Ostatnia podróż Tali Hatuel

Przywódcy obu walczących stron, Ariel Szaron i Jaser Arafat, przekroczyli 75 rok życia i są jeśli nie u kresu kariery, to z pewnością blisko niego. Politycy w tym wieku zwykle dbają o to, jak wspomni ich historia: jako mężów stanu, którzy pozytywnie wpłynęli na dzieje swych narodów, czy w sposób mniej chwalebny. Tymczasem obserwując Szarona i Arafata można odnieść wrażenie, że wcale im się nie spieszy.

16.05.2004

Czyta się kilka minut

---ramka 329590|prawo|1---Obaj, premier Izraela i lider Palestyńczyków, postępują tak, jakby mieli do dyspozycji nieograniczony czas; obaj - choć w innych rozmiarach i zakresie - grają na zwłokę. A zwłoka w tym wypadku oznacza, jakkolwiek to brutalnie zabrzmi, kolejne zwłoki: wciąż wzrastającą liczbę ofiar konfliktu, których nawet najbardziej szczęśliwe jego zakończenie już nie wskrzesi. Podejmowane przez różne czynniki międzynarodowe próby przełamaniu impasu w konflikcie izraelsko-palestyńskim i ściągnięcia go z mielizny, na której osiadł, kończą się - przynajmniej dotychczas - niepowodzeniem. Jaka jest tego przyczyna?

Wspólną dla obu przywódców cechą sposobu ich politycznego działania jest dziś to, że obaj są niejako zakładnikami najbardziej skrajnych kół w swoich obozach. Ale od tego wspólnego punktu ich drogi rozchodzą się w przeciwnych kierunkach.

Szaron bezustannie szuka sposobu na uwolnienie się od tych uciążliwych dla niego “wspólników", którzy usiłują torpedować każdą jego próbę przełamania impasu. Ostatnią taką próbą był plebiscyt, przeprowadzony 2 maja wśród członków kierowanej przez premiera partii Likud: 200 tysięcy członków Likudu miało się wypowiedzieć, czy są “przeciw" czy “za" planem jednostronnego wycofania się ze Strefy Gazy do końca 2005 r., łącznie z likwidacją istniejących tam kilkunastu osiedli, zamieszkanych przez ponad 7 tys. osadników żydowskich.

W związku z plebiscytem w Izraelu odezwały się liczne głosy krytyki, skierowane przeciw samemu pomysłowi oddania w ręce członków jednej partii decyzji w tak ważnej sprawie, dotyczącej całego narodu. Rzecznicy Szarona ripostowali, że jest to niespotykany dotąd, nie tylko w Izraelu, wyraz najwyższego stopnia demokracji. Przed wyborami parlamentarnymi w marcu 2001 r., w których Szaron odniósł wielkie zwycięstwo, możliwość jednostronnego wycofania się z Gazy w ogóle nie stała na porządku dziennym. Teraz sytuacja zmieniła się i jest przejawem daleko posuniętej demokracji - zdaniem zwolenników Szarona - zasięgnięcie opinii tych, na czele których szedł on do wyborów: czy akceptują jego nową drogę polityczną.

I większość zapytanych nie zaakceptowała tej drogi: 60 proc. członków Likudu powiedziało “nie" planowi Szarona. W dużym stopniu na decyzję tę wpłynęły czynniki emocjonalne, a nie polityczne, gdyż osadnicy wysunęli argument, z którym trudno było polemizować: czyżby znów, kilkadziesiąt lat po Holokauście, Żydzi mieliby być wysiedlani z ich domów, i to jeszcze w żydowskim państwie przez żydowski rząd?

Nie chcąc poddać się naciskowi najbardziej skrajnych kół we własnej partii i w koalicji rządowej, Szaron zapowiada już, że plan swój tylko nieznacznie zmodyfikuje, i że nie odstąpi od swej zasady, iż Izrael gotów jest do posunięć bolesnych z jego punktu widzenia - a likwidacja żydowskich osiedli jest takim posunięciem - by w ten sposób utorować drogę do rozwiązania konfliktu z Palestyńczykami.

Czy i kiedy to mu się uda, zależy w dużym stopniu nie tylko od jego siły przekonania Izraelczyków, ale w niemniejszym stopniu od postępowania jego palestyńskich przeciwników, na czele których stoi Arafat. Tymczasem zdaniem bodaj wszystkich komentatorów ostatnich wydarzeń na arenie bliskowschodniej wpływ na negatywny wynik “partyjnego plebiscytu" miał także niezwykle brutalny zamach, którego dwóch terrorystów - jeden z Hamasu, drugi z podlegającej Arafatowi organizacji Tanzim - dokonało w południe 2 maja: zamordowali 34-letnią Izraelkę Tali Hatuel, będącą w dziewiątym miesiącu ciąży, oraz jej czworo dzieci w wieku od 2 do 11 lat (patrz ramka obok - red.).

Każde morderstwo jest bestialstwem, ale tu mordercy pobili swoisty rekord: strzelając do cywilnego izraelskiego samochodu zabili najpierw matkę, a gdy samochód się zatrzymał, podeszli i z bliska, z zimną krwią, zastrzelili dzieci. Dzieci stanowią znaczną część ofiar konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Także dzieci palestyńskie giną od kul izraelskich. Ale zawsze były to przypadkowe i niezamierzone ofiary wymiany ognia czy akcji skierowanej przeciw terrorystom. W żadnym wypadku izraelski żołnierz nie brał celowo i świadomie na muszkę palestyńskiego dziecka.

