Przełom

Kilka razy w tygodniu o świcie przed budynkiem w Tel Awiwie przy ulicy Chaima Soutine'a ustawia się długa kolejka. Stoją w niej głównie ludzie młodzi, których rodzice czy dziadkowie urodzili się w Polsce, i którzy chcą uzyskać czy też potwierdzić posiadanie obywatelstwa polskiego. I nie kieruje nimi tylko pragmatyzm.

20.06.2004

Czyta się kilka minut

Wiele lat temu, na posiedzeniu zarządu jednej z kilkudziesięciu działających w Izraelu organizacji zwanych żartobliwie “ziomkostwami" (zrzeszających dawnych obywateli II Rzeczypospolitej), jeden z obecnych zaproponował nawiązanie kontaktu z miastem na Zamojszczyźnie, z którego pochodzili zebrani. “Nas tam już nie ma - mówił - ale powinniśmy się postarać, by młode pokolenie naszego rodzinnego miasta wiedziało, że tam byliśmy i nasi ojcowie wnieśli wkład w jego rozwój".

Prócz wnioskodawcy nikt pomysłu nie poparł. Spotkanie odbyło się kilka dni po tym, jak jedna z hebrajskich gazet omówiła książkę Ireny Maciejewskiej “Męczeństwo i zagłada Żydów w zapisach literatury polskiej" (Warszawa 1988), w której znalazły się fragmenty pisanego w latach 1940-42 i wydanego w 1958 r. “Dziennika z lat okupacji Zamojszczyzny", autorstwa lekarza ze Szczebrzeszyna Ludwika Klukowskiego.

Pod datą 8 sierpnia 1942 r. Klukowski pisał: “Przez cały dzień, od południa chodzą po mieście żandarmi, gestapowcy, żołnierze z Sonderdienstu, policjanci granatowi, woźni z magistratu, członkowie Judenratu, milicjanci żydowscy, wyszukują po domach Żydów, wyciągają ich z rozmaitych kryjówek i pędzą do hali. (...) Woźni z magistratu wywożą pozostawione rzeczy i ukryte towary. Widziałem fury naładowane workami i tobołami z najrozmaitszymi rzeczami. Jednak większość Żydów ukryła się tak, że znaleźć ich nie mogą. Sporo ludności polskiej, zwłaszcza chłopaków, gorliwie pomaga przy wyszukiwaniu Żydów".

O czym mieli rozmawiać uratowani z tego miasteczka i innych podobnych, z dziećmi tych gorliwie pomagających hitlerowcom “chłopaków"?

Emigracja

Od tamtych wydarzeń minęło całe pokolenie. “Policjanci granatowi i woźni z magistratu" w Szczebrzeszynie należą już do bezpowrotnej przeszłości, a “chłopcy", którzy pomagali gestapowcom, są - o ile nie zmarli - panami w podeszłym wieku, którym życie dało niejedną okazję zastanowienia się nad ówczesnym postępowaniem.

Zmieniły się też pokolenia po stronie żydowskiej. Jeśli niektórym ściganym wtedy Żydom w różnych Szczebrzeszynach, rozsianych na umęczonej ziemi polskiej, udało się ujść hitlerowcom i pogoni “chłopaków", to dziś albo są już w świecie, w którym panuje powszechna sprawiedliwość i dobroć, albo stoją u jego progu. Dlatego coraz mniej jest miejsca na żale, a coraz więcej na ciekawość, pchającą do poznania świata, w którym żyli ojcowie.

Trzy fale emigracji z Polski do Izraela miały miejsce w latach 1945-48, 1956-57 (“emigracja gomułkowska") i po marcu 1968 r. Opuszczający Polskę jej obywatele zabierali często bagaż bólu i goryczy.

Emigrantom z pierwszej fali towarzyszyło uczucie, że żyją na wielkim cmentarzysku swoich najbliższych. Nie mogąc tego znieść, chcieli uciec jak najdalej. Krwawym dopingiem był pogrom antyżydowski w Kielcach w 1946 r., którego zakulisowe sprężyny nie zostały do dziś ujawnione w pełni. I choć w PRL - jak we wszystkich państwach komunistycznych - obowiązywał zakaz emigracji ludności, władze PRL przymykały oczy na wyjazd Żydów z Polski, zarówno ten samorzutny, jak i ten organizowany przez ugrupowania syjonistyczne jeszcze działające legalnie.

