Leszek Balcerowicz jawi się jako ktoś, kto nie uczy się ani na swoich, ani na cudzych błędach

On sam uważa się za strażnika kanonu zdrowej ekonomii.

29.11.2023

Czyta się kilka minut

Leszek Balcerowicz na 25. Targach Książki w Krakowie, październik 2022 r.  /Łukasz Gągulski / PAP
Leszek Balcerowicz na 25. Targach Książki w Krakowie, październik 2022 r. / Fot. Łukasz Gągulski / PAP

Gdyby był fizykiem, miałby, jak mówi, łatwiej, bo o tej dyscyplinie dyskutują tylko fachowcy. Na ekonomii znają się za to wszyscy. Dlatego w wieku 76 lat Leszek Balcerowicz wciąż musi się bić o jej pryncypia. – Największe szkody w ekonomii powodują zresztą ekonomiści – zaznacza. – Wystarczy przypomnieć, do czego w gospodarce i relacjach społecznych doprowadzili marksiści.

Sygnatariuszom listu otwartego do przyszłych rządzących, jaki z inicjatywy stowarzyszenia Polska Sieć Ekonomii wystosowało właśnie ponad stu naukowców i działaczy społecznych, nie oberwało się wprawdzie od marksistów, ale i tak musiało ich zaboleć. Na antenie RMF FM Balcerowicz zarzucił im „intelektualną, jeśli nie moralną kompromitację”. 

Poszło w zasadzie o jedno zdanie. „Pieniądze są i będą” – napisali sygnatariusze listu, apelując do ugrupowań przyszłej koalicji, aby nie rezygnowały z realizacji obietnic socjalnych złożonych podczas kampanii wyborczej. Ich zdaniem, stan polskiej gospodarki i budżetu nie uzasadnia wielkich cięć. Podpisani domagali się także przemyślenia modelu rozwojowego Polski, który ich zdaniem dotąd opierał się głównie „o napływ zagranicznego kapitału, eksport i mało innowacyjne podwykonawstwo”. W efekcie Polska stała się krajem „o relatywnie niskich płacach, niskich podatkach dla największych korporacji i niskich nakładach na dobra publiczne i wspólne”. Pod listem podpisało się kilkunastu ekonomistów, w tym prof. Marcin Piątkowski, pracujący obecnie w Banku Światowym w Waszyngtonie, dr Marek Naczyk z Uniwersytetu w Oksfordzie, a także prof. Ryszard Szarfenberg, politolog z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego, oraz prof. Ewa Bińczyk, filozofka z Torunia specjalizująca się w badaniach nad antropocenem. Wśród sygnatariuszy nie zabrakło również przedstawicieli kultury, działaczy społecznych, a nawet językoznawców i ludzi techniki. 

– Z ośmiu lat rządów Prawa i Sprawiedliwości Polska wychodzi z deficytem budżetowym sięgającym 6 proc. PKB, czyli dwukrotnie wyższym od maksymalnego pułapu dopuszczonego w Unii – z trudem kryje irytację Leszek Balcerowicz. – Inflację również mamy jedną z najwyższych w Europie, a wzrost gospodarczy właściwie zamarł. Jeśli w takiej sytuacji ktoś uważa, że nie czas na ograniczenie wydatków budżetowych, to mogę tylko wzruszyć ramionami. Na gruncie danych się nie porozumiemy.

Rzecz w tym, że na tak sformułowany zarzut oponenci Balcerowicza odpowiadają w identyczny sposób. Ich zdaniem, z Leszkiem Balcerowiczem o liczbach nie da się dyskutować. Od jakiegoś czasu do wiadomości przyjmuje tylko te, które potwierdzają jego diagnozy.

Architekt

Prof. Marcin Piątkowski na rozmowę o Leszku Balcerowiczu zgadza się z zastrzeżeniem, że wyrażone przez niego opinie nie zostaną utożsamione z oficjalnym stanowiskiem Banku Światowego. – Mam wielki szacunek dla dorobku profesora w reformowaniu gospodarki na początku transformacji, chociaż nie brakowało w niej mankamentów. Ale jako ekonomista nie mogę też nie dostrzegać paradoksu tej postaci. Leszek Balcerowicz, główny architekt ustroju gospodarczego III RP, to samo państwo, które współtworzył, uważa teraz za największe zagrożenie dla gospodarki wolnorynkowej. Jej fundamentem, zdaniem profesora, są niskie podatki i minimalistyczne państwo, przypominające te z XIX wieku. Problem w tym, że nasz kraj od 1989 roku znacząco się zmienił: dzisiaj Polska jest ponad trzy razy bogatsza niż na początku transformacji i recepty, które miały sens wtedy, kiedy dysponowaliśmy PKB na poziomie współczesnego Wietnamu, obecnie nie mają sensu. 

