu – kryminalna intryga skutecznie przyspawa ich do lektury.

Grzegorz Gortat, Ewelina i Czarny Ptak, ilustracje Marta Krzywicka, Warszawa 2013, Agencja Edytorska Ezop
Wydawnictwo Ezop uruchomiło efektowną serię mini-nowel w kieszonkowym formacie „Lepiej w to uwierz!”. Dwa tomiki już opublikowano, trzeci w przygotowaniu, wszystkie autorstwa Grzegorza Gortata.
Pierwszy tytuł – „Ewelina i Czarny Ptak” – natychmiast nominowany został do tytułu Książki Roku 2013 IBBY w kategorii literackiej. Jest to horror(ek), na pozór współczesny, ale bardzo wiktoriański w klimacie, z licznymi nawiązaniami do klasyki opowieści grozy. Dziewięcioletnia Ewelina traci matkę i zostaje umieszczona w sierocińcu. Jej ojciec przebywa w egzotycznej podróży i nie ma z nim kontaktu. Przed wyjazdem podróżnik poczynił zapis na wypadek śmierci, który z Eweliny czyni jedyną spadkobierczynię pokaźnej fortuny. Majątek, będący w zasięgu ręki, a pozostawiony do dyspozycji samotnej dziewięciolatki, rozpala wyobraźnię czworga miejscowych notabli. Zawiązują oni złodziejską szajkę i próbują podstępem położyć łapę na fortunie dziewczynki. Samotna Ewelina ma jednak bardzo szczególnego sprzymierzeńca i nietrudno zgadnąć, że zamiary złoczyńców się nie powiodą. Książkę czyta się galopem, a umiarkowana objętość, sensacyjna fabuła i przyjazny format sprzyjają czytelnikom początkującym, których onieśmielają grube tomy w twardych okładkach.

James Donnelly, Trzy opowiastki dla dzieci, ilustracje Edward Gorey, tłum. Michał Rusinek, Kraków 2013, Wydawnictwo Znak Emotikon
Edward Gorey jest geniuszem i basta! Mistrz czarnego humoru, autor surrealistycznych, absurdalnych wierszy, rewelacyjny rysownik – to kanoniczna postać literatury anglosaskiej.
Michał Rusinek, entuzjasta Goreya, przetłumaczył jego najbardziej karkołomne teksty i tak długo wiercił dziurę w brzuchu wydawcy, aż dopiął swego. I oto mamy po polsku „Pamiętną wizytę” i „Osobliwego gościa”, a teraz także mistrzowsko zilustrowane przez Goreya trzy znane baśnie: o Czerwonym Kapturku, Jacku – Pogromcy Olbrzymów i Rumpelsztyku, opowiedziane zabawnie i z talentem przez Jamesa Donnelly’ego. Charakterystyczną, lapidarną i rozmyślnie archaizującą kreską Edward Gorey akcentuje to, co w każdej z tych baśni stanowi esencję. Tło upraszcza do minimum, kierując uwagę czytelnika na sedno fabuły. Prostota obrazka, dodana do wyrafinowanej prostoty tekstu, daje efekt stokroć silniejszy niż pstrokate kicze ze swoją gorączką nadmiaru. „Trzy opowiastki” i dwa wspomniane wyżej tytuły stanowią elegancki pakiet Goreyowski i mogą być udanym prezentem – w tym samym stopniu dla dzieci, co dla dorosłych.

