Reklama

Równoległa rzeczywistość

Równoległa rzeczywistość

30.11.2020
Czyta się kilka minut
Paweł Rutkowski, lingwista: Nawet dorosłe osoby głuche, znające język foniczny, zapisują się na kursy języka migowego. Bo szukają języka, w którym nie będą odczuwały ograniczeń.
Zajęcia hip-hopu dla głuchych prowadzone przez Kassandrę Wedel, pierwszą i jak dotąd jedyną osobę głuchą, która zdała egzamin Niemieckiego Stowarzyszenia Instruktorów Tańca, Monachium, 2 lipca 2017 r. Fot. MATTHIAS BALK / DPA / PAP
A

ANNA GOC: Zacznijmy od przedstawienia się w polskim języku migowym.

PAWEŁ RUTKOWSKI: (Kilka razy wykonuje zaciśniętą dłonią ruch przypominający odchylanie klapy marynarki, na wysokości butonierki) Migając, przedstawiłbym się tak.

Mój znak migowy jest bardziej skomplikowany: palce wskazujące i środkowe obu dłoni ułożone w literę V, naprzeciw siebie, pozostałe schowane. Znak zaczyna się na wysokości klatki piersiowej, potem dłonie rozchodzą się w górę i na boki. To znaczy: „dziennikarz”. Dostałam go podczas kursu języka migowego. Jaka jest historia Pana znaku?

Wymyślili go głusi studenci, przed pierwszymi zajęciami. Przeglądali listę wykładowców, znaleźli na niej „Rutkowskiego” i skojarzyli z innym, bardziej znanym – detektywem. Znak ten można przetłumaczyć jako „tajniak”; nawiązuje do odznaki ukrytej pod klapą. Bardzo go lubię.

Zwyczaj nadawania znaków migowych w społeczności osób głuchych ma ułatwić rozmowę, bo dzięki nim nie trzeba literować imion i nazwisk, a przy okazji – może zdradzać cechy właściciela.

Znaki imienne są też czymś więcej – ważną częścią kultury i tożsamości osób głuchych. To, że wśród słyszących nazywam się inaczej niż w społeczności migającej, pokazuje, że mamy poniekąd do czynienia z dwoma równoległymi rzeczywistościami. Rodzi to ciekawe konsekwencje – ostatnio znana polska badaczka języka migowego wyszła za mąż i zmieniła polskie nazwisko, jednak w świecie osób migających jej znak się nie zmienił, gdyż nawiązywał do koloru oczu.

Ale ikoniczność znaków migowych, czyli nieprzypadkowa relacja między ich formą a treścią, wbrew pozorom nie ułatwia nauki języka migowego.

Mogłoby się wydawać, że miganie nie jest trudne, gdyż znaki nawiązują często swym kształtem do znaczenia, a nie dzieje się tak w językach fonicznych. Posłużmy się przykładem: słowo „pies” składa się w języku polskim z sekwencji głosek, ale nie da się wykazać, że bezdźwięczna spółgłoska „p” jest bardziej „psia” niż na przykład dźwięczna „b”. Słowo „pies” jest więc arbitralne – między nim a elementem rzeczywistości, do którego się odnosi, nie zachodzi żaden naturalny związek. Dowodzi tego prosty test: czy spróbuje pani zgadnąć, jak brzmi odpowiednik słowa „pies” w języku wietnamskim?

Nie mam pojęcia.

Ja też oczywiście nie miałem, ale specjalnie na potrzeby takich rozmów sprawdziłem: jest to słowo chó – wymawiane jak „cio” z rosnącą intonacją. Prawdopodobieństwo, że domyśli się tego ktoś, kto nie zna języka wietnamskiego, jest właściwie zerowe. Wie pani, jak wygląda znak „pies” w polskim języku migowym?

Jest intuicyjny: poklepujemy otwartą dłonią o udo.

Właśnie, to gest przywoływania psa. Proste, prawda? Do dziś w Polsce sporo osób głuchych tak miga ten znak. Ale niektórzy, odnosząc się do psa, poklepują się otwartą dłonią po klatce piersiowej. Znak „przesunął się” zatem na ich ciele, na co miały wpływ względy praktyczne – w języku migowym przestrzeń artykulacyjna znajduje się zwykle powyżej pasa, gdyż musi być dobrze widoczna niezależnie od sytuacji, np. gdy siedzimy przy stole.

