Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Pokój – świadek – pamięć

Pokój – świadek – pamięć

07.05.2015
Czyta się kilka minut
Chrześcijaństwa doświadczał jako siły (nie tylko mądrości), która otwiera na innych.
60. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, 27 stycznia 2005 r. Fot. Witold Rozbicki / REPORTER
D

Dla tych z nas, którzy jesteśmy chrześcijanami, „Osiem Błogosławieństw” to tekst zasadniczy, programowy. Zapewne dla wszystkich nas – niezależnie od wiary i wyznania – jest to tekst fascynujący. Myślę, że może on być też tekstem-kluczem do zrozumienia i przeżycia Eucharystii, którą sprawujemy przy trumnie ś.p. Profesora Władysława Bartoszewskiego.

W każdej Eucharystii – również pogrzebowej (może nawet w tej przede wszystkim) – najważniejszym pytaniem nie jest to o życie i śmierć człowieka, którego wspominamy (nawet takiego człowieka jak prof. Bartoszewski), lecz to o życie, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, które w Eucharystii celebrujemy. To Jego śmierć i zmartwychwstanie przeprowadzają nas przez granicę śmierci. To na Nim ostatecznie, a nie na sobie, opieramy naszą niezawodną nadzieję. To, kim On jest, nie to, kim my jesteśmy, stanowi najpewniejszy grunt – skałę – pod naszymi nogami. On, Jezus, jest wcielonym słowem Błogosławieństw. On ubogi i cichy; pragnący sprawiedliwości i cierpiący dla niej; On miłosierny i czystego serca; On wypróbowany w ogniu urągania, prześladowania, oszczerstwa i wykluczenia – wiemy: „nie otworzył ust swoich”.

On jest też pierwszym, na którym wypełnia się błogosławieństwo pokoju: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój,albowiem oni będą nazwani synami Bożymi”. Na górze Błogosławieństw Jezus ogłasza pokój, ale urzeczywistnia go na Golgocie – rzeczywiście wprowadza – i zgodnie z obietnicą zawartą w błogosławieństwie zostaje natychmiast rozpoznany jako Syn Boga. Takim uznaje Go wróg – rzymski oficer nadzorujący egzekucję. Widząc, jak umierał – modląc się za swoich zabójców – powiedział: „Prawdziwie, człowiek ten był Synem Bożym” (Mk 15,38).

Fragment Listu do Efezjan, którego wysłuchaliśmy, uświadamia nam, o jak ważnej sprawie mówimy. Dla św. Pawła słowo „pokój” streszcza w sobie cały sens zbawczego dzieła Chrystusa. Przyszedłszy zwiastował pokój dla dalekich i bliskich. Więcej: On jest naszym pokojem. Jest Tym, który dwoje czyni jednym; który przez krzyż jedna ludzi ze sobą; burzy rozdzielający ludzi mur, którym jest wrogość. On wie, że pokoju nie osiąga się zarządzeniami i prawem. Gwarancją pokoju nie są traktaty, lecz nowy człowiek – osoba. To ważne: zbawienie w Chrystusie jest łaską, która nie dotyka nas wyłącznie w wymiarze indywidualnym i prywatnym; nie jest nam dane po to, by się nim narcystycznie cieszyć w samotności i izolacji. Zbawienie jest rzeczywistą mocą zmieniającą nasze wzajemne relacje. Jest między nami pokojem.

Ważne jest również to rozeznanie, które czyni św. Paweł, a mianowicie, że źródłem podziałów między ludźmi nie są panujące między nimi różnice – to nie one są murem, który rozdziela ludzi. Nie jest problemem to, że jedni są Żydami, a drudzy poganami. Ani wiara, ani niewiara nie są murem. Murem jest wrogość!

Na czym polega dzieło zbawienia? Paweł odpowiada: „na krzyżu Chrystus w sobie zadał śmierć wrogości”. Musimy zapytać: jakiej wrogości? Czyjej? Przecież nie swojej. Bo w Nim jej nie ma. On zadaje w sobie śmierć m o j e j wrogości do innych. On stał się grzechem – więc stał się także moją wrogością – i ona została razem z Nim zabita na krzyżu. Właśnie to wydarzenie uobecniamy w tej – i w każdej – Eucharystii. Chrystus właśnie zabija moją wrogość do innych – do kogokolwiek. Jaka by nie była, jak dalece uzasadniona i jak głęboko zakorzeniona w przeszłości, i jak natrętna emocjami – właśnie teraz umiera, w tym momencie, w tej chwili. W tej Eucharystii, która czyni nas uczestnikami Golgoty. Czy może być lepsza dobra nowina? Nareszcie wolni. Wolni od wrogości.

Medytujmy nad tym błogosławieństwem – błogosławieństwem pokoju – bo jesteśmy przekonani, że najcelniej objaśnia ono najważniejsze obszary życia profesora Bartoszewskiego. Te, którym poświęcił najwięcej swojej energii i pracy (i dla których go zapamiętamy) – dwa dialogi: polsko-niemiecki i polsko/chrześcijańsko-żydowski. Angażowały go do ostatniego momentu życia.

Ostatni napisany tekst, którego nie zdążył już wygłosić, dotyczy relacji (pojednania) polsko-niemieckiego; ostatnia publiczna funkcja, z której pełnienia zrezygnował z racji stanu zdrowia, to przewodniczenie Międzynarodowej Radzie Oświęcimskiej. To nie uprawianie polityki – choć ma w sobie również wymiar polityczny. To przede wszystkim jego rozumienie i doświadczenie chrześcijaństwa.