Zamiast „zaciskania pasa”, Piątkowski proponuje inwestycje w edukację, naukę, innowacje, opiekę zdrowotną i niwelowanie nierówności dochodowych. Ten kierunek podpowiadają najnowsze badania, które pokazują, że właśnie taka polityka pozwala utrzymać wysokie tempo rozwoju. – Leszek Balcerowicz do finansów publicznych ma jednak stosunek doktrynerski. Chce ciąć wydatki zarówno w czasie kryzysu, jak i w czasie wysokiej koniunktury, co wskazuje, że nie chodzi mu o dobrą politykę makroekonomiczną, ale o zminimalizowanie roli państwa. Niski deficyt budżetowy w jego doktrynie jest celem samym w sobie, nie środkiem do celu, jakim jest rozwój gospodarczy. Chętnie bym z nim o tym podyskutował, ale już jakiś czas temu zablokował mnie w swoich mediach społecznościowych – śmieje się Piątkowski.

Rozmowa z Leszkiem Balcerowiczem o tym aspekcie polityki gospodarczej rzeczywiście nie jest łatwa. Profesor przyznaje, że poziom wydatków socjalnych plasuje dziś Polskę zaledwie nieco powyżej unijnej średniej – ale od razu dodaje, że jego zdaniem to i tak za dużo jak na kraj na tym etapie rozwoju gospodarczego. Zwłaszcza że – podkreśla – większość tych wydatków pochłonęły po prostu podwyżki emerytur. W narracji Balcerowicza o polskim „socjalu” brak jednak ważnego punktu odniesienia, jakim jest polityka społeczna innych krajów rozwiniętych. Według szacunków Organizacji ds. Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) publiczne wydatki socjalne w tym klubie wciąż utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. W 2022 r. wyniosły około 21 proc. PKB grupy. To nieco więcej niż w 2019 r., gdy sięgnęły około 20 proc., ale mniej niż w 2020 r., naznaczonym Covid-19. Wtedy bowiem wydatki te podskoczyły aż do 23 proc. PKB. W okresie pandemii Polska zareagowała więc podobnie jak większość państw. Potem jednak uderzyła wysoka inflacja, z którą upolityczniony Narodowy Bank Polski sobie nie poradził, bo zbyt późno ruszył z podwyżkami stóp procentowych. Rząd dolał zaś oliwy do ognia, pompując do gospodarki kolejne miliardy złotych w formie tarcz. W efekcie, kwituje Leszek Balcerowicz, znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia: z wysokim deficytem budżetowym, nieopanowaną inflacją i gasnącym wzrostem gospodarczym.

W tym miejscu diagnozy młodszych ekonomistów przestają się zgadzać z jego opisem rzeczywistości. Według Balcerowicza mamy ostatni moment, by uciec stagflacji (wysokiej inflacji połączonej z wolnym wzrostem gospodarki) poprzez ograniczenie wydatków budżetowych. Według jego oponentów – gospodarka potrzebuje dalszej publicznej stymulacji. Deficyt budżetowy, owszem, jest ich zdaniem wysoki, ale to tylko jeden z wielu parametrów. Ważniejsze jest utrzymanie tempa wzrostu gospodarki, zwłaszcza wydatków konsumpcyjnych. Dzięki temu deficyt budżetowy zrównoważy się niejako sam, za sprawą wyższych wpływów z podatków, zwłaszcza VAT. Pieniądze na stymulację gospodarki będą oczywiście pochodzić z długu, ale jeśli rośnie też PKB, nie ma problemu. Relacja długu publicznego do PKB pozostanie na bezpiecznym poziomie.
– Ja oczywiście znam te pomysły – irytuje się Leszek Balcerowicz. – Uważam jednak, że w sytuacji, w jakiej znajduje się dziś Polska, uwaga rządzących powinna koncentrować się na najpilniejszych problemach. W tej chwili kluczowe jest szybkie ograniczenie szkodliwej roli państwa w gospodarce. PiS ją niebezpiecznie upolitycznił. Potrzebna jest prywatyzacja, ale nie łudźmy się, że wystarczy po prostu zastąpić Daniela Obajtka i innych ludzi z tego nadania, a problem cudownie zniknie. Pozostanie też nadmierna koncentracja w wielu dziedzinach gospodarki, co skutkuje oczywiście osłabieniem konkurencji. W programie nowej koalicji na razie nie odnalazłem odniesień do obu tych zagrożeń, ale mam nadzieję, że to się zmieni. Nikt nie zgłosił też postulatu podwyższenia podatków. Padły za to zapowiedzi podwyższenia kwoty wolnej, co oczywiście oznacza mniejsze wpływy budżetowe. Odczytuję to jako zapowiedź ograniczenia wydatków budżetowych – mówi profesor.

