Prawosławna parafia w Szczecinie: jedna liturgia, wiele kultur

Cerkiew św. Mikołaja świętuje swoje 80-lecie. To jedna z najbardziej wielokulturowych parafii w Polsce. Krzyżują się tu losy Polaków, Ukraińców, Greków, Gruzinów, Rosjan i Białorusinów.
Czyta się kilka minut
Święto parafialne, wspomnienie Św. Mikołaja. Cerkiew św. Mikołaja w Szczecinie // materiały prasowe
Święto parafialne w Cerkiewi św. Mikołaja w Szczecinie // materiały prasowe

Trzy dekady temu losem ks. Pawła Stefanowskiego pokierował sen. Śniącym był ówczesny ordynariusz diecezji wrocławsko-szczecińskiej Jeremiasz Anchimiuk, późniejszy arcybiskup. 

– Opowiedział mi o swojej wizji. Wynikało z niej, że moim przeznaczeniem jest Szczecin. Wraz z żoną Olgą mieliśmy wtedy zupełnie inne plany związane z Nowym Jorkiem. Ona miała studiować tam bizantynologię, ja teologię. Arcybiskup cofnął zgodę na mój wyjazd do USA – wspomina duchowny. 

I tak marzenie senne biskupa pokierowało drogą młodego małżeństwa. 8 grudnia 1996 r. ks. Paweł przyjął święcenia kapłańskie we wrocławskiej katedrze, a w kilka dni później, 19 grudnia, w dniu święta parafialnego, po raz pierwszy uczestniczył w nabożeństwie w szczecińskiej parafii, którą kieruje do dziś. 

– Na początku szukałam centrum, tradycyjnego Starego Miasta i rynku, których Szczecin po prostu nie ma – mówi matuszka Olga Wasienko-Stefanowska, wspominając swoje pierwsze zderzenie z miastem. Rozmowę przerywa nam dzwonek. Matuszka zrywa się, by otworzyć drzwi, w których stoi jedna z parafianek. Szept kobiet nie dociera do nas zych uszów. 

Drewniany budynek stojący jakieś 20 kroków od cerkwi pełni podwójną funkcję – jest domem parafialnym i mieszkaniem Stefanowskich. Drzwi do niego są stale otwarte dla każdego. 

– Z zasady przychodzą do nas ludzie w potrzebie i nie mam na myśli wyłącznie potrzeb  materialnych. Ludzie mogą być szczęśliwi, ale biedni. Mogą być bogaci, ale nieszczęśliwi. Zazwyczaj jest jakiś dysonans, jakaś ukryta potrzeba – mówi matuszka Olga, wracając do rozmowy. – Mamy świadomość, że nasz dom ma właśnie im służyć. Zdecydowana większość odwiedzających nie przekracza tego progu po to, by podzielić się z nami energią do dalszej pracy. Tę siłę zazwyczaj musimy zdobywać sami – dodaje.

Moi rozmówcy przyznają, że trudno im oddzielić prywatność od obowiązków duszpasterskich. Stała dostępność sprawia, że parafianie chętnie szukają wsparcia u Stefanowskich. Widząc w nich zgrane małżeństwo i doświadczonych rodziców, łatwiej im zaufać i otworzyć się przed nimi. To jednak ma swoją cenę, którą – jak przyznają – płacą życiem rodzinnym. 

– Trudno powiedzieć, czy podjąłbym się tego zadania raz jeszcze z wiedzą, którą mam obecnie. To nie była prosta droga, a budowa cerkwi kosztowała nas najwięcej sił – wyznaje ks. Paweł.

Budowa Cerkwi św. Mikołaja w Szczecinie

Świątynia to cel, który powinien przyświecać każdej wspólnocie, stąd determinacja proboszcza i jego parafian. Gdy Stefanowski rozpoczynał swoją misję, liturgię odprawiano na drugim piętrze ceglanego budynku na ul. Wawrzyniaka 7. Stanowi on część XIX-wiecznego ewangelickiego kompleksu opiekuńczo-szpitalnego Betania. W ocenie proboszcza „tamto miejsce utrudniało radość spotkania z Bogiem”, gdyż nie spełniało wielu religijnych wymogów architektonicznych, uniemożliwiając m.in. tradycyjną orientację ołtarza ku wschodowi. 

