Poślij im wolność

Maraton Pisania Listów jest międzynarodową akcją organizowaną przez Amnesty International, w której każdy może wziąć udział. Jej celem jest wysłanie z Polski oraz innych krajów tysięcy listów w obronie ofiar łamania praw człowieka. To skuteczny sposób wywarcia nacisku na władze oraz decydentów politycznych, aby zaprzestali takich praktyk.
Czyta się kilka minut

Pomysł na maraton jest prosty. Wystarczy pamiętać o trzech zasadach: zaczynamy w sobotę 13 grudnia o godzinie 12.00 i piszemy listy do godziny 12.00 następnego dnia; piszemy je na podstawie bieżących Pilnych Akcji - apeli AI broniących konkretnych osób, ofiar naruszeń praw człowieka. Apele te, przez cały czas trwania Maratonu, będą na stronie (aby dowiedzieć się, czym są Pilne Akcje, jaka jest ich skuteczność oraz w jaki sposób zdobywa się informacje, zobacz ); w trakcie akcji będziemy porozumiewać się ze sobą przez internet i tą drogą wysyłać informacje o liczbie napisanych apeli tak, aby wszyscy uczestnicy byli poinformowani o przebiegu maratonu.

Serdecznie zachęcamy do uczestnictwa! Wystarczy naprawdę niewiele - przede wszystkim gotowość kilku osób w Waszej miejscowości do spędzenia kilku, kilkunastu godzin z długopisem, kartkami papieru, kopertami i znaczkami pocztowymi. To również szansa dla ludzi spoza Amnesty International na udział w akcji, której skutki są wymierne, bo liczone w tysiącach listów. Jeśli chcesz włączyć się do akcji lub masz pytania, napisz:

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 50/2003

fot. A. B. Bohdziewicz /
Kraj i świat
"Robotniczy protest przeciw wygórowanym podwyżkom, który był wyrazem postawy niemal całego społeczeństwa, pociągnął za sobą brutalne prześladowania. W Ursusie, Radomiu i innych miastach bito, kopano i masowo aresztowano demonstrantów. Najszerszy zasięg miało wyrzucanie z pracy, co obok aresztowań szczególnie uderzyło w rodziny represjonowanych - pisali 23 września 1976 r. Jerzy Andrzejewski, Stanisław Barańczak, Ludwik Cohn, Jacek Kuroń, Edward Lipiński, Antoni Macierewicz, Piotr Naimski, Antoni Pajdak, Józef Rybicki, Aniela Steinsbergowa, Adam Szczypiorski, ks. Jan Zieja i Wojciech Ziembiński, informując w "Apelu do społeczeństwa i władz PRL o powstaniu Komitetu Obrony Robotników. Przypominali, że ofiary represji z Czerwca 1976 nie mogą liczyć na żadną obronę oraz deklarowali chęć przyjścia im z pomocą: prawną, finansową, lekarską... Wkrótce sami stali się ofiarami represji. Niektórzy, jak Jacek Kuroń, nie po raz pierwszy.Zbliża się 30. rocznica powołania KOR-u, a osoba Jacka Kuronia znów, jak w czasach PRL, stała się przedmiotem ataków przedstawicieli obozu rządzącego. Warto więc przedstawić opis wydarzeń widzianych jego oczami; opis dość wyjątkowy, bo zarejestrowany przez dwóch młodych historyków niemal na gorąco. Poniższa rozmowa stanowi fragment zbioru niepublikowanych dotąd wywiadów z członkami i współpracownikami KOR, przeprowadzonych w latach 1980-81 przez Andrzeja Friszke i Andrzeja Paczkowskiego (całość ukaże się wkrótce nakładem wydawnictwa Znak). Przedstawiając ją, chcemy równocześnie wyrazić naszą wdzięczność. "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą... - pisał ks. Jan Twardowski. Jacek się spieszył. Czasami może aż za bardzo.