To najtragiczniejsza w skutkach powódź w Hiszpanii od ponad 60 lat. Tysiące zniszczonych domów, samochodów i setki nieprzejezdnych dróg – wszystko jest efektem zjawiska pogodowego zwanego DANA, które przyniosło ulewne deszcze i powodzie zwłaszcza w regionie Walencji, Andaluzji i Kastylii–La Mancha. Nie sposób też ustalić liczbę ofiar. Za zmarłych z całą pewnością uznano już 155 osób, ale mnóstwo ludzi pozostaje zaginionych. Od czwartku, 31 października, w Hiszpanii trwa 3-dniowa żałoba narodowa.
Gwałtowne deszcze w Hiszpanii
Najtrudniejsza sytuacja jest na obrzeżach Walencji. Mieszkańcy miasteczka Paiporta opowiadali w publicznej telewizji RTVE, jak spędzili długie godziny, trzymając się drzew i lamp, kiedy woda z rzeki Turia nagle wylała się na ulice ich 25-tysięcznego miasteczka i zabierała ze sobą wszystko. Pracownicy centrum spokojnej starości nie zdążyli z ewakuacją mieszkańców. Wielu kierowców zginęło w swoich pojazdach. Tylko w Paiporta, zwanej dziś „strefą zero”, potwierdzono śmierć ponad 40 osób, wśród nich oficera żandarmerii z 34-letnim doświadczeniem.
W niektórych miejscach spadło nawet 445 litrów wody na metr kwadratowy. DANA zniszczyła wiele sieci kolejowych. Na co najmniej dwa tygodnie wstrzymany zostanie ruch szybkich pociągów AVE na linii Madryt–Walencja. Ministerstwo spraw wewnętrznych informuje o kilkudziesięciu zatrzymanych osobach, które grabiły centra handlowe i domy na terenach dotkniętych przez powodzie.
Zjawisko DANA przyczyną powodzi
Meteorolog Francisco Martín León mówił podczas debaty w telewizji Antena 3, że można było szybciej przewidzieć nadejście intensywnych deszczy, a to ze względu na specjalne uwarunkowania pogodowe, m.in. bardzo niską temperaturę na wysokości 5 tys. metrów i silny wiatr.
DANA to termin używany przez hiszpańskich meteorologów na określenie zjawiska, gdy masa powietrza polarnego zderza się z tym ciepłym i wilgotnym znad Morza Śródziemnego. Dochodzi do tego zwykle późnym latem, gdy temperatura morza jest tutaj najwyższa.

Hiszpańskie władze zawiodły
We wtorek 29 października mój znajomy Ata Akmyradov wyruszył w podróż samochodem z Barcelony do Almerii wraz z rodzicami swojego kolegi. Wieczorem utknęli w miejscowości Guadassuar w okolicach Walencji, gdy wylewająca się woda z miejscowej rzeki zalała część drogi przed nimi oraz za nimi. Stanęli na wzniesieniu w korku.
– Po dwudziestej nagle rozległ się dźwięk esemesów. Wszyscy zaczęliśmy dostawać ostrzeżenia od władz o intensywnych deszczach i rekomendacje, aby pozostać w domu. Było już za późno, nie mogliśmy zawrócić. Widzieliśmy samochody porzucone w rowach pełnych wody przy drodze. Przez całą noc tkwiliśmy tam, patrząc na podnoszący się poziom wody – mówi Ata Akmyradov w rozmowie z „Tygodnikiem”.
To nie koniec zagrożenia powodziowego w Hiszpanii
Alberto Núñez Feijóo, lider opozycyjnej konserwatywnej Partii Ludowej, oskarża teraz rządowe instytucje, że zbyt późno ostrzegały przed gwałtowną pogodą. Pierwszą informację o intensywnych deszczach krajowa agencja meteorologiczna AEMET opublikowała na platformie X (dawniej Twitter) we wtorek tuż przed ósmą rano. Z kolei lokalny rząd Walencji wysłał alert na telefony mieszkańców o „ekstremalnym zagrożeniu” oraz polecenie, aby pozostać w domach, dopiero we wtorek po dwudziestej.
To nie koniec zagrożenia powodziowego w Hiszpanii. Alerty wciąż utrzymywane są na północy Walencji, południu Katalonii i zachodzie Andaluzji.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