– Mieliśmy duże trudności z przeprowadzeniem procesji wokół świątyni, bo tuż przed wejściem była kratka ściekowa. Kładliśmy na nią dywanik i krzyż, wokół którego chodziliśmy w kółko. Ale procesja wokół tego krzyża wiązała się z mijaniem za każdym razem śmietnika – wspomina proboszcz. Dodaje, że w bezpośrednim sąsiedztwie, bo piętro niżej, swoje nabożeństwa w tym samym czasie prowadził Zbór Kościoła Zielonoświątkowego, co przez obecność głośnych instrumentów muzycznych zakłócało „rytm i intymność nabożeństw prawosławnych”.

Pragnienie posiadania własnej cerkwi towarzyszyło już pierwszym parafianom, którzy w późnych latach 40. spotykali się na liturgii w jednym z mieszkań w kamienicy przy ul. Bogusława 14, w centrum Szczecina. Starania o pozwolenie na budowę podejmowano przez kolejne dekady, ale przełom przyniósł dopiero początek nowego stulecia. Budowa trwająca blisko osiem lat oparta była niemal w stu procentach na datkach parafian i darczyńców z zagranicy, głównie z Grecji, Szwajcarii i USA. 

Budynek w stylu bizantyjskim wpasował się między Park Żeromskiego a stare kamienice, które prowadzą do Wałów Chrobrego i nadodrzańskiego wybrzeża. Przyciągający wzrok blask złotej kopuły wśród zielonych liści widać z z jednego z trzech zaledwie okien szczecińskiej filharmonii. 

Skąd pochodzą ikony i witraże w szczecińskiej cerkwi

Cerkiew to żywa kronika, w której losy parafii wiążą się nierozerwalnie z dziejami miasta. W nowej świątyni znalazły swoje miejsce pochodzące z przełomu XIX i XX w. ikony przywiezione przez wysiedleńców w 1947 r. z cerkwi w Zdyni w Beskidzie Niskim. 

W trzech oknach w absydzie wstawiono witraże pochodzące z cerkwi przy ulicy Wawrzyniaka. Stamtąd też przeniesiono żyrandole, kandelabry i świecznik, znajdujący się przy ołtarzu, za ikonostasem. Historia tych przedmiotów sięga niemieckiego Stettina, gdyż stanowiły one wyposażenie Domu Koncertowego (Konzerthaus), który powstał w 1884 r. w pobliżu dzisiejszej filharmonii. Dwa zabytkowe żyrandole zostały uratowane z alianckiego nalotu. Najpierw trafiły do budynku dzisiejszego szczecińskiego magistratu, potem do Betanii, by ostatecznie powrócić, po ponad 120 latach, niemal dokładnie w to samo miejsce na mapie, dla którego zostały pierwotnie stworzone.

Światło z witraży i żyrandoli oświetla ściany pokryte polichromią. Widać na nich sceny biblijne oraz około 200 postaci – apostołów, proroków, hierarchów i świętych z Kościoła wschodniego i zachodniego. Gdy podniesiemy wzrok, ujrzymy w centrum kopuły ikonę Chrystusa Pantokratora, a poniżej Bogurodzicę w otoczeniu archaniołów i aniołów.

W części prezbiterialnej, niedostępnej dla wiernych, za ikonostasem znajduje się ołtarz główny pod wezwaniem św. Mikołaja z Mir Licyjskich. Ten jeden z najbardziej czczonych świętych w Kościele prawosławnym przynosił otuchę powojennym przesiedleńcom w Szczecinie. Ks. Stefanowski, zapytany o św. Mikołaja. przypomniał, że jest to patron marynarzy, rybaków i flisaków, co nawiązuje do portowego znaczenia miasta. 

Przed ikoną św. Mikołaja, w nawie, po prawej stronie od ołtarza, wierni zapalają cieniutkie woskowe świeczki. Cudowny wizerunek sprowadzono do Szczecina ze Świętej Góry Athos w Grecji wraz z Iwerską ikoną Matki Boskiej. Obie zawieszone są w przeszklonych, bogato zdobionych szafkach zwanych kiwotami. 

