Reklama

Proszę państwa, organizujmy się

Proszę państwa, organizujmy się

19.06.2007
Czyta się kilka minut
Strzegowa /Fot. WOJCIECH PRAŻMOWSKI / Imago Mundi / visavis.pl
M

MAGDA DOBRANOWSKA-WITTELS: - Program PHARE "Inicjatywy lokalne na rzecz rozwoju społeczno-ekonomicznego" miał pobudzić współpracę terytorialną i rozwój lokalnych przedsięwzięć. Jest Pani zadowolona z jego rezultatów?

GRAŻYNA GĘSICKA: - Program był idealistyczny - zakładał, że fachowcy w zakresie programowania lokalnego będą pracować w miejscowościach, gdzie, choć pojawiły się już zalążki inicjatyw, ludzie byli słabo zorganizowani. Inicjatywy miały się rozpędzić dzięki doradztwu konsultantów i zewnętrznemu wkładowi finansowemu. Wówczas, w połowie lat 90., PHARE nie wymagało jeszcze dofinansowania lokalnego, dzięki czemu program miał szanse powodzenia nawet w bardzo biednych gminach, które nie znalazłyby pieniędzy, by uzbierać swój wkład. Część instytucji, które wtedy powstały, do dziś dość prężnie działają, np. Fundacja Rozwoju Nidzicy "Nida", Działdowska Agencja Rozwoju, Fundacja Rozwoju Gminy Zelów, Fundacja Fundusz Lokalny Ziemi Biłgorajskiej. To były "rozsadniki" dobrych praktyk. Ten model interwencji nie był jednak kontynuowany przez kolejne rządy. Zabrakło instytucji centralnej, której pracownicy pojechaliby w teren i pracowali z ludźmi. Postawiono na pomoc inicjatywom lokalnym już istniejącym i skończyło się na tym, że tam, gdzie istniały stowarzyszenia czy fundacje, miał kto starać się o środki na rozwój; gdzie ich nie było, dalej nic się nie działo.

- Czy takie podejście można byłoby powtórzyć przy podziale funduszy strukturalnych przyznanych na lata 2007-13?

- Z wielkim trudem. Kilka lat temu, kiedy trzeba było wesprzeć gminy wiedzą czy pieniędzmi, taka praktyka była wręcz pożądana. W tej chwili traktowano by to jak wtrącanie się rządu w sprawy samorządu. Poza tym, to jednak powinna być inicjatywa spontaniczna, oddolna, obywatelska wspierana przez samorząd terytorialny i sieć instytucji pozarządowych, których nam przecież nie brakuje. Są jednak miejsca, gdzie inicjatywy lokalne nie powstają - 20 proc. samorządów nie wnioskowało dotychczas o żadne środki unijne! Z zasady. Czy jednak wszyscy muszą biec po pieniądze? Nie.

- Może jednak potrzeba jakiegoś impulsu?

- Jest takie powiedzenie: "Ogranicz potrzeby do zera, a świat legnie u twych stóp". Jeśli się nie ma żadnych ambicji ani wielkich potrzeb, łatwo być szczęśliwym. Być może niektórzy byliby niezadowoleni, gdyby zmuszano ich do wysiłku? W mojej historii zawodowej próbowałam już różnych form wspierania i nie animowałabym inicjatyw lokalnych na siłę, raczej pomagałabym tym, które same się zawiązują. Jeżeli lokalna społeczność nie ma potrzeby wspólnego działania, nie ma lokalnych liderów, trudno ją do tego zmuszać.

- Czy w planach Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, przede wszystkim dotyczących wykorzystania funduszy strukturalnych na lata 2007-13, jest miejsce na ponadbranżowe myślenie o społecznościach lokalnych?

- Jak najbardziej jest. Sporo pieniędzy przeznacza się na wspieranie partnerskich inicjatyw lokalnych w programie Kapitał Ludzki. Przy czym - trzeba pamiętać - dla nas integracja społeczna, w sensie samoorganizacji społecznej, nie jest celem samym w sobie. Tutaj często różnimy się z organizacjami pozarządowymi. Dla nas celem jest rozwój gospodarczy, spójność rozumiana jako wyrównywanie poziomu życia w różnych regionach, przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu. Czy będzie się to odbywało za sprawą instytucji publicznych, przedsiębiorców czy inicjatyw obywatelskich - to już kwestia instrumentów. Dlatego, gdy przedstawiciele trzeciego sektora pytają mnie: "A co będzie dla małych organizacji pozarządowych?", odpowiadam, że coś będzie, ale to nie jest pytanie do nas, bo dla ministerstwa ważne jest, co zrobić, by np. niepełnosprawni nie siedzieli w domu, tylko znaleźli się na rynku pracy. Jeżeli zapewnią im to organizacje pozarządowe - prężne, silne, zmotywowane - bardzo dobrze. Jeżeli to będzie przedsiębiorca, który stworzy usługę w postaci wykwalifikowanej pomocy społecznej - proszę bardzo. Jeżeli to jest organ publiczny, np. oddział PFRON - też dobrze.

- Pytanie stawiane w imieniu małych organizacji to przejaw troski o zapewnienie równego dostępu do środków.

