Ratunek dla euro przed niemieckim sądem

Niemcy, ten europejski „prymus”, oraz unijna „komisarz ds. oszczędności”, czyli kanclerz Angela Merkel, stanęli w obliczu kolosalnego blamażu, o skutkach trudnych do przewidzenia.
Czyta się kilka minut

A cios przyszedł z nagła i niespodziewanie: jeszcze pod koniec minionego tygodnia wydawało się, że w zmaganiach o ratowanie euro wszystko idzie całkiem nieźle, przynajmniej zważywszy na okoliczności.

Niemal w ostatniej minucie udało się osiągnąć kompromis między chadecko-liberalną koalicją rządową Angeli Merkel a czerwono-zieloną opozycją: w zamian za pewne ustępstwa ze strony Merkel (zwłaszcza za obietnicę, że jej rząd będzie zabiegać o wprowadzenie w strefie euro podatku od transakcji finansowych – jego zwolennicy mają nadzieję, że taki podatek choć częściowo ukróci spekulacje na rynkach finansowych, wymierzone np. w niektóre kraje), niemieccy socjaldemokraci i Zieloni zgodzili się poprzeć w parlamencie ratyfikację paktu fiskalnego. W Niemczech do ratyfikacji tego sztandarowego projektu pani Merkel – mającego stanowić jeden z fundamentów unijnej strategii antykryzysowej – potrzeba dwóch trzecich głosów, głosy przynajmniej części opozycji były więc konieczne. SPD i Zieloni zgodzili się również poprzeć ratyfikację Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego – nowego unijnego funduszu antykryzysowego, opiewającego na 500 mld euro i mającego wejść w życie 1 lipca; to kolejny antykryzysowy filar Unii.

Założenie było takie, aby niemiecki parlament ratyfikował obie umowy pod koniec tego tygodnia, tuż przed kolejnym szczytem Unii, na którym tematem numer jeden będzie ponownie ratowanie strefy euro. Byłby to sygnał polityczny, że Niemcy, najsilniejsza gospodarka Unii, są nadal gotowe i zdolne wspierać politycznie ratowanie euro. Byłoby to też istotne wsparcie dla pani kanclerz i jej linii antykryzysowej w sytuacji, gdy w Brukseli dojdzie na pewno do sporu między nią a zwolennikami „popuszczania pasa”, na czele z prezydentem Francji François Hollande’em.

Ale gdy już-już wydawało się, że wszystko będzie dobrze, nastąpiło trzęsienie ziemi: postkomunistyczna Partia Lewicy – najmniej liczna partia w Bundestagu, o coraz mniejszym znaczeniu – postanowiła obalić Europejski Mechanizm Stabilizacyjny i zwróciła się do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności tej umowy z ustawą zasadniczą Niemiec. Nawet jeśli Trybunał się pospieszy i nawet jeśli wyda na koniec pozytywny werdykt, postępowanie potrwa zapewne wiele tygodni – i do tego czasu prezydent Gauck nie złoży, na prośbę Trybunału, swego podpisu pod ratyfikacją. Znamienne, że to właśnie niemiecka skrajna lewica (w ostatnim czasie pogrążająca się w sporach personalnych i tracąca masowo wyborców) postanowiła zakwestionować rolę Niemiec w Europie.

Nie wiadomo, jaką decyzję podejmie Trybunał. Wiadomo za to, że Europejski Mechanizm Stabilizacyjny miał zacząć działać od 1 lipca, otwierając swój „parasol ochronny” nad zagrożonymi krajami. Co nie jest tylko teorią: pomocy potrzebuje Hiszpania, kolejnym kandydatem jest Cypr; być może także Włochy będą musiały poprosić o kredyty ratunkowe.

Jeśli Trybunał zastopuje ratyfikację, skutki mogą być dramatyczne – z krachem strefy euro włącznie. Wtedy Niemcy stanęłyby autentycznie pod pręgierzem – i to z powodu garstki nieodpowiedzialnych (post)komunistycznych heretyków.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 27/2012