Ten nowszy wariant jest łatwy do zrozumienia jedynie dla tych, którzy wiedzą, jak wyewoluował. Znak w swych początkach był ikoniczny, ale obecnie nie jest, gdyż związek między klepaniem się w piersi a psem na pewno nie wyda się oczywisty osobie niemigającej. Tak dzieje się w przypadku bardzo wielu znaków migowych – są one skonwencjonalizowane, co oznacza, że ich znaczenia trzeba się nauczyć.

Warto dodać, że ile odrębnych społeczności osób głuchych, tyle języków migowych. Baza „Ethno- logue” zawiera obecnie informacje o 144 językach migowych używanych na świecie, a z pewnością jest ich dużo więcej. Przykładowo, nie istnieje angielski język migowy, mamy za to odrębne języki migowe w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Irlandii, Australii czy Nowej Zelandii. Każdy z nich ma własne znaki, np. w odniesieniu do psa głusi Brytyjczycy używają obu dłoni, nawiązując do przednich łap psa, a Amerykanie pstrykają palcami (środkowym i kciukiem), co ma nawiązywać do przywoływania psa przez człowieka.

Osoby głuche nierzadko przyznają, że potrafią porozumieć się z użytkownikami innych języków migowych, których się nie uczyły. Czy charakterystyczna dla tej grupy języków gramatyka przestrzenna może temu sprzyjać?

Użytkownicy języków migowych są bardzo elastyczni komunikacyjnie i potrafią dostosowywać się do rozmówcy. Nie oznacza to, że używają w kontaktach z głuchymi obcokrajowcami swojego języka – najczęściej przechodzą wtedy na przekaz ponadprzeciętnie ikoniczny. W każdym języku migowym medium jest trójwymiarowe, a więc organizacja wypowiedzi, choćby ta odnosząca się do przestrzeni i czasu, jest podobna – relatywnie łatwo uczynić z tego podstawę komunikacji międzyjęzykowej.

Natomiast różnice będą widoczne w znakach oraz specyficznych konstrukcjach gramatycznych. Dla przykładu: w polskim języku migowym „dom” to daszek z dłoni, w austriackim miga się daszek i ściany domu, a w amerykańskim – wskazuje się dłonią na usta, bo w domu się je, a potem na policzek, który przykłada się do poduszki, bo w domu się śpi.

Języki migowe rozwijały się wokół szkół dla osób głuchych, stąd ich różnorodność. Dopiero w ostatnich dekadach, wraz z pojawieniem się możliwości rejestrowania wideo, mogły zostać utrwalone. Czy wspólnotowa pamięć, dzięki której przetrwały, wpływa na świadomość językową osób głuchych?

Głusi to specyficzna mniejszość językowa. W społeczeństwie na tysiąc słyszących przypada zwykle jedna osoba głucha. 90 proc. głuchych przychodzi na świat w słyszących rodzinach. Nim się spotkają, odkryją dla siebie język migowy i poczują wspólnotę językowo-kulturową, mija nierzadko sporo czasu.

Do tego w wielu krajach języki migowe nie są uznawane za pełnowartościowe systemy komunikacji. Głusi muszą walczyć o prawo do porozumiewania się w ten sposób. Mało kto zdaje sobie też sprawę z tego, że posługiwanie się językiem fonicznym to dla osób głuchych wyzwanie większe niż uczenie się języka obcego dla słyszących. Samo obywatelstwo nie czyni zatem z głuchego Polaka rodzimego użytkownika polszczyzny – wielu głuchych posługuje się nią tak jak obcokrajowcy, niektórzy mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Nauka sensorycznie niedostępnego języka jest po prostu niezwykle trudna.

Hermetyczność społeczności i brak ogólnopolskich wzorców językowych dodatkowo wpłynęły na duże zróżnicowanie języka migowego – regionalne i środowiskowe. Od kilkunastu lat obserwujemy za to świadomą dbałość o poprawność językową. Przejawem tego są choćby językowe vlogi osób głuchych, w których pokazują one nie tylko swój język, lecz także zwracają uwagę na najczęściej popełniane błędy.