- Dostęp jest równy. Nie chodzi przecież o organizowanie konkursów, w których środki zostaną podzielone między 3 tys. przedsiębiorców, 3 tys. organizacji pozarządowych i 3 tys. jednostek samorządowych, ale o to, by 10 tys. niepełnosprawnych znalazło pracę! Jak do tego dojdzie, zależy od dysponentów pieniędzy: PFRON-u, samorządów, resortu pracy - organizując konkursy, zdecydują, komu je powierzą.

- W krajach UE aktywizacja i rozwój małych społeczności są możliwe m.in. dzięki zapewnieniu im dostępu do tzw. środków ubogich, które finansują skromne działania na skalę kilku ulic czy osiedla. Taki model świetnie się tam sprawdza. Czy obecny, branżowy podział środków strukturalnych w Polsce nie zagraża lokalnym przedsięwzięciom?

- Mam nadzieję, że nie. Potrzebna jest ustawa, która - bez zbędnej biurokracji - umożliwiałaby przekazywanie pieniędzy na inicjatywy podejmowane przez mieszkańców. Gdyby takie prawo powstało, wówczas starczy, by ludzie z gminy się skrzyknęli dla przeprowadzenia jakiejś inicjatywy, wnieśli pomysł, pracę czy materiały, a pieniądze otrzymaliby na podstawie bardzo prostego formularza, bez aplikacji z setką załączników.

Myślenie, że razem coś dla siebie zbudujemy, jest we wspólnotach lokalnych bardzo trwałe: poczynając od odbudowy kraju po wojnie, budowy "tysiąca szkół na 1000-lecie państwa polskiego", po udział w "czynach społecznych". Część z nich na pewno była wymuszona, ale część dyktowała realna potrzeba, np. chęć wyrównania drogi: wójt dał walec, ktoś inny trochę pieniędzy i coś z tego powstało. To jest ten typ aktywności, który w Polsce przebija się z trudem, dlatego że instytucje są mocno zbiurokratyzowane.

- Łatwy dostęp wykorzystają gminy, w których ludziom będzie się chciało po nie sięgnąć, czyli tam, gdzie już istnieje pewien kapitał społeczny. Tymczasem Polska ma najniższy wskaźnik kapitału społecznego, co ignorują dokumenty dotyczące funduszy strukturalnych.

- Fundusze strukturalne służą rozwojowi gospodarczemu i spójności, a nie budowie obywatelskości, która jest jedynie instrumentem ważnym przy realizacji celu głównego.

- A kto powinien się tym zająć?

- Samo społeczeństwo.s Nie wyobrażam sobie odgórnego budowania kapitału społecznego.

Samorząd istnieje od zaledwie siedemnastu lat - tyle istnieje społeczeństwo, które jest wolne i może się organizować. Samorządność w innych krajach jest być może lepiej rozwinięta, ale by dobre praktyki w tym zakresie przenieść do Polski, potrzeba czasu. Inicjatywy lokalne powinny wynikać z zaufania, potrzeby wspólnego działania, pomagania sobie, a to trzeba zbudować. Mamy w Strategii Rozwoju Kraju na lata 2007-15 priorytet o nazwie "Budowa zintegrowanej wspólnoty społecznej i jej bezpieczeństwa", ale nie sądzę, by udało się wybudować tę wspólnotę na siłę.

- Nie zrzucam na władze centralne odpowiedzialności za zorganizowanie ludzi we wsi czy na osiedlu. Rządowi powinno jednak zależeć, by ludzie taką aktywność podejmowali.

- To się robi, np. przez akcje promocyjne w ramach programów Europejskiego Funduszu Społecznego. Na konferencje dotyczące EFS przyjeżdża po 500 osób z całego kraju, by się dowiedzieć, jakie będą środki, możliwości, kto zrobił jakie projekty. To samo dotyczy Programu Equal. To lepszy sposób niż wprowadzanie takiego tematu do "wielkiej polityki". Dość groteskowo wyglądałby marszałek Ludwik Dorn wychodzący na mównicę sejmową, by powiedzieć: "Proszę państwa, trzeba się samoorganizować"... To trzeba robić nienachalną metodą, uruchamiając środki, możliwości, pokazując dobre praktyki.

Rząd uruchamia różne programy: z EFS, z Funduszem Inicjatyw Obywatelskich, ale tak naprawdę niebagatelną rolę w promowaniu aktywnego społeczeństwa obywatelskiego odgrywają przede wszystkim władze lokalne. Badania od lat pokazują, że te instytucje rzadko zlecają swoje zadania organizacjom pozarządowym. Nie można tej sytuacji przedstawiać jako efektu słabej inicjatywy rządu, lepiej popatrzeć na to całościowo. Problem przecież w tym, że współcześnie nie mamy jako naród wykształconego obyczaju wspólnego działania na co dzień. Umiemy za to zjednoczyć się od święta albo w poczuciu zagrożenia. To trochę za mało dla zbudowania społeczeństwa obywatelskiego.

GRAŻYNA GĘSICKA jest doktorem socjologii. Zajmowała kierownicze stanowiska w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, Polskiej Fundacji Promocji i Rozwoju Małych i Średnich Przedsiębiorstw. W latach 1995-96 była zastępcą kierownika Programu PHARE "Inicjatywy lokalne na rzecz rozwoju społeczno-ekonomicznego".

MAGDA DOBRANOWSKA-WITTELS jest redaktorką portalu organizacji pozarządowych .

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]