Rozwój, ale zrównoważony

Zaczęło się od konfliktu między gospodarką, obyczajami i demografią z jednej strony a ekologią z drugiej. Intensywny po 1945 r. rozwój gospodarczy, wzrost konsumpcji (mający w krajach Zachodu specyficzną strukturę) i nieprzerwany w skali globu wzrost liczby ludności sprawiły, że lawinowo postępowała dewastacja środowiska naturalnego. Problemem stała się nie tylko ograniczoność zasobów naturalnych Ziemi, ale i ograniczone możliwości pochłaniania przez ekosystemy zanieczyszczeń i odpadów, wytworzonych przez człowieka.
Czyta się kilka minut

W odpowiedzi społeczność międzynarodowa - jak ONZ czy Unia Europejska - wypracowały w ostatnich 30 latach tzw. koncepcję zrównoważonego rozwoju: model polityki gospodarczej, która odpowiadałaby aspiracjom dzisiejszych społeczeństw, a równocześnie nie ograniczałaby zdolności przyszłych pokoleń do zaspokajania ich potrzeb. Chodzi o zintegrowanie trzech systemów: ekologicznego, gospodarczego i społecznego - czyli porzucenie tzw. polityki sektorowej, w której prowadząc działania gospodarcze ma się na względzie jedynie efekty ekonomiczne, a pomija skutki socjalne czy wpływ na środowisko. W szacunkach należy uwzględniać też warunki życia przyszłych pokoleń i perspektywę globalną, czyli zasoby i stan całej planety (problem emisji gazów itd.). Czyste środowisko jest nie tylko warunkiem przetrwania gatunku ludzkiego, ale też dobrobytu i godziwej egzystencji.

Koncepcja zrównoważonego rozwoju to jeden ze strategicznych celów Unii Europejskiej i będzie ona coraz silniej oddziaływać także na sytuację w Polsce - pisze w ZESZYTACH EUROPEJSKICH (nr 21) Marta Strumińska. Ustawodawstwo unijne przekłada się na konkretne wymogi wobec państw członkowskich, a przez nie także wobec samorządów, podmiotów gospodarczych i obywateli (w sferze np. ochrony wód przed zanieczyszczeniami przez regulacje odpływu substancji toksycznych, walkę z zanieczyszczeniami atmosfery i regulacje emisji gazów, sposoby składowania i przetwarzania odpadów). Z kolei tzw. BAT (Best Available Technology), czyli ustalane w drodze negocjacji standardy produkcji, służyć mają minimalizacji ryzyka ekologicznego i zapobieżeniu sytuacji, w której towary wytworzone przy pomocy tańszej, ale szkodliwej technologii wygrywałyby konkurencję na rynku z produktami czystymi ekologicznie.

Zastosowanie unijnych standardów może, choć nie musi, podnieść koszty przedsiębiorstw. Jednak uwzględnienie społecznych i ekologicznych konsekwencji funkcjonowania firmy jest elementem dalekowzrocznej strategii zarządzania, która z kolei może przyczynić się do zdobycia technologicznej przewagi wobec mniej przewidujących konkurentów, a w końcu przynieść wymierne zyski. Znaczenie ma też europejska opinia publiczna: inicjatywom proekologicznym przypisuje ona pozytywną wartość, łamanie tych standardów może więc skończyć się negatywną reakcją partnerów gospodarczych i konsumentów.

Idea zrównoważonego rozwoju jest zapisana w polskiej konstytucji. Również poszczególne ustawy regulujące kwestie ekologiczne tworzone były z myślą o przystąpieniu Polski do Unii i eksperci oceniają je jako dobre. Mogą pojawić się jednak inne przeszkody. Pierwszym są niezbędne pieniądze: w społeczeństwie może powstać wrażenie, że polityka zrównoważonego rozwoju dostępna jest jedynie państwom bogatym i wysoko rozwiniętym. Problemem może okazać się niesprawność polskiej administracji i jej niechęć do współpracy z inicjatywami obywatelskimi. Groźne jest otoczenie społeczne, niesprzyjające rewolucyjnym zmianom w gospodarowaniu i myśleniu o środowisku, a zwłaszcza brak zaufania do rządu i niska kultura prawna (najlepsze przepisy mogą być nadużywane bądź obchodzone).

Poza tym brakuje w Polsce siły politycznej na tyle nowoczesnej i wpływowej, aby była ona zdolna przeprowadzić reformy gospodarcze w duchu zrównoważonego rozwoju.

KB

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 09/2004