Sławomir Dudek, wieloletni pracownik resortu finansów, obecnie zaś główny ekonomista założonego przez siebie Instytutu Finansów Publicznych, również uważa, że rząd PiS nie dał w zasadzie następcom wolnej ręki w kwestii budżetu. Ponad trzysta miliardów złotych rząd wydał poza budżetem, za pomocą specjalnych funduszy. – Będziemy mieć wielkie cięcie wydatków pod koniec roku – zaznacza Dudek.

Realista

Profesorka ekonomii z Warszawy o Leszku Balcerowicz woli rozmawiać anonimowo. Znają się od kilkunastu lat, ale profesor jej zdaniem źle znosi głosy krytyczne: – Zgadzam się z diagnozą sygnatariuszy listu do przyszłego rządu, ale nie umiem też odmówić słuszności argumentom Balcerowicza, bo jego stanowisko to głos praktyka. Tamci mówią, że możemy się bezpiecznie zadłużać, bo dług publiczny Polski nie przekracza nawet 49 proc. PKB, podczas gdy taka Francja ma go powyżej 110 proc. Tyle że Francja pożycza na rynkach międzynarodowych mniej więcej dwa razy taniej niż my, bo cieszy się opinią bardziej przewidywalnego dłużnika. Gdyby pójść za radami profesora, pewne jest, że w finansach publicznych najpóźniej za kilka lat wróci porządek. Pytanie brzmi, czy w tej chwili bardziej potrzebujemy porządków w publicznej kasie po ośmiu latach rządów PiS, czy zrównoważonego rozwoju gospodarki bez rosnących napięć społecznych i nierówności dochodowych. Bo tego ostatniego doktryna Balcerowicza nie obejmuje.

Balcerowicz nie ukrywa rozczarowania populistyczną, jak mówi, postawą Platformy Obywatelskiej, która w zakończonej niedawno kampanii złożyła chyba najhojniejsze propozycje. Tzw. babciowe, podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. złotych, 800+ wypłacane wstecznie od czerwca tego roku. Jeden z ośrodków analitycznych podliczył tylko te zapowiedzi na około 55 mld zł rocznie. Dlatego ze wszystkich startujących w wyborach ugrupowań profesorowi najbliżej dziś do Trzeciej Drogi. 

– W jej programie wyborczym widzę najmniej populizmu. Jest to również ugrupowanie, które do parlamentu wprowadziło najwięcej kandydatów niebędących zawodowymi politykami. Uważam to za atut. Polskiej polityce bardzo brakuje ludzi, którzy osiągnęli coś poza nią, mają inne doświadczenie i perspektywę niż ta, na którą stać osoby, które od lat zajmują się wyłącznie polityką – wyjaśnia.

Na liście gospodarczych postulatów Trzeciej Drogi pojawiło się jednak hasło, z którym politycy ugrupowania mają dziś problem. To tzw. dobrowolny ZUS. Początkowo sugerowali, że są za pełną dobrowolnością ubezpieczeń społecznych, rywalizując w ten sposób z Konfederacją o głosy drobnych przedsiębiorców. Z czasem zniuansowali przekaz i dziś mówią raczej o uldze dla podmiotów przeżywających kłopoty finansowe. Co do zasady, Leszek Balcerowicz samego pomysłu chwilowej ulgi dla firm w tarapatach nie odrzuca. – W tej chwili trudno mi go oceniać, bo nie przybrał konkretnego kształtu, nie da się więc przewidzieć jego ewentualnych konsekwencji.