Uczestniczyłam w małej dyskusji, w której osoby głuche zastanawiały się, skąd pochodzi znak „Polska”. Miga się go dotykając dłonią najpierw lewej, a potem prawej strony klatki piersiowej. Pojawiły się nawiązania do znaku krzyża, kraju podzielonego zaborami, ale też bliskiej wspólnoty. W jaki sposób ikoniczność znaków migowych wpływa na powstające w umysłach ich użytkowników znaczenia?

To pytanie stawiają sobie dziś badacze języków migowych na całym świecie. Przykładowo, Klaudia Grote z Politechniki w Akwizgranie opisała w swojej pracy doktorskiej eksperymenty, w których głuchym uczestnikom pokazywane były na ekranie filmy ze znakami niemieckiego języka migowego oraz odpowiednio dobrane ilustracje. Badani mieli wskazać kliknięciem, czy między znakiem a rysunkiem istnieje związek znaczeniowy. Czas reakcji osób głuchych był krótszy wobec tych par, w których bliskości semantycznej towarzyszyło podobieństwo kształtu między znakiem a ilustracją: np. reakcja na znak migowy odnoszący się do orła, który nawiązuje w niemieckim języku migowym do ptasiego dziobu, była szybsza w przypadku ilustracji pokazującej dziób niż obrazka z orlim skrzydłem. Efektu takiego nie zauważono w reakcji słyszących na słowa mówionego języka niemieckiego. W badaniu Grote wzięły jednak udział także osoby dwujęzyczne (słyszący, którzy migają od urodzenia) – co fascynujące, ich wyniki w teście fonicznym przypominały te z testu migowego: nawet mówione słowo Adler („orzeł”) wywoływało u nich szybszą reakcję na rysunek dziobu niż na rysunek skrzydła. Ikoniczność migowa wpływa więc na mechanizmy kategoryzacyjne: w umyśle osoby migającej orzeł ma więcej wspólnego z dziobem niż w umyśle osoby niemigającej i nie jest to zależne od języka, którym w danym momencie posługuje się ta osoba.

Tłumaczka języka migowego opowiedziała mi historię głuchego mężczyzny, który urodził się w słyszącej rodzinie. Nigdy nie nauczył się mówić, pisać ani czytać. Był osobą bezjęzyczną. W szkole dla głuchych dzieci zaczął migać. Gdy ją skończył, wrócił do domu i zamieszkał z rodzicami, którzy nie znali migowego. Po kilku latach okazało się, że i on już nie potrafi migać.

Mnie ta historia nie zaskakuje. Z pani opisu wynika, że ta osoba nie miała kontaktu z językiem migowym we wczesnym dzieciństwie. W takim przypadku nie ma różnicy między językiem migowym, z którym dziecko styka się zbyt późno, a językiem obcym, poznanym w szkole i nieużywanym na co dzień.

Mimo że dla głuchego mężczyzny to był jedyny język, który był w stanie opanować?

Tak, bo umiejętności, które nie są wrodzone, możemy utracić. Kompetencja językowa nieoparta na codziennej praktyce jest ulotna. Dlatego niesłychanie ważne, by dzieci głuchych nie narażać na bezjęzyczność. Zapobiec jej może zapewnienie jak najwcześniejszego kontaktu z językiem, który jest dla każdego niesłyszącego dostępny sensorycznie – oczywiście mam na myśli język migowy. Zjawisko bezjęzyczności, albo języczności ograniczonej, nie jest rzadkie wśród osób głuchych. Szczególnie bolesne jest wtedy, gdy słyszący rodzice pokładają wszystkie nadzieje w tym, że ich głuche dziecko będzie w stanie komunikować się fonicznie, z pomocą aparatów słuchowych albo implantów ślimakowych, a to okazuje się nieosiągalne.

Czy głuche dziecko, które styka się z językiem migowym w tym samym czasie, co słyszące dziecko z fonicznym, rozwija się językowo w podobny sposób?

