Reklama

Ładowanie...

W Rosji coraz łatwiej zostać „agentem zagranicznym”

W Rosji coraz łatwiej zostać „agentem zagranicznym”

w cyklu ROSYJSKA RULETKA
01.12.2022
Czyta się kilka minut
ROSYJSKA RULETKA | Kreml nie tylko straszy i tropi współczesnych „wrogów ludu”. Ale też przygotowuje słodkie konfitury dla tych, którzy zechcą mu służyć.
Świętowanie na Placu Czerwonym w Moskwie po ogłoszeniu przez Kreml aneksji czterech ukraińskich regionów, 30 września 2022 r. / FOT. Alexander NEMENOV / AFP)/EASTNEWS
W

W czasach Stalina stosowano kategorię „wroga ludu” – to było jak wyrok, wróg ludu wypadał poza margines społeczeństwa, tracił wszystko, często także życie. W czasach Putina stosuje się wykluczającą kategorię „agenta zagranicznego”. Osoby fizyczne i prawne wpisane przez ministerstwo sprawiedliwości na listę wylatują ze sfery życia publicznego. Władze Rosji w warunkach nieogłoszonej wojny ustanowiły podział na tych, co grają w drużynie „błagonadiożnych”, i tych, co kombinują coś w interesach obcych państw, a więc są z definicji podejrzani.

Kim jest „agent zagraniczny”

Przepisy ustanawiające status „agenta zagranicznego” wprowadzono w 2012 r., zaostrzono w 2019 r., wtedy stosowano je oszczędnie. Natomiast rok temu – na początku zmasowanych przygotowań do inwazji na Ukrainę – władze Rosji przystąpiły do szczodrego obdarzania łatką „agenta” tych, których głowy wystawały jeszcze ponad powierzchnię bagna. Bazyliszkowe oczy aparatu przymusu skierowano w szczególności na dziennikarzy i media, organizacje pozarządowe, artystów. Po dziewięciu miesiącach wojny rosyjskie władze doszły do wniosku, że należy jeszcze mocniej przykręcić śrubę. 1 grudnia wchodzi w życie nowa ustawa: „O kontroli działalności osób, znajdujących się pod wpływem zagranicy”. Jak pisze portal Meduza.io, na akceptację Rady Federacji i podpis prezydenta czeka też ustawa, wnosząca odpowiednie poprawki do czterdziestu ustaw federalnych, które ostatecznie uczynią „agentów zagranicznych” obywatelami drugiej kategorii.

Wśród licznych zakazów i zobowiązań dotyczących działalności „agentów zagranicznych” zwracają uwagę ograniczenia w dziedzinie publikacji czy zajmowania stanowisk, a także taki zapis: „agent zagraniczny nie może być organizatorem imprezy publicznej, nie może prowadzić działalności edukacyjnej w państwowych placówkach i uczelniach”. Agent nie może być ekspertem ani członkiem komisji do spraw różnych, wypracowujących koncepcje, rozważane potem przez odpowiednie ciała. Bo decydenci nie mogą znaleźć się pod wpływem ośrodków zagranicznych. Nie ma mowy o finansowaniu z zagranicy. Osoba uznana za „agenta zagranicznego” nie może uczestniczyć w publicznych dyskusjach ani wyrażać swych opinii w mediach i internecie, powinna trzymać się na dystans od wszelkich kampanii wyborczych i partii politycznych. Zapisy ustawy rozszerzają możliwości blokowania stron internetowych, na których mogą pojawić się publikacje niespełniające warunków (np. brak odpowiedniego opisu, że to artykuł „agenta zagranicznego”). Za naruszenie tych przepisów grozi odpowiedzialność karna. Jednym słowem: „agent zagraniczny” nie może mówić, nie może działać, nie może pisać.


ROSYJSKA RULETKA: CZYTAJ CO TYDZIEŃ AUTORSKI CYKL ANNY ŁABUSZEWSKIEJ >>>


Zwraca uwagę niejasne sformułowanie, dające podstawę do uznania człowieka czy organizacji za „agenta zagranicznego”. Wcześniej była mowa o kryterium otrzymywania środków finansowych z zagranicy, teraz wystarczy „znajdować się pod wpływem zagranicy”. Co to dokładnie znaczy? A, to się zobaczy. Podejrzani będą również wszyscy „afiliowani” z „agentem zagranicznym”. I ta formuła jest rozmyta i stwarza duże pole do popisu dla kontrolerów i egzekutorów.

Lista ministerstwa sprawiedliwości obejmuje 493 „agentów zagranicznych” – to osoby fizyczne, media i organizacje. Na podstawie nowej ustawy ministerstwo będzie mogło podać do publicznej wiadomości dane personalne „agentów”, nie tylko imię, nazwisko, datę urodzenia, ale także indywidualny numer konta ubezpieczeniowego czy indywidualny numer podatnika. Prawnik Siergiej Markow zwraca uwagę, że nowe przepisy nie ograniczają prawa do zmobilizowania „agenta zagranicznego” i wysłania go na front.

