Piosenki

W pierwszy dzień świąt w kanale Kultura była długa rozmowa z Wojciechem Młynarskim i jego piosenki. Wykonywali je sławni aktorzy, a przede wszystkim on sam - młodziutki, szczupły, naładowany energią jak pocisk.
Czyta się kilka minut

Nagrania archiwalne nie najlepszej jakości, ale jakieś ostre i wyraźne, nie rozbełtane mnóstwem dodatkowych dźwięków.

Piosenki - zwłaszcza takie jak Młynarskiego - odgrywały w tamtej epoce zupełnie inną rolę niż teraz. Były jakby syntezą nastrojów, dopisaniem tego, co skreśliła cenzura, dokończeniem przerwanego w połowie zdania. Dziś są osobnym światem idoli i fanów, rytuałem ich wzajemnych zachowań, a przede wszystkim gigantycznym biznesem, operującym miliardami dolarów.

Jakie czasy, takie znaki szczególne.

Spacer

Drugiego dnia świąt poszłam na spacer wzdłuż wału nad Odrą. Zwykle o tej porze jest tu wiosennie, tysiące pączków i małych listków ściga się ze sobą, ale teraz wszystko było ciemnoszare. Może oddech tegorocznej zimy wypłoszył i zniechęcił zieleń. Było trochę młodzieży, takiej, co nudziła się ze starszymi przy świątecznym stole, wzięła psa i wyprowadziła go na spacer. Ale ta młodzież jakby stonowana, cichsza. Kiedy mijała mnie grupka trzech dziewczyn i dwóch chłopaków, zrozumiałam dlaczego. Każde z nich miało niemal przyklejony do ucha telefon komórkowy. Wspólnie kopali jakiś kamień i wołali psy, ale potem uciekali w swoje pojedyncze rozmowy z krótkimi zdaniami i słowami przeciętymi na pół.

To się teraz często zdarza. Razem, ale osobno.

Dziura

Mam takie uczucie, że wpadłam w dziurę. Jest teraz wtorek, 6 kwietnia, późne popołudnie. Z tyłu, czyli za mną, Święta Wielkanocne. Tym razem wyjątkowo przedłużone z powodu Wielkopiątkowej Rocznicy. Wszystko jakby zamazane, niewyraźne, pozbawione ostrości. Z przodu, czyli przede mną - zapowiedź wielkich wydarzeń. Jutro spotkanie dwóch premierów w Katyniu, we czwartek Praga, potem znów Katyń. Może z tego wyniknąć coś bardzo ważnego, jakiś przełom. Może też nie wyniknąć nic, albo i gorzej. A ja w samym środku, w jakiejś dziurze czasu, i tak straszliwie nie chce mi się stamtąd wyjść, że aż się wzdrygam. Tylko tak zamknąć oczy, znieruchomieć - i kropka.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 16/2010