Tak. Liczne badania pokazują, że rozwój językowy głuchego dziecka w głuchej rodzinie, czyli wśród osób migających, daje mu możliwości pełnego rozwoju poznawczego. Jednak należy pamiętać, że głuche dzieci bardzo rzadko mają migających rodziców. Większość słyszących rodziców świadomie lub nieświadomie wyklucza zaś język migowy z repertuaru komunikacyjnego głuchego dziecka. Nie myślą o miganiu nawet jako o opcji, obawiają się stygmatyzacji i zamknięcia w świecie głuchych.

Język migowy jest traktowany przez wielu surdopedagogów jako przeszkoda w nauce języka fonicznego.

Nie ma głuchych dzieci, które nie potrafiłyby się nauczyć migać, jeśli mają kontakt z innymi osobami migającymi. Jest za to sporo takich, którym nie udało się nauczyć biegle mówić, pisać i czytać. Wystarczy porozmawiać z nauczycielami w szkołach dla głuchych dzieci. Oni także podkreślają, że głuche dzieci trafiają do szkół dla głuchych za późno, bo placówki te są zwykle drugim wyborem ich słyszących rodziców – po tym, jak edukacja w szkole masowej się nie powiodła.

Nam, słyszącym, wydaje się, że najważniejsze to nauczyć osoby głuche porozumieć się ze słyszącymi.

Ci, którzy tak uważają, mają jeden argument: cały świat mówi.

Nie zapominajmy jednak, że głusi powinni mieć przede wszystkim dostęp do wiedzy.

W wielu szkołach dla głuchych nacisk kładziony jest na – jak to się mówi – „rehabilitację”. Chodzi więc o to, żeby głuche dziecko nauczyło się wypowiadać słowa i odczytywać je z ust osób słyszących. Ale samo wyprodukowanie dźwięków nie jest równoznaczne z opanowaniem znaczeń, które za nimi stoją. My językoznawcy wiemy, że język to nie zestaw głosek, lecz struktury pojęciowe i gramatyczne, których reprezentacją są głoski.


Czytaj także: Nam, słyszącym, wydaje się, że wystarczy nauczyć osobę głuchą wypowiadania słów zrozumiałych dźwiękowo. To błąd. Językiem jest to, co pozwala formułować myśli, a wtórnie – komunikować je innym.


 

Są osoby głuche zrehabilitowane w dzieciństwie, które już jako dorosłe przychodzą na kursy języka migowego. Można zapytać: po co im komunikacja migowa, skoro tak dobrze opanowały foniczną? Odpowiedź jest prosta: szukają języka, w którym nie będą odczuwały ograniczeń.

Jeśli koncentrujemy się wyłącznie na tym, żeby nauczyć dziecko artykulacji fonicznej i percepcji dźwięku, nie mamy dość czasu, by zadbać o jego rozwój poznawczy. Rozwiązaniem mogłaby być edukacja dwujęzyczna, która polega na tym, że głuche dzieci uczą się języka migowego, bo są go w stanie szybko opanować, a dzięki niemu – języka fonicznego.

Głusi podkreślają, że są tacy sami jak słyszący, tylko posługują się innym językiem. I mają kłopot z nauczeniem się języka większości. Twierdzą, że mają trudniej niż dzieci cudzoziemców, bo te państwo minimalnie wspiera, choćby poprzez dodatkowe lekcje języka polskiego.

Kompetencja językowa jest kluczem do wiedzy. Jeśli nie może mieć ona wymiaru fonicznego, powinna mieć wymiar migowy – najważniejsze, by dostarczała narzędzi do konceptualizowania otaczającego nas świata. Bez tego głuchy nie osiągnie sukcesu edukacyjnego.

Z przeprowadzonych z Pana udziałem badań wynika, że mózgi osób głuchych migających reagują tak samo na język migowy, jak słyszących – na mowę.

Badania przeprowadziliśmy we współpracy z kolegami zajmującymi się obrazowaniem mózgu. Sprawdzaliśmy m.in., jakie są reakcje mózgu osób głuchych posługujących się polskim językiem migowym i słyszących na dwie formy komunikacji migowej – stworzony na bazie polskiej gramatyki system językowo-migowy (SJM) i naturalny język osób głuchych, czyli polski język migowy (PJM).


Anna Goc: Zaczynają być tłumaczami w wieku trzech lat. Choć nawet gdy kończą szkołę, nie znają podstawowych słów.