Davide Cali, Nie odrobiłem lekcji, bo..., ilustracje Benjamin Chaud, tłum. Jadwiga Jędryas, Warszawa 2013, Wydawnictwo Dwie Siostry
Każdy, kto choćby raz w życiu próbował wyłgać się w szkole jakimś desperackim kłamstwem, pokocha tę książkę. Davide Cali, słynny francuski autor picture booków, wespół z rysownikiem Benjaminem Chaudem ułożyli obrazkowy katalog najbardziej niewiarygodnych wymówek nieprzygotowanego do lekcji ucznia. Na piętnastu rozkładówkach pojawiają się trąby powietrzne, gigantyczne jaszczury, krasnoludki, mięsożerne rośliny, porwania i kataklizmy, które uniemożliwiły chłopcu odrobienie lekcji. Ilustracje są rewelacyjne, a tekst niezwykle śmieszny, więc ta prościutka książka, oparta na znakomitym pomyśle, ma moc prawdziwie uwodzicielską. Cokolwiek wyszło spod rąk tej autorskiej pary – kupuję w ciemno!

Isabel Minhós Martins, W naszym domu jest, ilustracje Madalena Matoso, tłum. Anna Topczewska, Warszawa 2013, Wydawnictwo Wytwórnia
Nowoczesna wyliczanka niecodziennej urody. Jej treść sprowadza się do rachowania zębów, piegów, dziurek w nosie i paluszków pięcioosobowej rodziny (plus pies). Nawet kości zostały policzone: „W naszym domu jest 1351 kości, nie zawsze w najlepszym stanie. Doktor Zalewski powiedział, że mamy w sumie... 1 skoliozę, 1 zwyrodnienie stawu, 2 dyskopatie. Poza tym – dziękuję, wszystko w porządku”.
Książeczka jest obrazkowym arcydziełem. Zaprojektowana z wielką kulturą graficzną, ze znakomitą, pomysłową typografią, w rękach dziecka stanie się rekwizytem estetycznej edukacji na najwyższym poziomie.
I jeszcze zagadka: jak myślicie, czym różni się portugalski oryginał od wersji polskiej? Odpowiedź: biustonoszem.

Wanda Chotomska, Muzykalny słoń, ilustracje Julitta Karwowska-Wnuczak, Warszawa 2013, Wydawnictwo Muza
Wydawnictwo Muza sięgnęło za przykładem Dwóch Sióstr po świetne książki sprzed półwiecza. Wespół z Muzeum Książki dla Dzieci zainaugurowało serię reprintów. Na pierwszy ogień poszła „Panna Kreseczka” Wandy Chotomskiej – rymowany komiks z rysunkami Bohdana Butenki. A chwilę później ukazał się „Muzykalny słoń” tej samej autorki, z nie mniej efektownymi ilustracjami Julitty Karwowskiej-Wnuczak.
To wirtuozowsko zrymowana historia słonia, który chce zamienić trąbę na inny instrument. Na prasowe ogłoszenie odpowiada wiele osób i każda z nich oferuje: a to kontrabas, a to organy, flet, puzon, wiolonczelę... „A na końcu, na piechotę, / sześć staruszek szło z fagotem. / Pięć go niosło, a najstarsza / wygrywała na nim marsza”.
Wiersz jest niczym muzyczne rondo: najpierw opisuje kolejno wszystkich posiadaczy instrumentów. Podczas kolejnego okrążenia – utwory przez nich grane („Pan, co miał klarnet / grał »Oczy czarne«. / Właściciel fletu – / walce z baletu. Rześkie staruszki – / pieśni Moniuszki. / Pan organista – / żwawego twista...”), by na koniec opisać wspólny, orkiestrowy koncert pod batutą dyrygenta: „Koncertowo, choć bez próby, / grał pan mały z panem grubym, / dwaj żołnierze, sześć staruszek, / z damskiej szkółki dam wianuszek, / organista z Dolnej Mszany, / cymbalista zadumany, / młodzian rudy jak wiewiórka, / dwie z obojem, z bębnem czwórka, / te z rożkami i ta z harfą, / przepasana w pasie szarfą, / z Pipidówki melomani, / z kontrabasem tęga pani, / panna w kapeluszu z różą / i słoń z trąbą bardzo dużą...”. Wyliczanka zmienia rytmy i niczym refren powtarza po wielekroć nazwy instrumentów. Niby błahostka, a mimochodem kształcąca i wesoła.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]