Bodźcem do drugiej fali emigracji było rozczarowanie tych, którzy mimo wszystko los związali z Polską - w przekonaniu, że porządek ustanowiony przez komunistów położy kres antysemityzmowi i nigdy więcej nie usłyszą słowa “Żyd" jako obelgi. Ale gdy nadeszły dni “październikowej odwilży" w 1956 r., w ramach wewnętrznych rozgrywek w rządzącej PZPR znów sięgnięto do argumentu, że “wszystkiemu winni są Żydzi". Grupa działaczy partyjnych rzuciła hasło o konieczności “narodowego uregulowania kadr", czyli pozbycia się Żydów. Kilkadziesiąt tysięcy z nich wyemigrowało - głównie do Izraela, który był jedynym państwem przyjmującym bez żadnych ograniczeń żydowskich imigrantów.

Ale Żydzi są narodem upartym i mimo pokazania im drzwi przez władze komunistyczne pewna część uznała, że ich ojczyzną pozostanie Polska, nawet jeśli nie są w niej mile widziani. Minęło jednak 10 lat i w marcu 1968 r. mające kolejne kłopoty komunistyczne władze PRL znalazły tradycyjnego “kozła ofiarnego". Nastąpiła pamiętna banicja Żydów.

Katharsis

Od tamtych czasów minęło wiele lat, których upływ stępiał ostrze bólu. Niemały wpływ na ten proces miał także fakt, że z upływem lat zmieniały się pokolenia: dla dzieci powojennych żydowskich emigrantów (nawet jeśli urodzili się w Polsce i wyjechali jako dzieci) ból rodziców tracił ostrość.

Z kolei dla ich dzieci - trzeciego już pokolenia emigrantów - były to dzieje niemal prehistoryczne, do których w najlepszym wypadku odnosili się jak do innych wydarzeń w dziejach ich narodu, z którymi zapoznawali się w szkole. A więc zbiorowego doświadczenia narodu, które legło u podstaw dążenia do umocnienia swego państwa.

Z upływem lat kontury doznanych krzywd zacierały się, a górę brać zaczęły jaśniejsze wspomnienia, czyli lata dzieciństwa i młodości. Toteż w Izraelu notowano niezwykłe zjawisko: rosnącej nostalgii. Zewnętrznym jego wyrazem była niesłychana popularność działającej w Tel Awiwie Księgarni Polskiej, gdzie można kupić książkę w języku na co dzień coraz rzadziej używanym, ale mającym ciepły kąt w świadomości i sercu.

Zmiany w Polsce po 1989 r. były także zadośćuczynieniem i satysfakcją dla “Polaków izraelskich", czyli Żydów pochodzących z Polski. A dodatnim katalizatorem stał się wstrząs, którego dokonało w Polsce ujawnienie po 60. latach wydarzeń w Jedwabnem. Same te wydarzenia z okresu hitlerowskiej okupacji, jednego z najtragiczniejszych w dziejach Polski, nie były dla Izraelczyków polskiego pochodzenia rewelacją. Sensacją i czymś jakościowo nowym był natomiast sposób, w jaki ustosunkowała się do nich polska opinia publiczna.

Wielu “Polaków izraelskich" boleśnie odczuło bowiem nie tylko haniebne wyczyny różnych łajdaków - od szmalcowników podczas okupacji, przez durniów wychwalających Hitlera za “oczyszczenie Polski z Żydów", po organizatorów antyżydowskich awantur w 1968 r. Najbardziej bolesne było nastawienie znacznej części polskiej opinii. Podczas gdy wielu polskich “Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata" latami starało się ukryć przed otoczeniem fakt, że podali dłoń Żydom ściganym przez śmiertelnego wroga Polski, nie słychać było, by swe wypowiedzi odwoływali ci, którzy z aprobatą mówili w “epoce pieców" o “oczyszczaniu Polski z Żydów". Przemilczanie zbrodni bywa wyrazem jej aprobaty, a to jest często boleśniejsze niż sama zbrodnia, dokonana przecież przez wroga.

Dlatego wstrząs, jakim było w Polsce przypomnienie Jedwabnego i następnie ogólnopolska debata, stały się punktem przełomowym w relacjach żydowsko-polskich.

Przebieg tej debaty w Polsce był szeroko relacjonowany w prasie izraelskiej i choć zdarzały się głosy zgrzytliwe (odbiegające nie tylko od historycznej prawdy, ale kolidujące z elementarnym wymogiem szacunku i zachowania powagi wobec śmierci niewinnych), to nie one określiły stosunek społeczeństwa izraelskiego do tej sprawy.