 

Podczas oglądania filmów zarówno w PJM, jak i w SJM u osób głuchych doszło do aktywacji obszarów odpowiedzialnych za przetwarzanie danych językowych. Dla porównania: mózgi słyszących nie reagowały w ten sam sposób na filmy z komunikatami migowymi. Z punktu widzenia językoznawcy powód jest oczywisty: machanie rękoma staje się językiem wyłącznie w umyśle osoby migającej. Co ciekawe, nasze badanie wykazało, że PJM aktywuje w mózgu nieco inne obszary niż SJM, co sugeruje, że gramatyka polska pozostaje w mózgu osoby głuchej „obcą”, nawet jeśli przekazywana jest za pomocą znaków manualnych.

Osoba głucha, która przychodzi na świat w słyszącej rodzinie, często nie potrafi przyswoić języka fonicznego. Nie zaczyna też migać. Jak to wpływa na potencjał językowy mózgu?

Potencjał gramatyczny naszego mózgu, o którym pisał Noam Chomsky, jest taki sam u użytkowników języków fonicznych, jak i migowych.

Zetknięcie z językiem migowym uruchamia u dziecka głuchego mechanizmy, które pozwalają na tworzenie struktur będących językowymi reprezentacjami myśli. Dzięki kreatywności gramatyki struktury te mogą być niesłychanie rozbudowane. Ten aspekt języka nazywany bywa rekursją: za pomocą wielokrotnie zastosowanej prostej reguły gramatycznej możemy stworzyć konstrukcję zdaniową o bardzo wysokim poziomie złożoności. Bo zarówno zdanie „Chłopak, którego zna Marysia, śpi”, jak i zdanie: „Chłopak, którego zna Marysia, która mieszka w Radomiu, który jest ładnym miastem, śpi” – są w polszczyźnie gramatyczne. Rzeczy mają się tak samo w językach migowych: wizualny kanał przekazu nie ogranicza w niczym tworzenia bardzo złożonych struktur zdaniowych.


Czytaj także: Leki przeciwzapalne mogą nasilić infekcję przy Covid-19 – podały media. Niektórzy głusi zrozumieli: nie należy brać żadnych lekarstw.


 

Kompetencję do tworzenia zdań posiadają tylko ludzie, co potwierdziły m.in. badania amerykańskich językoznawców, którzy próbowali nauczyć migać szympansy. Zwierzęta bez przeszkód uczyły się słówek, ale nie dostrzeżono w ich komunikacji stałych sekwencji przypominających struktury składniowe języka. Może to sugerować, że kompetencje gramatyczne są właściwe tylko naszemu gatunkowi, czyli zapisane w ludzkim genomie, a ich realizacją może być tak język foniczny, jak i migowy.

Z drugiej strony jest choćby Dan Everett, który twierdzi, że nasz język jest w stałej interakcji z naszym doświadczeniem.

Everett to pozycja skrajnie relatywistyczna. Na podstawie badań języka Indian Pirahã, który opisywał jako jeden z niewielu badaczy na świecie, twierdzi, że Chomsky się myli zakładając, iż język jest częścią naszego przekazu genetycznego. U Everetta język jest związany z kulturą. Dowodem na to jest fakt, że Pirahã nie mają jego zdaniem żadnych struktur rekursywnych, co w ich języku przekłada się choćby na brak złożonych struktur typu „dom brata chłopaka Marysi”. Everett uważa, że ci ludzie nie posługują się takimi strukturami, gdyż w ich świecie nie były one potrzebne. Jeśli ma rację, to językom migowym jest o wiele bliżej do języków fonicznych takich jak polszczyzna niż do języka pirahã. ©℗

b7644d25-d48e-4634-ad4c-193e2e83decb.jpg


ALBERT ZAWADA / AGENCJA GAZETA

DR HAB. PAWEŁ RUTKOWSKI jest twórcą i kierownikiem Pracowni Lingwistyki Migowej Uniwersytetu Warszawskiego, językoznawcą, badaczem literatury polskiego języka migowego, członkiem Polskiej Rady Języka Migowego.

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Anna Goc, fot. Grażyna Makara
Dziennikarka i redaktorka „Tygodnika Powszechnego”. Doktorantka na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Do 2012 r. dziennikarka krakowskiej redakcji „Gazety Wyborczej”....