„Agentami zagranicznymi” są m.in. internetowa telewizja Dożd’, portal Meduza, dziennikarze Julia Łatynina, Katerina Gordiejewa, politolodzy Walerij Sołowiej i Fiodor Kraszeninnikow, opozycyjny polityk Garri Kasparow (od lat na emigracji), prawnik Ilja Nowikow, artyści Andriej Makariewicz (frontman zespołu Maszyna Wriemieni), Maksim Gałkin (parodysta, satyryk, mąż Ałły Pugaczowej, która otwarcie wystąpiła w jego obronie). Przed likwidacją łatkę „agenta zagranicznego” przypięto stowarzyszeniu Memoriał.  

Propaganda Putina i matki żołnierzy

Kreml jednych straszy i stygmatyzuje, a innych próbuje przyciągać. W ostatnich dniach zauważalna jest tendencja w oficjalnym przekazie medialnym ze strony władz – więcej o sprawach społecznych, mniej (lub zgoła nic) o wojnie. Władimir Putin zapewniał w swoich wystąpieniach, że należy przestrzegać praw obywatelskich zagwarantowanych konstytucją, zapowiedział wydatną pomoc dla rodzin, których dochody spadły z powodu inflacji, rozmawiał z matkami żołnierzy, którzy zginęli na froncie. To ostatnie wydarzenie spotkało się z dużym zainteresowaniem mediów ze względu na wyjątkową oprawę i skład. Prezydent podjął kobiety w rezydencji w Nowo-Ogariowie w obecności ekip telewizyjnych. Można więc było przyjrzeć się uważnie uczestniczkom. Dociekliwi komentatorzy szybko ustalili, że w rolę „matek żołnierzy” wcieliły się aktywistki proputinowskiego Frontu Narodowego, urzędniczki niższych szczebli z różnych regionów oraz sprawdzone funkcjonariuszki Federalnej Służby Ochrony. Przedstawicielek zmarginalizowanych organizacji matek żołnierzy (m.in. działającego prężnie w czasie wojen czeczeńskich Komitetu Matek Żołnierzy) na spotkanie nie zaproszono. W tym sprawdzonym gronie Putin mówił o tym, jak pięknie jest zginąć za ojczyznę itd., a przy okazji skrytykował gnijącą Europę za „niezliczone gendery i transformatory”.


ATAK NA UKRAINĘ: CZYTAJ NA BIEŻĄCO W SERWISIE SPECJALNYM >>>


A ta „gnijąca Europa” ciągle tylko knuje i knuje, np. chce postawić rosyjskich autorów „specjalnej operacji wojskowej” przed międzynarodowym trybunałem za zbrodnie wojenne. W telewizyjnych show prowadzący i eksperci zgodnie podjęli wątek. W skrócie przekaz do ludności jest taki: po pierwsze żadnej Hagi nie będzie, bo jak zaczniemy przegrywać, to odpalimy bombę atomową i zamienimy świat w popiół; po drugie, Zachód – w razie przegranej Rosji – będzie chciał pociągnąć do odpowiedzialności wszystkich Rosjan tylko za to, że są Rosjanami, a więc, drodzy rodacy, wszyscy musimy chwycić za broń i nie możemy dopuścić do porażki, bo wszystkich nas posadzą na ławie oskarżonych. Zagrzewanie do walki to bardzo ciekawy trend propagandowy, wcześniej nieobecny na telewizyjnych salonach.

Kto zechce służyć Kremlowi

Władze nie tylko straszą i nie tylko tropią „agentów zagranicznych”, przygotowują też słodkie (ich zdaniem) konfitury dla tych, którzy zechcą im służyć. Ministerstwo kultury zatwierdziło priorytety dla kinematografii na rok 2023.  Jeśli twórca chce dostać dofinansowanie od państwa, to powinien zająć się następującymi tematami: 1. neokolonialna polityka państw „anglosaskiego świata” (sic!); degradacja Europy, formowanie wielobiegunowego świata; 2. popularyzacja służby w Siłach Zbrojnych Federacji Rosyjskiej; jednoczenie społeczeństwa wokół wsparcia dla armii; podniesienie prestiżu zawodowego żołnierza na przykładach z historii; 3. filmy historyczne (w tym o rozwoju Dalekiego Wschodu i o Małorosji jako historycznej rosyjskiej krainie), lekcje historii, przeciwdziałanie fałszowaniu historii, pokojowa misja Rosji; 4. formowanie wartości na etapie dojrzewania (filmy dla młodzieży); 5. popularyzacja heroizmu rosyjskich żołnierzy podczas specjalnej operacji wojskowej. I wiele innych jak popularyzacja nauki, popularyzacja zawodu lekarza, Rosja jako stabilne, bezpieczne, współczesne państwo itd.

Rosyjski historyk i tłumacz Oleg Woskobojnikow napisał w komentarzu do okólnika ministerstwa: „To nie tylko zła wola kremlowskich górali (nawiązanie do wiersza Osipa Mandelsztama, w którym określił on tym mianem Stalina) czy deputowanych Dumy. Rosyjska kultura jest narcystyczna, znajdą się na pewno utalentowani ludzie, którzy zechcą zaczerpnąć pieniądze z budżetu, by zrealizować wyznaczone cele. I znajdą się widzowie. Miliony widzów. Potrzebujących samouspokojenia”.


https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosyjskaruletka

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]