Reklama

Ładowanie...

Ostatnia rozmowa

Ostatnia rozmowa

13.09.2015
Czyta się kilka minut
Drażnił wielu, niekiedy świadomie, ale równocześnie pobudzał do myślenia. Dalsze życie polityczne i intelektualne wielu Polaków bez Jerzego Giedroycia bardzo trudne jest do wyobrażenia.
Fot. dzięki uprzejmości portalu www.KulturaParyska.com
Fot. dzięki uprzejmości portalu www.KulturaParyska.com
W

Wiadomość o odejściu Jerzego Gie droycia dotarła do mnie w Nowym Jorku, gdy byłem zaabsorbowany sprawami polityki zagranicznej w ramach moich obowiązków w Organizacji Narodów Zjednoczonych. A tak niedawno, zaledwie przed czterema miesiącami, 14 maja, prowadziliśmy z nim w Paryżu rozmowy na podobne tematy. I w tym przypadku, jak zawsze, występował jako animator, inspirator, krytyk wysuwający konkretne żądania. Przyjmowałem to z respektem, bowiem mimo kontrowersyjności niektórych jego poglądów, ceniłem niezmiernie oryginalność i niezależność jego sądów, odwagę myślenia, nieustające zaangażowanie w sprawy, które uważał na najważniejsze. W wielu dziedzinach położył wielkie zasługi, nie jest dotąd wystarczająco znany choćby jego zakulisowy wkład w wyjednanie przychylnej opinii noblowskiego jury, zarówno w przypadku literackiej nagrody Nobla dla Miłosza w 1980 roku, jak i nagrody pokojowej dla Wałęsy w 1983.

Nasza osobista znajomość z Jerzym Giedroyciem datowała się ledwie od 17 lat, wcześniej nie pozwoliły na to okoliczności, ale i w okresie ją poprzedzającym utrzymywaliśmy pośrednie kontakty. Od lat, jak wielu z nas, byłem i pozostanę jego dłużnikiem jako wydawcy eseistyki politycznej Juliusza Mieroszewskiego czy kanonu współczesnej literatury pięknej w postaci dzieł Gombrowicza, Miłosza, Herlinga-Grudzińskiego. A za jedno z najważniejszych dokonań Jerzego Giedroycia uważam ponad 130 “Zeszytów Historycznych”, edycji nie do przecenienia w zakresie najnowszej historii politycznej Polski; w latach 80. kilkakrotnie pisałem do nich teksty na zamówienie Redaktora.

Jerzy Giedroyc drażnił wielu, niekiedy świadomie, ale równocześnie pobudzał do myślenia. Nie mogłem się pogodzić z wieloma jego sądami, dotyczącymi Kościoła czy polskiego życia politycznego w ostatnim dziesięcioleciu, z jego kategorycznie negatywnym (na płaszczyźnie politycznej) stosunkiem do Stanów Zjednoczonych, ale będzie mi go niesłychanie brakowało. Dalsze życie polityczne i intelektualne wielu Polaków bez Jerzego Giedroycia bardzo trudne jest do wyobrażenia.
Notował: TF
 

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru "Tygodnika Powszechnego" z 2000 roku.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]