Profesorka ekonomii z Warszawy: – To charakterystyczne. W świecie Balcerowicza właściwie każda pomoc dla firm jest inwestycją. Pieniądze, które rząd transferuje do obywateli, stają się natomiast rozdawnictwem.

Autorytet

Doktor ekonomii urodzony w latach 80., obecnie pracujący w jednym z europejskich uniwersytetów, już w pierwszym zdaniu rozmowy o Balcerowiczu przyznaje się do fascynacji tą postacią: – Kiedy on wprowadzał pionierskie reformy, ja uczyłem się chodzić. Nasz zawodowy dorobek dzieli przepaść, dlatego nie wypada mi go publicznie oceniać. Co oczywiście nie znaczy, że się z nim zgadzam.

Leszek Balcerowicz, jak zauważa ekonomista, nie niuansuje. – Kiedy sprzeciwia się własności państwowej, mówi to samo, co większość współczesnych badaczy, bo poza wycinkiem rynku, jakim są branże strategiczne, nie ma argumentów za utrzymywaniem własności publicznej w gospodarce, są natomiast liczne argumenty przeciwko niej. Tyle że wyrzucając państwo z gospodarki, Balcerowicz mówi „nie” każdej formie jego obecności na wolnym rynku. Najnowsze badania pokazują na przykład, że redystrybucja dochodów przez państwo może łagodzić kryzysy, a nawet stymulować wzrost gospodarczy. Balcerowicz dostrzega w niej jednak wyłącznie zagrożenie i nazywa etatyzmem. W czasach, kiedy rozwijał swoją agendę, o znaczeniu redystrybucji w gospodarce mówiło i pisało się stosunkowo niewiele, dopiero lata dwutysięczne przyniosły wysyp badań i publikacji na ten temat. Możliwe, że Balcerowicz ich po prostu nie zna, choć moim zdaniem znać powinien.

Prof. Elżbieta Mączyńska ze Szkoły Głównej Handlowej, wieloletnia prezeska Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego: – W ekonomii mówi się o istnieniu tak zwanej choroby noblowskiej. Uczeni, którzy otrzymali tę nagrodę, często kostnieją w poglądach, które ją im przyniosły. Przestają śledzić postęp nauki, nerwowo reagują na merytoryczną krytykę. Odnoszę wrażenie, że to samo stało się z profesorem Balcerowiczem. Za przeprowadzenie transformacji na początku lat 90. należy mu się podziw i miejsce w historii. Niewykluczone, że może być też zmęczony nagonką ze strony środowisk, które uczyniły z niego czarnego luda tamtej epoki. Ale przecież merytoryczna rozmowa o warunkach i następstwach ówczesnych decyzji, podejmowanych w ramach tzw. terapii szokowej, tego miejsca w historii profesorowi nie odbierze. Jednak on konsekwentnie takich rozmów unika. Swego czasu zaprosiliśmy go do głównej debaty na organizowanym przez PTE Kongresie Ekonomistów Polskich. Niestety, zaproszenia nie przyjął.

– Dlatego w ogóle nie postrzegam go jako naukowca – kontynuuje cytowany wyżej ekonomista młodego pokolenia. – Nie widuję go na konferencjach naukowych w roli prelegenta. Pojawia się na nich czasem jako gość honorowy, co zapewnia mu wygodną pozycję kogoś, komu nie zadaje się trudnych pytań. Nie publikuje nowych artykułów, w których dzieliłby się wynikami własnych badań. Ma oczywiście na koncie wiele publikacji, ale to nie artykuły czy książki zbierające stan wiedzy na dany temat lub przesuwające jej horyzont, lecz publicystyka ekonomiczna. Balcerowicz pisze w nich głównie o transformacji, dzieli się swoimi doświadczeniami, stawia diagnozy. Dlatego myślę o nim raczej jako o kimś, kogo w świecie anglosaskim nazywa się mianem policy maker, czyli osobie mającej wpływ na rzeczywistość. Wydaje mi się, że on sam w tej właśnie roli odnajduje się najlepiej.

Strateg

W maju, na progu kampanii, Leszek Balcerowicz podczas rozmowy z Onetem przyznał, że próbuje skontaktować się z Donaldem Tuskiem, żeby przekazać mu uwagi do programu wyborczego Koalicji Obywatelskiej. Bezskutecznie. Możliwe, że Tusk był po prostu zajęty. Z drugiej strony – o rozmowę prosił nie byle kto. Czyżby więc nawet dla politycznego centrum AD 2023 Balcerowicz stał się kłopotliwym sojusznikiem?

