Ta powódź jest inna i zaskakująca z jednego powodu. By o nim opowiedzieć, potrzebny jest bardzo krótki wstęp, składający się z oczywistych oczywistości.
Tutejsza polityczna codzienność jest do przewidzenia przez każdego. Mądrego i głupiego. Oto od lat wielu nie trzeba żadnej przenikliwości, by wiedzieć, jak będą wyglądać wszystkie polityczne akcje i na nie reakcje. Znamy na pamięć wszystkie epitety i porównania. Nazwiska europejskich i azjatyckich zbrodniarzy ostatniego stulecia już od dawna mamy przypisane do konkretnych dzisiejszych aktywności i dzisiejszych polityków, polskich i europejskich, do grup ludzi i do partii. Ponieważ wszystko już zostało porównane do wszystkiego, co najgorsze, można by już nie porównywać. To pomysł teoretyczny, praktyka zaś oparta jest na odczuwaniu przyjemności wynikłej z porównywania bliźniego do zbrodniarza. Porównywanie ludzi do najmroczniejszych postaci historycznych jest łatwe, proste i przyjemne, a przyjemności – jak wiemy – uzależniają. Zwłaszcza przyjemności wynikające ze sprawiania przykrości. Porównanie kogoś do Stalina bądź Hitlera daje takoż satysfakcję dlatego, że świadczy i o erudycji, i o oczytaniu, o znawstwie, a być może i o ukończeniu z wyróżnieniem polskich studiów wyższych, albo o swobodnym obracaniu się w kręgach intelektualnych.
Poza tymi dość odrażającymi zabawami, których – jako się rzekło – powtarzalność nikomu nie wadzi, które nikomu się nie nudzą, nikogo nie męczą, nikt się ich takoż nie wstydzi, mamy do czynienia ze zjawiskiem towarzyszącym, rzecz jasna opisanym po wielokroć. Idzie nam tu o pełną osobność i podział. Nie będziemy tego rozwijać, każdy w Polsce świetnie zna problem polsko-polskiej wojny i okropnego podzielenia. I to by było na tyle, jeżeli chodzi o przypomnienie i naszkicowanie krajobrazu, w którym znienacka wzbierają gwałtownie polskie rzeki, a woda zalewa miasta i wioski.
W krajobrazie polskiej polityki widać w tym ciężkim czasie oczywiście wszystko, co stare, ale jest i widok nowy. Ze starych – wymieńmy je, ziewając: rząd mimo powodzi realizuje niemieckie interesy, a dzisiejsza opozycja rosyjskie. I to by było na tyle, gdyby nie coś nowego, wcale nie małego, a jest to zbiornik o nazwie Racibórz Dolny, dzięki któremu – pomijając tu wielką ofiarność ludzi – ocalał Wrocław i kilka innych miast. Czemu nagle zajęliśmy się technologią spłaszczania fali powodziowej? Otóż ten gigantyczny, suchy na co dzień zbiornik przeciwpowodziowy ma, jak czytamy, blisko 27 km kwadratowych i pojemność 185 milionów metrów sześciennych i podczas tej powodzi bardzo udatnie zadebiutował.
Powstawał od 2001 r., dzięki ówczesnej decyzji Sejmu. Sprawdziliśmy: przeciwko budowie głosowało pięć osób, AWS wtedy gasła, większość miał SLD, mniejszościowym rządem kierował J. Buzek, prezydentem był A. Kwaśniewski. Potem rząd J. Kaczyńskiego zdobył pożyczkę z Banku Światowego, dołożyła się Unia Europejska. Budowę rozpoczęto w 2013 r., gdy premierem był D. Tusk. Budowlę skończono w 2020 r., gdy premierem był M. Morawiecki, zbiornik ruszył za Tuska. Trzeba zatem powiedzieć – bardzo ciężko to wykrztusić, bo człowiekowi puchnie gardło – że rodacy zrobili coś razem i to coś, nie dość, że jest niemałe, a wręcz ogromne, to się udało, zadziałało i się sprawdziło.
Sami jesteśmy zaskoczeni, że napisało nam się to, co powyżej. Rozejrzawszy się ostrożnie, czy ktoś tego nie czyta, zauważyliśmy – i to nas uspokoiło – że o zbiorniku raciborskim wszyscy mówią półgębkiem i jakby ze wstydem, bo rzeczywiście to niefajne, że powstał wspólnymi siłami.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















