Zgodnie z oczekiwaniami, prezesem TVP został Andrzej Urbański. O politycznym charakterze tej nominacji napisano już dość przy okazji odwołania Bronisława Wildsteina. Dla wielu zwolenników IV RP był to jej prawdziwy koniec, wszak poprzedni prezes uosabiał ten projekt silniej niż jakakolwiek postać ze świata polityki. Jednak nawet on nie zdołał spełnić oczekiwań władzy. Jakich? Wciąż dają się one sprowadzić do stanu jej obecności w "Wiadomościach", traktowanych jak magiczne lustereczko z bajki o Królewnie Śnieżce. Władza nie dość, że się w nim lubo przegląda, to ma jeszcze skłonność (jak to pokazał kiedyś w programie "Z refleksem" poseł Tadeusz Cymański) do mylenia swojego wizerunku w telewizji z polityką informacyjną rządu. Czego więc możemy się spodziewać? Pierwsze sygnały nowego - na dobre i na złe - zobaczymy właśnie w programach informacyjnych. Druga istotna dla TVP dziedzina - publicystyka - pozostanie pewnie w rękach Małgorzaty Raczyńskiej, którą Wildstein obarczał winą za największe klęski TVP pod poprzednim kierownictwem. Inną jakość mogłyby tu wykreować tylko nowe osobowości telewizyjne, bo dotychczasowe odeszły w uprzedzającym geście i świecą w innych stacjach, słusznie wyczuwając, że szkoda ich życia i wizerunku, by rzępolić na jednej nucie. Pocieszające jest to, że - o ile wierzyć deklaracjom - obecny prezes w odróżnieniu od poprzednika nie lubi czarno-białego obrazu świata, więc może TVP zrobi się znowu kolorowa od osobowości i tematów. Oby przed północą.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















