Niektórych obietnic lepiej nie składać, jeśli się nie chce ich spełnić. Rzucony wiosną 2023 r. postulat podwyższenia kwoty wolnej od podatku z 30 do 60 tys. zł już trzeci rok kalendarzowy czeka na okoliczności, które rzekomo pozwolą rządowi wcielić go w czyn. Donald Tusk zapewnia, że marzy o dotrzymaniu słowa danego w kampanii do parlamentu, ale na razie uniemożliwia to stan finansów publicznych.
W tym miejscu można by spytać, co tak dramatycznego zdarzyło się z polskim budżetem między czerwcem 2023 r., kiedy było to jeszcze możliwe, a styczniem roku kolejnego, gdy premier po raz pierwszy powiedział, że jeszcze nie teraz? Można, ale po co stawiać pytania bez odpowiedzi. Podwyższenie kwoty wolnej od podatku jest przecież klasycznym daniem kuchni wyborczej. Jak ujął to niedawno w przypływie rzadkiej szczerości jeden ze współpracowników premiera, „cóż szkodzi obiecać”.
Podniesienie kwoty wolnej od podatku: co stoi na przeszkodzie?
Otóż właśnie szkodzi. Zabawę w kolędowanie z podwyżką kwoty wolnej zepsuł bowiem rządowi prezydent elekt, zapowiadając, że podpisze stosowną ustawę, gdy tylko trafi na jego stół. A jeśli gabinet Tuska nie wyjdzie z taką inicjatywą, wówczas Karol Nawrocki skorzysta z przysługującej mu inicjatywy ustawodawczej i sam zgłosi do Sejmu projekt podnoszący kwotę wolną do 60 tys. zł. Prezydent rozpocznie urzędowanie już w sierpniu, może więc podrzucić ten kartofel rządowi nawet do przyszłorocznej ustawy budżetowej. Koalicjanci musieliby wówczas wznieść się na wyżyny politycznej kazuistyki, żeby wytłumaczyć swoim wyborcom, dlaczego głosują przeciwko własnemu pomysłowi. No i dlaczego nagle broni go PiS?
Obie strony oczywiście zdają sobie sprawę, że podwyżka kwoty wolnej do 60 tys. zł to dziś taka sama mrzonka, jak przed dwoma laty. Kosztowałaby budżet około 55 mld zł, czyli 56 proc. ubiegłorocznych wpływów z podatku PIT. To niemal równowartość rocznych wydatków na program 800 plus, jedna trzecia budżetu na wojsko i niemal jedna czwarta budżetu publicznej ochrony zdrowia. Co prawda rząd nie przejmuje się przesadnie procedurą nadmiernego deficytu, którą wszczęła przeciwko Polsce Bruksela, ale w zabawie z długiem publicznym są granice, których lepiej nie przekraczać. Aby podnieść kwotę wolną i w ten sposób zmniejszyć obciążenia fiskalne najmniej zarabiającym, rządzący musieliby obciąć wydatki lub podnieść inne podatki. Albo – a to już sfera politycznej fantastyki – w końcu zreformować system podatkowy tak, aby budżetu nie utrzymywali najbiedniejsi i średniacy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