Po przeciwnej stronie znajduje się ikona Matki Bożej Częstochowskiej, której obecność w cerkwi często budzi zaskoczenie katolików. Proboszcz przypomina legendę, że ten namalowany w stylu bizantyjskim wizerunek powstał jeszcze przed Wielką Schizmą Wschodnią z 1054 r., czyli w czasach jedności chrześcijaństwa. Szczecińska kopia obrazu Czarnej Madonny ma wyjątkowe znaczenie ekumeniczne, ponieważ jest darem od poprzedniego metropolity szczecińsko-kamieńskiego, arcybiskupa Andrzeja Dzięgi

– To namacalny symbol budowania pomostu między Kościołem katolickim a prawosławnym – zaznacza Stefanowski. 

Ukraińcy, Grecy i Gruzini w jednej parafii

Podczas niedzielnej liturgii cerkiew wypełniają głosy, w których słychać różne życiowe ścieżki. 

76-letnia Elwira Sokołowska to Szczecinianka, która pamięta jeszcze czasy pierwszego proboszcza parafii, ks. Jana Ignatowicza. To on podczas chrztu dał jej na imię Ludmiła. Jej śpiew splata się z głosem Igora Plysiuka, który czyta w języku cerkiewnosłowiańskim fragmenty Biblii. Mężczyzna, pochodzący z Winnicy, schronił się wraz z dziećmi w Szczecinie po rozpoczęciu rosyjskich ataków na Ukrainę w 2022 r. 

Z boku przy ołtarzu w skupieniu asystuje jako prysłużnik 18-letni Tymoteusz Gapiński. Choć dorastał w ateistycznym domu, trzy lata zgłębiania teologii doprowadziły go do przyjęcia prawosławia.

Kilka metrów dalej modli się Ekaterini Ewangelu, przewodnicząca Stowarzyszenia Greków Pomorza Zachodniego „Ellas – Parea”. Proboszcz prosi, aby po nabożeństwie parafianie zostali chwilę, bo na dzieci czekają świadectwa po zakończeniu roku szkolnego w parafialnym punkcie katechetycznym oraz w niedzielnej szkółce gruzińskiej. Na wszystkich czeka poczęstunek przygotowany przez wiernych pochodzących z Gruzji

Jako Łemkowie, Stefanowscy doskonale wiedzą, czym jest bycie mniejszością. Dlatego z tak wielkim szacunkiem odnoszą się do dbałości o tożsamość narodową innych członków parafii. Nabożeństwa odprawiane są w języku cerkiewnosłowiańskim, ale kazania można usłyszeć po polsku czy ukraińsku. W święta świątynia rozbrzmiewa wieloma językami. 

– Chcemy, aby każdy mógł zaistnieć po swojemu, by poczuł się choć przez chwilę jak u siebie – oświadcza ks. Paweł. 

– Nie jesteśmy kościołem narodowościowym. Jesteśmy cerkwią prawosławną, otwartą na każdego. Ludzie przybywają do nas z różnych części świata. Ostatnio w liturgii uczestniczył prawosławny Etiopczyk, student z Erasmusa. Byli także żołnierze – Koptowie – stacjonujący w dowództwie NATO w Szczecinie. Naszych parafian zaskoczył ich zwyczaj ściągania butów przed wejściem do świątyni. Wielokulturowość to wielki dar, ale też ważna lekcja życia – mówi matuszka Olga.

Jak cerkiew w Szczecinie pomagała uchodźcom z Ukrainy

Potwierdza to w rozmowie Ewangelu, reprezentująca parafian pochodzących z Grecji. 

– Jesteśmy małą grupą, bo na samym Pomorzu Zachodnim jest nas może ze 280 osób. Całe piękno naszej parafii polega na tym, że jesteśmy tak bardzo inni, ale potrafimy się zjednoczyć w tym samym miejscu. Utrzymujemy własne tradycje, ale szanujemy cudze. Naszym łącznikiem jest religia – podkreśla.