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Bardzo ciekawy artykuł. Uświadomienie sobie, że języki migowe nie są wizualną reprezentacją języków mówionych, czyli po prostu rodzajem pisma, a całkowicie niezależnymi systemami, z własną gramatyką i fonetyką (bez cudzysłowu, bo jest to pojęcie używane w tym kontekście), zróżnicowanymi akcentami, rejestrami itp., otwiera nieoczekiwaną perspektywę nie tylko na rzeczywistość osób głuchych, ale na język jako taki. Tym bardziej, że są to języki naturalne (w przeciwieństwie do sztucznych, takich jak Lojban lub Esperanto - językoznawcy mają dobre powody, żeby tak je klasyfikować) i to o pewnej wyjątkowej na tle innych języków właściwości. Chodzi mianowicie o to, że nawet bez pomocy z zewnątrz powstają one spontanicznie w relatywnie krótkim czasie. Dają zatem unikalną możliwość obserwacji procesu lingwogenezy, który w przypadku języków mówionych może być tylko przedmiotem wątpliwych, jeśli nie całkiem fantastycznych hipotez. Red. Goc pisała kiedyś w TP o wiosce głuchych na Bali, ale takich "wiosek" (względnie izolowanych społeczności, gdzie głuchota staje się populacyjną normą, zwykle w wyniku endogamii) jest więcej. W beduińskiej Al-Sayyid w Izraelu powstały niewiele ponad 70 lat temu język migowy zaczął zanikać. To tak, jakby biolog mógł w ciągu jednego życia - prawda, że długiego - obserwować kompletny przebieg ewolucji gatunku od początków specjacji do wymarcia. Absolutnie fascynujące, moim skromnym zdaniem. Spontaniczne powstawanie takich języków jednak bardzo wzmacnia hipotezę Chomsky'ego. Z argumentami Everetta, o którym w TP też chyba już pisano, jest jeden, ale zasadniczy problem. Swoje hipotezy opiera na obserwacjach języka, znanego jako rodzimy 200-300 członkom ludu Pirahã oraz jemu samemu i może jeszcze paru innym badaczom. Nie wątpię, ze dogaduje się bez trudu, ale jaki jest zakres tej komunikacji? Wątpię, żeby choć w przybliżeniu przypominała ona językową interakcję pomiędzy członkami grupy, też pewnie nie za bardzo zróżnicowaną i intensywną, skoro mieszkają na stosunkowo niewielkim terytorium, dzieląc ten sam, prosty tryb życia. Gdyby jakiś zagraniczny badacz chciał opisać język polski wyłącznie na podstawie materiału zebranego w podobnym środowisku, to może też nie doszukałby się rekursji. ;) Czemu Pirahã mieliby być wyjątkiem na tle innych ludów Amazonii, w tym kilkudziesięciu mogących słuchać Słowa Bożego (lub czytać je) we własnym języku? Bez podstawowego mechanizmu umożliwiającego generowanie praktycznie nieskończonej liczby zdań, trudno sobie wyobrazić przekład Biblii, nieprawdaż? Gramatycy zajmujący się greką klasyczną do dziś nie doszli do porozumienia w kwestii istnienia w tym języku kategorii czasu. Nie bardzo wiadomo, czy rację mają tradycyjne gramatyki węgierskie, podające wzorce odmiany przez 18 (chyba) przypadków, czy też, jak uważają nowsi badacze i jeden znany mi osobiście Wegier, żadnych przypadków w węgierskim nie ma - przynajmniej nie w takim rozumieniu, jaki europejskie językoznawstwo przejęło z gramatyk łacińskich. Kończąc bliższym przykładem: ilu Polaków na pytanie, ile rodzajów gramatycznych jest w języku polskim, odpowie prawidłowo, że pięć? A mówimy o językach używanych przez stulecia, przez miliony ludzi i we wszystkich możliwych zastosowaniach, a nadto udokumentowanych w bogatym piśmiennictwie. Jak na takim tle odnieść się do kategorycznych twierdzeń eks-misjonarza, który ewidentnie poległ na próbie wytłumaczenia Biblii Indianom? ;)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]