Największa od czasów zimnej wojny wymiana więźniów to dla Putina „polityczne złoto”

Wsadzając do więzień opozycjonistów czy zachodnich dziennikarzy, Rosja może nimi później handlować jak żywym towarem.
Czyta się kilka minut
Reporter Wall Street Journal Evan Gershkovich ze swoją matką, Ellą Milman, po przybyciu do USA po wymianie 26 więźniów między Rosją, USA i pięcioma innymi krajami. Baza lotnicza Andrews w stanie Maryland. USA, 1 sierpnia 2024 r. // Fot. Jim Lo Scalzo / EPA/ PAP
Reporter Wall Street Journal Evan Gershkovich ze swoją matką, Ellą Milman, po przybyciu do USA po wymianie 26 więźniów między Rosją, USA i pięcioma innymi krajami. Baza lotnicza Andrews w stanie Maryland. USA, 1 sierpnia 2024 r. // Fot. Jim Lo Scalzo / EPA/ PAP

Nie było, jak na filmach, budzącej dreszcz sceny wymiany w opustoszałym mieście czy na granicy. Zamiast tego siedem nieprzewidzianych rozkładami samolotów – po jednym z Niemiec, Polski, Słowenii, Norwegii i Rosji oraz dwa z USA – wylądowało w Ankarze. Tureckie służby sprawnie przetransportowały 26 pasażerów do „bezpiecznych lokalizacji”, gdzie dokonano ich identyfikacji i przeprowadzono podstawowe badania medyczne. Zaraz potem 10 osób odleciało do Rosji, 13 do Niemiec, a 3 do USA. Tak zakończyła się największa od czasów zimnej wojny wymiana więźniów między Zachodem a Rosją.

Wcześniej w tej historii było jednak kilka niemal filmowych zwrotów, z których chyba najbardziej dramatyczny rozegrał się 16 lutego. Tego dnia doradca bezpieczeństwa narodowego USA Jack Sullivan miał się spotkać w Białym Domu z rodzicami skazanego w Rosji za szpiegostwo Evana Gershkovicha, korespondenta „The Wall Street Journal”, by zapewnić, że ich syn wkrótce będzie wolny. Po miesiącach negocjacji rząd w Berlinie zgodził się wydać rosyjskiego agenta Wadima Krasikowa, odsiadującego w Niemczech wyrok za morderstwo na zlecenie Kremla. W zamian za przekazanie go Rosji, wolność miał odzyskać amerykański dziennikarz, ale też – czego żądał Berlin – Aleksiej Nawalny. Tyle że 16 lutego Rosja ogłosiła, iż odsiadujący wyrok w kolonii karnej opozycjonista zmarł.

Amerykanom udało się dopiąć nową umowę dopiero w połowie lipca, gdy do wymiany więźniów oprócz Niemiec zgodziły się dołączyć także Słowenia, Polska i Norwegia. Moskwa oraz sekundujący jej Mińsk zwolniły z więzień 16 osób – Amerykanów, Niemców i siedmioro rosyjskich aktywistów. W zamian państwa zachodnie przekazały ośmioro rosyjskich szpiegów oraz umożliwiły wyjazd dwójce dzieci rosyjskich agentów ze Słowenii.

Warto zwrócić uwagę, że dotąd zawierając takie umowy Kreml albo ściśle trzymał się parytetu, albo wymuszał zwolnienie większej liczby swoich obywateli. Tym razem proporcje się odwróciły na korzyść Zachodu. Dlaczego Władimir Putin zgodził się na tę umowę? Zapewne rosyjski dyktator zwietrzył w niej „polityczne złoto”. Jak cenne, najlepiej świadczy pompa, z jaką na czerwonym dywanie, z wojskową asystą honorową, witał wysiadającego z samolotu Krasikowa i pozostałych. Gratulując im powrotu zapewniał, że ojczyzna nigdy o nich nie zapomniała.