Zrozumienie potrzeby pojednania z Niemcami zrodziło się w nim – w trzecim roku wojny – w doświadczeniu spowiedzi w konfesjonale ks. Jana Ziei, po wojnie zaś znalazło najmocniejsze oparcie nie w świecie polityki, lecz zaangażowanej społecznie wiary – w środowisku „Tygodnika Powszechnego”, wśród takich ludzi jak Jerzy Turowicz, Mieczysław Pszon czy ks. Andrzej Bardecki. Zaangażowanie w dialog z Żydami zrodziło się w Profesorze ze spotkania z Zofią Kossak-Szczucką i Janem Karskim. Nie było posiedzenia Rady Oświęcimskiej, na którym by Profesor nie odwołał się – z całą prostotą i oczywistością – do swojej wiary jako najważniejszej inspiracji działania. W taki właśnie sposób doświadczał chrześcijaństwa – jako siły (nie tylko mądrości), która otwiera na innych.

Mówiąc o swojej roli w obu tych spotkaniach (polsko-niemieckim i polsko/chrześcijańsko-żydowskim), najchętniej opisywał ją słowem „świadek”. Tak siebie samego postrzegał. Miał prawo. Był świadkiem: więźniem Auschwitz, żołnierzem AK, członkiem „Żegoty”, walczył w Powstaniu Warszawskim. Wiele widział, o wielu sprawach mógł powiedzieć z autopsji, i mówił właściwie do ostatniego dnia życia.

Czy wystarczy jednak tylko widzieć – nawet wiele widzieć – by wypełnić misję świadka? A zwłaszcza, by być świadkiem w perspektywie pojednania? Czy każde świadectwo o okropnościach wojny – o Auschwitz, Zagładzie, dramacie Powstania – służy pojednaniu i burzeniu murów? Czy wystarczy widzieć?! Jakich trzeba postaw, by mówić o wojnie – ku pojednaniu polsko-niemieckiemu? By mówić o Zagładzie – ku pojednaniu chrześcijańsko-żydowskiemu? Albo o czasach PRL-u – ku pojednaniu polsko-polskiemu? Być może warto te pytania zostawić otwartymi...

Może jednak warto również – szukając odpowiedzi – odwołać się do wrażliwości Kościoła, który nie mówi nigdy o grzechu, jeśli nie mówi jednocześnie o odkupieniu. Takie są chrześcijańskie symbole wiary. Jeśli zdobywają się na odwagę, by skonfrontować człowieka z prawdą o jego grzechu, to tylko wtedy, gdy natychmiast ogłaszają mu prawdę o tym, że jest to grzech zgładzony przez Chrystusa. To nie tylko wiara w Boga, który nie stracił kontroli nad losami świata. Trzyma je w ręku, i ostatnie w nich słowo należy do Niego, a więc do dobra. To także wiara w człowieka, który jest większy w swojej wolności od wszystkich okoliczności i uwarunkowań – zewnętrznych i wewnętrznych; który zawsze może je przerosnąć, ku dobru. Pokazywać zło bez wskazania możliwości wyjścia znaczy tyle samo, co zabić człowieka.

I na koniec jeszcze jedno słowo – ważne w autorefleksji Profesora nad swoją misją. Mówił, że daje świadectwo dla pamięci. Wiele z jego pracy służyło zachowaniu „Miejsc Pamięci”, a w tych miejscach – utrwaleniu pamięci pokolenia, które doświadczyło ich grozy, a teraz już odchodzi. Pamiętać ma kolejne pokolenie (może właśnie dlatego to kazanie dziś głosi 50-letni biskup?), a po nim kolejne. I kolejne. Ludzie bez pamięci są ludźmi bez przyszłości. Pamięć jest zawsze memoria futuri. Nie pamiętając, pozwalamy przyszłości, by się sama działa, nie tworzymy jej, lecz bezrefleksyjnie otwieramy na każde – nawet najbardziej szatańskie – scenariusze. Pamięć to coś więcej niż historia. To przyjęcie własnej historii i świadomy wybór tej jej części, którą chcemy kontynuować. Bez wypierania w nieświadomość części drugiej – tej, którą uznaje się za swoją jedynie w akcie skruchy i prośby o przebaczenie.

Panie Profesorze, chcemy pamiętać. To, co Ty, i tak, jak Ty. Błogosławimy Boga za wszystko, co uczyniłeś dla naszej pamięci – również w tym wymiarze, który św. Jan Paweł II nazywał „oczyszczeniem pamięci”.
Panie Jezu Chryste, Synu Boga, błogosławiony czyniący pokój, w Twoje ręce powierzamy Twojego Sługę, Władysława, obdarz go pokojem. Na wieki. Amen.© Kazanie wygłoszone podczas mszy pogrzebowej w warszawskiej archikatedrze, 4 maja 2015 r. Czytania podczas liturgii: Ef 2, 8-22; Mt 5, 1-12. ©

Kazanie wygłoszone podczas mszy pogrzebowej w warszawskiej archikatedrze, 4 maja 2015 r. Czytania podczas liturgii: Ef 2, 8-22; Mt 5, 1-12.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Arcybiskup metropolita łódzki, wcześniej biskup pomocniczy krakowski, autor rubryki „Okruchy Słowa”, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Doktor habilitowany nauk humanistycznych...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]