Po bardzo słabym dla Trzeciej Drogi i Nowej Lewicy wyniku w niedzielnych wyborach do Parlamentu Europejskiego w obu formacjach rozpoczęły się rozliczenia. Były lider SLD i były premier Leszek Miller sarkastycznie pogratulował współprzewodniczącym Nowej Lewicy Włodzimierzowi Czarzastemu i Robertowi Biedroniowi, że z chirurgiczną precyzją doprowadzili do pozbawienia mandatów do PE wszystkich tych, którzy byli związani z dawnym SLD – przede wszystkim byłych premierów Włodzimierza Cimoszewicza i Marka Belkę. Cała trójka obecnych europosłów – Robert Biedroń, Krzysztof Śmiszek i Joanna Scheuring-Wielgus – wywodzi się bowiem z ugrupowania Wiosna. Z kolei lider Razem Adrian Zandberg wezwał do realizacji w ramach koalicji 15 października postulatów programowych lewicy oraz do zerwania z ciągłym uleganiem KO. A jeżeli by się to nie udało, do opuszczenia koalicji.
Podobne tony można usłyszeć z Trzeciej Drogi, zwłaszcza z PSL. Odezwał się stały krytyk obecnego rządu Marek Sawicki, który zaczął wieszczyć rozpad Trzeciej Drogi. Podobnie krytycznie o tym sojuszu PSL z Polską 2050 wypowiadał się ludowiec Jarosław Rzepa, twierdząc, że „takiej koalicji jak do tej pory nie ma co kontynuować”.
Wszystko to należy jednak traktować jako rytualne zaklęcia, które mają spuścić trochę napięcia ze sfrustrowanych szeregów partyjnych. Oczywiście zapewne należy się spodziewać twardszego stawiania własnych postulatów przez Trzecią Drogę w ramach koalicji rządowej. Zwłaszcza tych ideowych, w których TD jest w obecnym Sejmie języczkiem u wagi. KO i lewica powinni więc raczej zapomnieć o jakimkolwiek kompromisie np. w sprawie aborcji. Tym niemniej ani do rozpadu Trzeciej Drogi, ani do wyjścia tworzących jej ugrupowań z koalicji rządowej nie dojdzie. Cztery koalicyjne ugrupowania cementuje udział we władzy i profity, jakie z niej można czerpać. Teoretycznie samo PSL mogłoby zerkać w kierunku PiS, wszak Jacek Sasin znów przypomniał premierowską ofertę dla Kosiniaka-Kamysza w ewentualnym wspólnym rządzie. Tyle że, po pierwsze, ewentualna koalicja PiS-PSL jest na granicy większości, a po drugie, ludowcy wiedzą, że ewentualna koalicja z ugrupowaniem Kaczyńskiego skończyłaby się ich ostateczną anihilacją. Zresztą wicemarszałek Piotr Zgorzelski powiedział to wprost: „Nie wybieramy się na randkę z wampirem”.
Niewiele też się wydarzy na lewicy. Politycy tego ugrupowania przekonują, że w Nowej Lewicy nie ma dziś nikogo, kto mógłby zastąpić Czarzastego i Biedronia. Przyznał to nawet Miller, który określił Nową Lewicę jako „prywatną własność” Czarzastego, w której dojdzie do zmian personalnych dopiero wtedy, gdy zechce tego sam obecny wicemarszałek Sejmu. Wyborczy kongres w NL zresztą dopiero za rok, a do tego czasu powyborcze emocje zdążą wystygnąć.
Raczej poparcia dla koalicji rządowej nie wycofa też Razem, choć w nieoficjalnych rozmowach z jej działaczami można było już dawno usłyszeć, że gdy Nowa Lewica zostanie anihilowana przez KO, to w roli jedynego prawdziwego lewicowego ugrupowania wystąpią oni. Tyle że Razem jest zbyt słabe, żeby samodzielnie zaistnieć na scenie politycznej, a dla Nowej Lewicy ich odejście byłoby dużą stratą, więc będzie się starała to powstrzymać. Należy więc oczekiwać, że twardszym stawianiem lewicowych postulatów programowych Razem będzie chciało wzmocnić swoją pozycję w ramach całej formacji, np. przesądzić prezydencką nominację w 2025 roku dla wicemarszałek Senatu Magdaleny Biejat.
Powyborcze napięcia w mniejszych ugrupowaniach koalicyjnych rozejdą się zatem po kościach. Tym bardziej że Donald Tusk też nie będzie zapewne wykonywał ruchów, które naraziłyby rządową większość.
Można w tym przypadku strawestować znane zdanie: „Czasem trzeba dużo powiedzieć o zmianach, żeby wszystko pozostało po staremu”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










