Teologia na Białorusi. Między katolicyzmem a prawosławiem

Na Białorusi Wschód spotyka się z Zachodem. W efekcie prawosławie jest trochę katolickie i katolicyzm trochę prawosławny.
Czyta się kilka minut
Kościół katedralny katolickiej archidiecezji mińsko-mohylewskiej. Mińsk, 22 lipca 2022 r. // Fot. Alexander Nemenov / AFP / East News
Kościół katedralny katolickiej archidiecezji mińsko-mohylewskiej. Mińsk, 22 lipca 2022 r. // Fot. Alexander Nemenov / AFP / East News

Sama bym tego nie wymyśliła. Co dwa tygodnie smażę stertę naleśników dla całej rodziny i o wpół do czwartej rano wyruszam w drogę. Moja wieś, Mohylew, bus do Mińska. Potem autobus 148c i wreszcie – Kolegium Teologiczne im. św. Jana Chrzciciela. Wieczorem mąż odbiera mnie z przystanku. Jestem wykończona i szczęśliwa.

W 2025 r. zostałam studentką katolickiej teologii. Od lat fascynowała mnie Biblia, ale drażniło traktowanie jej wyłącznie jako zbioru moralnych recept: co jeść i jak się ubierać. Intuicja podpowiadała mi, że Pismo Święte to przestrzeń wolności i dialogu. Gdy wahałam się z powodu logistyki i finansów, a przepadł mi pierwszy termin, zadzwonił ksiądz biskup z informacją o drugim terminie naboru. Poleciałam jak na skrzydłach. 

Czy technologia detronizuje teologię

Zdałam egzamin wstępny. Następnego dnia poszłam po zaświadczenie do przychodni. Pielęgniarka zapytała, kim będę po skończeniu kolegium. „Teologiem”. „Technologiem?”. „Nie, teologiem”. „Teologiem? 30 lat pracuję w tej przychodni i pierwszy raz słyszę taką specjalność”.

A przecież niegdyś teologię nazywano „królową nauk” – to ona nadawała sens filozofii czy medycynie. Już dawno jednak teologia zeszła z tronu. Stała się raczej towarzyszką w nienazwanym jeszcze doświadczeniu Boga. Często wydaje się „zamknięta” w podręcznikach, przez co traci dawny ogień, no i do tego nie można na niej zarobić. Może właściwa więc była intuicja pielęgniarki, że obecnie „królową nauk” jest technologia? Kto by pomyślał, że w IV wieku na targowiskach Konstantynopola zwykli rzemieślnicy spierali się o współistotność Osób Boskich!

Studia w Mińsku rzuciły mnie w sam środek sporu o filioque. Zawsze myślałam, że katolicyzm różni się od prawosławia głównie obrzędem, estetyką, stosunkiem do papieża i dogmatem o Niepokalanym Poczęciu. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że od wieków zarzewiem konfliktu była właśnie formuła filioque! Czemu nie słyszałam o tym na katechezie? Przepytałam znajomych z Polski – okazuje się, że tylko teolodzy wiedzą, o co chodzi.

Współczesne wyznanie wiary powstało na soborach: nicejskim (325 r.) i konstantynopolitańskim I (381 r.). Obowiązywała wówczas formuła mówiąca, że Duch Święty pochodzi od Ojca. Święty Augustyn sformułował później tezę, że pochodzi „od Ojca i Syna”. Rzym oficjalnie przyjął tę formę do liturgii na początku XI wieku, natomiast Wschód pozostał przy pierwotnej wersji. 

Spór o filioque (dosłownie: „i od Syna”), obok kwestii użycia przaśnego chleba i prymatu papieża, stał się oficjalną przyczyną schizmy z 1054 r. Co ciekawe, Jan Paweł II odegrał przełomową rolę w łagodzeniu tego sporu – uznał pierwotny tekst za fundament jedności i w 1995 r. w Rzymie odmówił Credo z patriarchą Bartłomiejem I bez tego dodatku. Tak samo modlą się grekokatolicy. Coś, co przed wiekami rozpalało krwawe emocje, okazało się możliwe do pogodzenia.

Ilu było Jezusów w Starym Testamencie

Przygotowując się do zaliczenia z „Wprowadzenia do Pisma Świętego”, musiałam opanować skróty biblijne. Przy szóstej księdze nie mogłam uwierzyć własnym oczom: Księga Jezusa Nawina, skrót „Naw.”. Jezus w Starym Testamencie? Sięgnęłam po polską Biblię – chodzi oczywiście o Księgę Jozuego. Hebrajskie imię Jehoszua nosił zarówno następca Mojżesza, jak i Jezus z Nazaretu. Rozróżnienie utrwaliło się dopiero w łacińskiej Wulgacie, gdzie św. Hieronim dla postaci ze Starego Testamentu użył formy Iosue, a dla Zbawiciela – Iesus.

W samej Biblii na nowo spotykam dawnych znajomych, wypisuję sobie w zeszycie ich imiona i tworzę podwójne paszporty. Eliasz – Illia. Tomasz – Foma. Betszeba – Wirsawia. Mateusz – Macwiej. Józef – Jazep. Zastanawia mnie samo imię Bogarodzicy: po polsku Maryja, a tam – Maria. Na Wschodzie nie ma tego ścisłego rozróżnienia na „sakralną” Maryję i „zwyczajną” Marię.