Polityka i ludzie

Probierzem przełomu i ogromnych zmian, jakie zaszły w nastawieniu dzieci oraz wnuków tych, którzy ponad 20 lat temu nie chcieli poprzeć wniosku o nawiązanie kontaktów z miastem na Zamojszczyznie, są nie tylko liczne głosy, które na temat spraw związanych z Polską odzywają się na łamach prasy izraelskiej. Sygnałem zmiany jest również kolejka, która kilka razy w tygodniu ustawia się wczesnym świtem przed budynkiem w Tel Awiwie przy ulicy imienia wielkiego francuskiego malarza pochodzenia żydowskiego Chaima Soutine’a.

Mieszczą się tam biura konsulatu Rzeczypospolitej Polskiej. W kolejce przeważają ludzie młodzi, których rodzice czy dziadkowie urodzili się w Polsce, i którzy interesują się możliwością uzyskania czy potwierdzenia posiadania obywatelstwa polskiego.

Powie ktoś, że chęć posiadania czy odzyskania polskiego paszportu po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej nie może być traktowana jako krok bezinteresowny, lecz że to wyraz pragmatyzmu (biorąc pod uwagę ułatwienia, jakie taki paszport stwarza). Faktem jednak jest, że kolejek takich nie ma w Izraelu przed konsulatem żadnego innego kraju należącego do Unii.

Przy tym staranie o odzyskanie obywatelstwa polskiego świadczy co najmniej o tym, że nie może być mowy o powściągliwym czy niechętnym stosunku do państwa, którego obywatelem pragnie się być. W oficjalnych polskich kołach w Izraelu ocenia się zresztą bardzo pozytywnie zainteresowanie Izraelczyków o polskich korzeniach zacieśnieniem ich stosunków z ojczyzną przodków, bo oznacza to powstanie znacznego propolskiego lobby.

Na zacieśnienie oficjalnych i nieoficjalnych stosunków polsko-izraelskich we wszystkich niemal dziedzinach wpłynęło też zbliżenie polsko-amerykańskie (“przyjaciele moich przyjaciół są moimi przyjaciółmi") i udział Polski w wojnie z Saddamem, który nie tylko deklarował, że zetrze Izrael z powierzchni ziemi, ale czynił w tym kierunku realne wysiłki, od budowy reaktora atomowego po finansowanie w ostatnich latach palestyńskich zamachów samobójczych.

Godzi się jednak podkreślić, że niezależnie od tej płaszczyzny międzypaństwowej następuje ciągłe zacieśnienie relacji między narodami obu państw. Przy czym szczególnie odnosi się to do tej części społeczności izraelskiej, której korzenie przez wiele wieków tkwiły w ziemi polskiej.

Przykłady? “Mój Boże - wzdycha wysoki urzędnik konsulatu polskiego w Tel Awiwie - jest ich tak wiele i z każdym dniem stają się tak powszechne i niemal banalne, że trudno wyodrębnić je z codzienności".

"Do kraju tego..."

Przyczynkiem do tego zdania była rozmowa, którą odbyłem przed konsulatem RP z przypadkowo spotkanym 30-latkiem. Zapytany, po co idzie do konsulatu, odparł, że chce wyjaśnić, czy może starać się o przywrócenie (bądź nadanie) obywatelstwa polskiego. Jego matka przyjechała do Izraela w 1951 r. z Polski jako 5-letnie dziecko, a więc miała obywatelstwo. On sam urodził się w Izraelu. Teraz przeczytał w prasie, że w stosunku do takich jak on istnieje możliwość uzyskania obywatelstwa RP.

Gdy podczas naszej rozmowy okazało się, że jego ojciec pochodził z Belgii, zapytałem, dlaczego ubiega się o obywatelstwo polskie, a nie belgijskie. “Nie wiem i nie potrafię tego wytłumaczyć - odparł. - Ale z krajem urodzenia matki czuję się bardziej związany niż z krajem pochodzenia ojca". Po chwili namysłu dodał: “Może dlatego, że jej polskie korzenie były o wiele głębsze i starsze niż belgijskie korzenie ojca. Mama wspominała, że jej rodzina mieszkała tam od stuleci. A rodzina ojca przyjechała do Belgii po I wojnie światowej"...

Aleksander Klugman (ur. 1925 w Łodzi), więzień Oświęcimia, od 1957 roku mieszka w Izraelu. Publicysta i pisarz, autor kilkunastu książek w języku polskim i hebrajskim oraz słowników polsko-hebrajskich. Członek-założyciel Fundacji Polonica w Ziemi Świętej. Stale współpracuje z “TP".

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2004