Oto ciało

W jednym z tzw. centrów handlowych wystawiono ludzkie ciała. Znaczenie tego zabiegu na pierwszy rzut oka wydaje się mało zrozumiałe - opowieści o rzekomej naukowości, aspekcie poznawczym, krzewieniu wiedzy wśród szerokich mas można zbyć jednym machnięciem martwej ręki. Naturalnie, pozostaje odwieczne, a nasilające się ostatnimi czasy poszukiwanie sensacji za wszelką cenę (która nie wydaje się tak znowu wielka, założywszy cynicznie, że ciała są "niczyje"). Rodzina się o nie nie upomni, krewni nie zagrożą plemienną zemstą za wystawienie na pośmiewisko. Można bezcześcić, bowiem nawet najtotalitarniej rozwijająca się dziedzina prawa - prawo autorskie - nie upomni się o zbezczeszczone ludzkie zwłoki. Co innego, gdyby to był wypreparowany Kubuś Puchatek - o tak! wtedy zagrzmiałby sam Disney i święty Boże nie pomoże. Gdyby publicznie odarte ze skóry usta jednego z wystawowych nieboszczyków zagwizdały choć kilka taktów "All You Need Is Love", natychmiast do akcji wkroczyłby ZAiKS.
Czyta się kilka minut

Tymczasem wszystko jest w porządku, po prostu przekupnie wkroczyli na nowy etap ewolucji. Już nie muszą wkraczać do świątyni, oni po prostu zrobili świątynie ze swoich kramów. Przejmowanie funkcji sakralnych przez centra handlowe przejawia się nie tylko tym, że właśnie tam ludzie początku XXI wieku rodzinnie spędzają większość niedzieli. Centra handlowe już nie chcą być galeriami, aspirując do kultury wyższej, one nawet już nie chcą być miastami (city) - amerykańskie molochy już dawno są całym światem. Następny krok to cudowna przemiana w świątynię. Świątynię martwych, spreparowanych, anonimowych ciał, swoim odartym z godności przykładem zachęcających nie do namysłu nad godnym przemijaniem, ale do kompulsywnego zakupoholizmu. "Kupujcie, kupujcie, zanim skończycie tak jak my. W waszym świecie nie ma nic oprócz konsumowania, a w naszym świecie nie ma nic zupełnie. Jest tylko to!" - wołają bezimienne, skradzione relikwie w katedrach kapitalizmu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 10/2009