Rosja: ile gazu w gwizdek?

O pożytkach płynących ze zbudowania gazociągu transbałtyckiego w Rosji i Niemczech mówi się od dawna. Mówi się ogólnikowo, mówi się na doraźny użytek polityczny, mówi się ku pokrzepieniu serc. Mówią politycy. Eksperci wolą dyskretnie milczeć. Bo nawet podpisany niedawno w Berlinie z pompą i w obecności głów państw list intencyjny w sprawie budowy rurociągu po dnie Bałtyku nie określa ani źródeł finansowania, ani kosztów (nieznane są one nawet w przybliżeniu, szacunki wahają się dyletancko od 3 do 7 mld euro), ani trasy, ani parametrów (poza przewidywaną długością i przepustowością), ani wykonawcy.
Czyta się kilka minut

To lista pobożnych życzeń, wyrażonych językiem propagandy, a nie ekonomii. Czy projekt zostanie z czasem napełniony treścią - to pytanie pozostaje na razie bez odpowiedzi. Racje ekonomiczne przemawiają za nim słabo, znacznie mocniej natomiast - względy polityczne. A to właśnie one w wykonaniu zdeterminowanej ekipy prezydenta Putina mogą przeważyć nad rachunkiem ekonomicznym, którego żadna z umawiających się stron nie przeprowadziła. W każdym razie publicznie nic o tym nie mówi.

Dostawy gazu są w strategii rosyjskich elit instrumentem politycznym. Gazowy monopolista Gazprom jest w rękach Kremla (i posłusznych mu zauszników, posadzonych w zarządzie firmy) potężnym narzędziem, które w perspektywie kilku lat ma odwojować utracone w chwili słabości wpływy. Przytomni uczestnicy jednej z rosyjskich list dyskusyjnych zadawali pytania, kto sfinansuje “polityczną rurę" i sami próbowali znaleźć odpowiedź. “Niemieckie banki nie dadzą złamanego centa, jeśli nie będą miały twardych gwarancji. Gwarancji na takie kwoty mogą udzielić tylko rządy. Rząd w Niemczech się zmienia. Zresztą tam nawet nikt się nie zająknie o finansowaniu dętych politycznych projektów. Bo pieniądze banków to pieniądze ich klientów, a zatem obywateli, a zatem wyborców. Pozostaje Rosja - tu nikt nie pyta klientów banków o celowość ładowania pieniędzy w błoto, jeśli taki idzie prikaz z góry".

Jeśli więc gazociąg transbałtycki powstanie, będzie to triumf rachunku politycznego nad trzeźwością gospodarczą. Na razie jeszcze nikt nie policzył, czy i komu się to opłaci.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2005