Na pewno żadna z tych osób nie jest dla rosyjskich służb użytecznym aktywem. Wątpliwe też, by Putin – choć był oficerem KGB, a później szefem FSB – czuł sentyment do szpiegów, którzy dali się złapać. Wysłał za to czytelny sygnał tym, którzy nadal działają przeciw państwom zachodnim, że Rosja – jak głosi wyjątkowo popularny ostatnio slogan – „swoich nie zostawia”. A że dotyczy to tylko wąskiej grupy agentów czy szpiegów, a nie wysyłanych na ukraiński front setek tysięcy żołnierzy? Szczegół, propagandowo bez znaczenia.

W ramach wymiany dla Putina równie ważne mogło być odesłanie z Rosji dwóch demokratycznych działaczy, Władimira Kara-Murzy i Ilji Jaszyna. Prof. Alexander J. Motyl z Rutgers University-Newark na łamach „The Hill” napisał, że śmierć w więzieniu Nawalnego zmobilizowała dziesiątki tysięcy Rosjan, którzy stawili się na jego pogrzebie. Ewentualna śmierć Kara-Murzy albo Jaszyna mogłaby tylko podgrzać atmosferę. „Kto potrzebuje trzech męczenników, skoro jeden już sprawił tyle kłopotu?”. A wysłani za granicę opozycjoniści stracą wpływy w kraju, czego już pół wieku temu dowiodła KGB, wyrzucając z kraju Aleksandra Sołżenicyna. Zresztą o prawdziwych intencjach Kremla wobec uwolnionych dysydentów świadczą słowa pełniącego funkcję wiceszefa Rady Bezpieczeństwa byłego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa. Napisał w Telegramie, że życzy im, żeby „spłonęli w piekle”, i radził, by „oglądali się za siebie”, nie zapominając „o kruchości swojej ziemskiej egzystencji”.

Możliwe, że jeszcze większym zyskiem dla Kremla jest przekaz, jaki wysłał na Zachód. Po pierwsze Rosja pokazała, że wsadzając do więzień pod wyssanymi z palca zarzutami zachodnich dziennikarzy, biznesmenów czy nawet rosyjskich opozycjonistów, może nimi później handlować jak żywym towarem, wymieniając na „swoich”, choćby nawet morderców. Ta „więzienna dyplomacja” budzi moralne rozterki, szczególnie że jej skuteczność, dowiedziona właśnie przez Rosję, może prowadzić do wsadzania do więzień kolejnych niewinnych ludzi i ich cierpień.

Zawierając tę umowę, Putin zaprezentował się jako racjonalny przywódca, z którym da się dogadać. Bo skoro udało się z więźniami, to może da się też porozumieć w sprawie wojny w Ukrainie, której zachodnie społeczeństwa są coraz bardziej niechętne? Kremlowi nie będzie przeszkadzało udawanie, że dąży do pokoju przy negocjacyjnym stole, gdy na froncie wciąż trwa wykrwawianie Ukraińców. To może jeszcze bardziej spolaryzować zachodnie społeczeństwa i wzmocnić presję, by USA i Europa zgodziły się na ustępstwa wobec Moskwy. A tu stawką jest – co Rosja wyraźnie zadeklarowała – nie tylko włączenie do niej co najmniej czterech ukraińskich obwodów, ale przede wszystkim przemeblowanie architektury bezpieczeństwa w Europie, czyli przekształcenie naszego regionu w strefę buforową.

U nas wymiana więźniów wywołała rozczarowanie, bo na liście uwolnionych nie było więzionego przez białoruski reżim Andrzeja Poczobuta ani żadnego innego Polaka, choć Warszawa przekazała Rosji uważanego za agenta GRU Pawła Rubcowa. I oczywiście doszło w tej sprawie do politycznej pyskówki, bo opozycja oskarżyła rząd o totalną nieudolność i „moralną klęskę”. Tyle że rząd PiS przez ponad dwa lata nie wskórał w tej sprawie nic. Obecny twierdzi, że negocjacje „toczą się innym trybem”. Jakim? Podobnie jak za rządów PiS – to tajemnica.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 32/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Ile jest wart rosyjski szpieg