Od chwili, gdy izraelskie radio podało wiadomość o tym zamachu, wynik referendum był przesądzony. Jednym z argumentów przeciwników planu Szarona była teza, że jego realizacja oznacza nie tylko nagrodę dla terrorystów, ale że jest także zachętą do dalszego stosowania takich metod walki. Terroryści z ugrupowania Arafata dali więc przeciwnikom planu Szarona niezwykle przekonywający argument i przyczynili się do odrzucenia planu, który byłby punktem wyjścia do utworzenia - początkowo w Strefie Gazy - państwa palestyńskiego, z perspektywą jego rozszerzenia na tereny na Zachodnim Brzegu Jordanu. To, że zamachu nie potępił ani Arafat, ani żadna inna organizacja palestyńska nie jest dobrą zapowiedzią na przyszłość - zarówno z punktu widzenia Izraelczyków, jak i zwykłych Palestyńczyków.

Czym kieruje się palestyński przywódca, inicjując czy choćby tylko patronując działaniom, które w istocie oddalają perspektywę zakończenia konfliktu z Izraelem? Szaron reprezentuje umiarkowaną izraelską prawicę, ale podobnie jak jego poprzednik na stanowisku premiera Izraela - Ehud Barak, który reprezentował umiarkowaną lewicę - niejednokrotnie podkreślał, że kierownictwo palestyńskie z Arafatem na czele nie tylko nie jest, ale też nie chce być poważnym partnerem do procesu pokojowego, gdyż w tym samym czasie, kiedy na różnych szczeblach toczyły się rozmowy izraelsko-palestyńskie, strona palestyńska nie podejmowała żadnych kroków dla położenia kresu terrorowi przeciw Izraelowi. Co więcej, w terrorze tym niepoślednią rolę odgrywała i odgrywa podlegający bezpośrednio Arafatowi Tanzim.

Powstaje pytanie, dlaczego Arafat gra na zwłokę? Nie ulega chyba wątpliwości, że zdawał sobie sprawę, iż bestialski mord na izraelskiej kobiecie i jej dzieciach nie przejdzie bez izraelskiej riposty, która oznacza kolejne ofiary po stronie palestyńskiej. Przedstawiciele zarówno izraelskiej prawicy, jak i lewicy przypominają powtarzane wielokrotnie zapewnienia Arafata, że Palestyńczycy gotowi są poświęcić życie miliona szahidów (poległych w świętej wojnie) dla osiągnięcia swych celów. Rzecz jednak w tym, że Arafat nie sprecyzował dokładnie tych celów: czy chodzi o utworzenie państwa palestyńskiego obok Izraela, które żyć będzie z nim w pokoju, czy też o utworzenie państwa palestyńskiego zamiast Izraela, który ma zniknąć z mapy “arabskiego Orientu". Z różnych oświadczeń Arafata wyczytać można zarówno pierwszą, jak i drugą możliwość - i Izraelczycy domagają się w tej sprawie jednoznaczności.

Czy ta izraelska podejrzliwość jest uzasadniona? Palestyńscy politycy twierdzą - ale nie w oficjalnych oświadczeniach, ani nie w praktycznych posunięciach w “terenie", lecz jedynie w poufnych rozmowach z Izraelczykami, nie przeznaczonych do publikacji - że izraelskie obawy są wyrazem paranoi i nie mają pokrycia w rzeczywistych zamiarach strony palestyńskiej. Ale czy słowa mogą być wystarczającym argumentem, niwelującym wymowę czynów? Czy śmierć kobiety i jej czworga dzieci nie jest bardziej przekonywającym argumentem niż wypowiadane półszeptem zapewnienia o “prawdziwych celach" Palestyńczyków?

Prowadzenie negocjacji i zawieranie umów przypomina w dużym stopniu rokowania handlowe: dwie strony pertraktują, co każda z nich da drugiej i co otrzyma w zamian. Trudność w przypadku rokowań izraelsko-palestyńskich polega na tym, że obaj partnerzy tej transakcji nie dowierzają sobie wzajemnie ani za grosz, a każda ze stron uważa, że partner chce ją oszukać. W tej sytuacji doprowadzenie transakcji do końca jest trudne, o ile w ogóle możliwe.

Bo każda transakcja, choćby obwarowana tysiącem gwarancji strony trzeciej, wymaga minimum zaufania. A nawet tego minimum w stosunkach izraelsko-palestyńskich jak dotąd brakuje. Dopóki brak ten nie zostanie zlikwidowany - wspólnym wysiłkiem obu stron lub dramatycznym krokiem jednej z nich - dopóty perspektywa zakończenia sporu izraelsko-palestyńskiego pozostanie odległa.

Aleksander Klugman (ur. 1925 w Łodzi), więzień Oświęcimia, od 1957 r. mieszka w Izraelu. Publicysta i pisarz, autor kilkunastu książek w języku polskim i hebrajskim oraz słowników polsko-hebrajskich. Członek-założyciel Fundacji Polonica w Ziemi Świętej. Stale współpracuje z “TP".

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 20/2004