Wszystkie dziewczyny są Mariami, a dziewczynki Maryjkami albo Maszami. Często forma imienia zależy po prostu od tradycji: katolickiej, prawosławnej czy protestanckiej. Istnieją aż cztery warianty imienia Jezus w różnych tłumaczeniach: ЕзусІсусІзус i Іісус. 

Pamiętam, jak pracując w szkole, opowiadałam uczniom o Bożym Narodzeniu. Byli zdziwieni, że Betlejem w języku polskim się nie odmienia! Maryja i Józef poszli do Betlejem. Jezus urodził się w Betlejem. Czemu nie do Betlejemu i nie w Betlejemie? Jak do Sztokholmu i w Sztokholmie? Słownikowe tłumaczenie mówi, że to przez wzgląd na wyjątkowość świętego miasta. Jednak ta intencja nie do końca się sprawdziła – dziś nie odczuwamy nieodmienności jako formy kultu, w ogóle jej nie zauważamy. 

Dopiero kontakt z językiem białoruskim uświadomił mi tę różnicę. We wschodniej tradycji językowej dystans między sacrum a profanum wydaje się mniejszy.

Czy Duch Święty pochodzi od Ojca przez Syna, czy od Ojca i Syna – można dyskutować. 

Na Wschodzie przyimek, na Zachodzie spójnik. Na Wschodzie chleb na zakwasie – na Zachodzie bez zakwasu. Na Wschodzie czerwone wino – na Zachodzie białe (by tak nie plamić ręczników). Na Wschodzie do wina dodaje się wrzątek – na Zachodzie wodę w temperaturze pokojowej. Na Wschodzie zawsze Komunia pod dwiema postaciami – na Zachodzie najczęściej pod jedną. Na Wschodzie Komunia z łyżeczki – na Zachodzie do ust lub na rękę. Na Wschodzie nie ma ławek, trzeba stać – na Zachodzie są ławki, można siedzieć.

W tym zestawieniu Wschód jawi się jako bardziej tradycyjny, wierny, dokładny, kontemplacyjny, wymagający i mniej komfortowy. Zachód jest bardziej nowoczesny, analityczny, dążący do zrozumienia, praktyczny, przystępny i otwarty na reformy.

Wzajemne wpływy Wschodu i Zachodu

Na Białorusi Wschód spotyka się z Zachodem, zarówno w prawosławiu, jak i w katolicyzmie. Prawosławie jest trochę katolickie i katolicyzm jest trochę prawosławny. Widać to np. w czasie postów. Posty prawosławne są o wiele surowsze od katolickich, w sklepach w tym okresie pojawiają się produkty z etykietką „postny”, np. majonez postny, jogurt postny, herbatniki postne, które kupują również katolicy. 

Czy prawosławie zmienia się pod wpływem katolicyzmu? Na pewno na poziomie rodzinnym, gdy dwie wiary śpią na jednej poduszce. Wtedy zamówienie mszy 30 oraz 40 dni po śmierci lub świętowanie Radunicy i dnia Wszystkich Świętych, katolickiego i prawosławnego Bożego Narodzenia jest całkiem naturalne. Z autopsji znam tylko jeden przykład wpływu katolicyzmu na prawosławie na nierodzinnym poziomie – prawosławne ruchy prorodzinne nauczają naturalnych metod planowania rodziny, które poznały dzięki katolikom.

Przykładem żywego ekumenizmu była moja teściowa. Wychowała się w prawosławiu, w latach 2000. słuchała protestanckich pastorów w telewizji, pod wpływem syna przyszła do Kościoła. W swoim pokoju trzymała w kącie ikonę otuloną w ręcznik, znała modlitwy katolickie, prawosławne, cytowała Biblię z pamięci. 

Kiedy urodziła się nasza najstarsza córka Alina, lekarze zdiagnozowali przepuklinę i wyznaczyli datę operacji. Przyjęłam to spokojnie, a moja teściowa przed samym wyjściem z domu na operację zaczęła się modlić o uzdrowienie.

Myślałam wtedy: „Przecież to standardowa operacja, po co się modlić, Alina nie jest chora, to zwykły zabieg i w ogóle przepuklina pachwinowa nie może sama zniknąć”. W szpitalu lekarze z niedowierzaniem zbadali Alinę i powiedzieli, że możemy wracać, zniknęły wskazania do operacji. Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że ten białoruski katolicyzm jest fascynujący, nie tylko katolicki: bywa ludowy, prawosławny, protestancki. A może to ja mam takie wąskie rozumienie katolicyzmu?

Nie istnieje przecież jedna, lepsza formuła; wszystko może obrócić się przeciwko Duchowi – zarówno radykalny tradycjonalizm (muzeum), jak i bezkrytyczny modernizm (rozrywka).

Kiedy napisałam o swoich rozważaniach do bliskiej przyjaciółki, karmelitanki bosej z Wrocławia, odpisała mi: „Zaskakujące, że możesz studiować teologię tam, gdzie wydaje się to niemal niemożliwe”. A ja myślę dokładnie odwrotnie. Białoruś ze swoim stykiem tradycji, pokorą wobec wielu wariantów jednego imienia, brakiem dystansu między językiem a świętością, ze swoją trudną współczesnością jest idealnym miejscem do studiowania i uprawiania teologii.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Ciekawe miejsce dla teologów