Obecnie większość parafian stanowią Ukraińcy, którzy uciekli przed rosyjską agresją w lutym 2022 r. Stefanowscy od razu ruszyli im z pomocą – od pierwszego dnia wojny przy cerkwi przez siedem miesięcy działał punkt pomocowy. W najtrudniejszych momentach, gdy uchodźcy masowo docierali pociągami, zgłaszało się do nich nawet cztery tysiące ludzi tygodniowo. Pytali o wszystko: pracę, szkołę dla dzieci, mieszkania czy leki. Dostawali jedzenie, ubrania i realne wsparcie. 

– Chodziło o to, by nakarmić głodnego, napoić spragnionego, przygarnąć każdego w potrzebie. To był czysty chrześcijański odruch – wspomina matuszka Olga, nie ukrywając, że po miesiącach pracy wolontariusze byli na skraju wytrzymałości. 

O udzielonej wówczas pomocy z wdzięcznością mówi Igor Plysiuk. Dziś jako lektor podczas nabożeństw nie wyobraża sobie innego życia dla swojej rodziny. – Nie ma życia bez wiary. Cerkiew znalazłem sam, szukając na mapach Google. Teraz prowadzę takie samo życie, jak w Ukrainie: robota, dom, cerkiew. Tak było i tak samo mam tutaj – przyznaje. 

Co przyniesie przyszłość? 

– To, co budujemy, robimy dla następnych pokoleń. Nie wiemy, kto za kilkadziesiąt lat będzie się modlił w naszej cerkwi: Polacy, Ukraińcy, Serbowie, Rosjanie czy ktoś zupełnie inny – odpowiada ks. Stefanowski. Jego zdaniem kluczem jest otwartość, której uczy Pismo Święte. – Jezus mówi, że mamy być dla siebie braćmi i siostrami, wzajemnie się miłować i żyć dla siebie. Tylko tyle – dodaje. 


80 lat prawosławnej parafii w Szczecinie 

Prawosławne życie w powojennym Szczecinie zaczął budować w 1946 r. ks. Jan Ignatowicz wraz z matuszką Zinaidą oraz córką. Pierwsza wspólnota parafialna liczyła 25 rodzin. Cerkiew urządzono na drugim piętrze kamienicy na ul. Bogusława 14, w centrum miasta. Do parafii należeli Polacy, w tym repatrianci ze Związku Radzieckiego, Ukraińcy i Łemkowie przymusowo wysiedleni w ramach akcji „Wisła”, uchodźcy z Grecji, którzy znaleźli schronienie po wojnie domowej, a także Białorusini i Rosjanie. 

Ze względu na wzrost liczby parafian (w latach 50. już ok. 700 osób) rozpoczęto starania w magistracie o przydział nowego miejsca kultu. Kolejny proboszcz ks. Aleksy Baranow przejął w 1963 r. budynek przy ul. Wawrzyniaka 7, gdzie przed wojną mieścił się ewangelicki dom opiekuńczy. W tym miejscu swoją posługę pełnili kolejni proboszczowie: ks. Aleksander Surel, ks. Mikołaj Sidoruk i ks. Paweł Stefanowski.

W 2000 r. ks. Stefanowski rozpoczął, wraz z parafianami, kolejne starania o przyznanie działki budowlanej pod budowę cerkwi. Dwa lata później otrzymał plac w centrum Szczecina, u zbiegu ulic Zygmunta Starego i Teofila Starzyńskiego. Po roku rozpoczęto budowę. W grudniu 2008 r. odprawiono w nowej cerkwi pierwsze nabożeństwo, a we wrześniu 2011 r. jej uroczystego poświęcenia dokonał zwierzchnik Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego abp Sawa Hrycuniak. 

Budowa świątyni wzmocniła życie religijne wiernych, których obecnie większość stanowią emigranci z Ukrainy, ale też z Białorusi, Gruzji, Mołdawii i Rumunii. Ks. Stefanowski szacuje, że w niedzielnej liturgii uczestniczy około 300 parafian. Na ważne święta kościelne, jak Wielkanoc, ich liczba wzrasta nawet do 10 tysięcy osób. Do parafialnej szkółki zapisanych jest ponad 130 dzieci. 

W maju 2026 r. świętowano 80-lecie parafii. Uroczystości przewodniczył ordynariusz Prawosławnej Diecezji Wrocławsko-Szczecińskiej abp Jerzy Pańkowski. (mz)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Jedna liturgia, wiele kultur