Wpływy profesora nadal wykraczają poza grono współpracowników z prowadzonej przez niego fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju, gdzie zgromadził wielu byłych uczniów. Ludzi, którzy przeszli przez szkołę Leszka Balcerowicza w SGH, można znaleźć dziś bowiem w niemal każdej ważnej uczelni ekonomicznej, każdym dużym banku, funduszu inwestycyjnym czy organie nadzoru nad rynkami finansowymi. Jakub Karnowski obecnie zasiada w zarządzie funduszu Luma Investement. Jarosław Bełdowski odnalazł się w cenionej kancelarii doradczej Dentons. Ludzi Balcerowicza nie brak też wciąż w polityce. Andrzej Rzońca do niedawna był głównym ekonomistą Platformy Obywatelskiej. Ryszard Petru, którego sam profesor wymienia w gronie swych najzdolniejszych uczniów, wszedł właśnie do Sejmu z listy Trzeciej Drogi.

Prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, zwraca jednak uwagę na radykalizm recept Balcerowicza, które mogą czynić je politycznie bezużytecznymi. Podatek liniowy? Balcerowicz jest „za” co do zasady. Nie znajduje – jak mówi – argumentów natury moralnej za tym, by najbardziej przedsiębiorczy i pracowici oddawali państwu większą cząstkę dochodów od reszty.

W realiach napiętego polskiego budżetu trudno jednak wyobrazić sobie zejście z podatkiem liniowym poniżej 12 proc. – czyli poniżej obecnego pierwszego progu podatkowego. Powszechny liniowy PIT oznaczałby zatem podwyżkę obciążeń fiskalnych dla około 60-70 proc. polskich podatników – bo tylu nie przekracza dziś drugiego progu. Zyskałaby garstka najlepiej sytuowanych. Trudno zatem oczekiwać, że politycy, bez względu na ideologiczną proweniencję, uznają tę propozycję Leszka Balcerowicza za atrakcyjną, nawet uwzględniając ewentualne korzyści budżetowe.

Podobnie rzecz ma się z progiem dochodowym w świadczeniu 800+. Leszek Balcerowicz nie raz opowiadał się za likwidacją tego programu, ale nawet jego najwierniejsi akolici zdają sobie sprawę, że dla każdej partii marzącej o sukcesie wyborczym to dziś pozycja nie do ruszenia. Poseł Trzeciej Drogi Ryszard Petru kompromisowo proponuje właśnie próg dochodowy, ale unika szczegółów. W nich bowiem tkwi problem. Próg zapewniłby budżetowi oszczędności, ale wywołałby też niezadowolenie, nie tylko u tych, którzy wylądują poza nim . Reszta będzie bowiem zmuszona składać zeznania o dochodach. – Nie da się tego przeprowadzić najprościej, czyli w oparciu o roczne zeznania podatkowe, bo podatku PIT wciąż nie płacą rolnicy, zwolnione z niego są też osoby poniżej 26. roku życia, z których część jest już rodzicami – wylicza prof. Flis. – W wymiarze praktycznym ten postulat wydaje mi się zatem bezużyteczny.

Prof. Marcin Piątkowski: – W 1989 r. Leszek Balcerowicz nadał kierunek polskiej debacie gospodarczej i nadal ma na nią duży wpływ. Poza USA trudno mi wskazać drugi kraj, w którym bliska profesorowi myśl neoliberalna miałaby się wciąż tak dobrze. Na szczęście Polska się zmienia i powoli odchodzi od neoliberalnego, ekonomicznego darwinizmu.

Ekonomiści ze szkoły Balcerowicza chętnie porównują na przykład finanse publiczne do finansów rodziny. Ostrzegają, że państwo, jak gospodarstwo domowe, nie może na dłuższą metę wydawać więcej, niż zarabia. – Ostatnio polscy studenci na moich zajęciach zaczęli się z tej figury nabijać – mówi cytowany wyżej ekonomista młodego pokolenia. – Podkreślają, że gdy ktoś kupuje dom na kredyt, zadłuża się na pięcio-, dziesięciokrotność rocznych dochodów. Pytają, czy w takim razie znam państwo z długiem publicznym na poziomie 1000 procent PKB.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami ekonomicznymi tzw. Zachodu i Azji oraz wpływem globalizacji na życie… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 49/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Rachunki z Balcerowiczem