Reklama

Osoba jest cudem cudów

Osoba jest cudem cudów

18.01.2008
Czyta się kilka minut
To moim zdaniem pierwsze dzieło antropologiczne, będące owocem twórczego kontynuowania personalizmu Karola Wojtyły.
John F. Crosby i Alive von Hildebrand podczas konferencji myśli Dietricha von Hildebranda, Steubenville, październik 2007
H

Hölderlin pisał: "Gdzie jest zagrożenie, / wzmaga się również wybawienie". W odpowiedzi na kryzys człowieczeństwa powstała w XX wieku wielka filozofia człowieka, a jednym z jej najważniejszych nurtów jest zrodzony przede wszystkim w obszarze fenomenologii personalizm Maxa Schelera, Edyty Stein, Romano Guardiniego, Romana Ingardena, Paula Ricoeura i Karola Wojtyły. Ta głęboka filozofia osoby jest dzisiaj wypierana przez antropologię płytką, jednowymiarową, animalizującą człowieka. Na szczęście dają jej odpór takie dzieła, jak "Osoby" Roberta Spaemanna, "Spór o istnienie człowieka" Józefa Tischnera i przełożona ostatnio na język polski książka Johna F. Crosby’ego "Zarys filozofii osoby. Bycie sobą".

Ukazała się ona w jednej z najcenniejszych serii Wydawnictwa WAM - Myśl Filozoficzna. W serii, adresowanej do "osób zajmujących się filozofią oraz tych, którzy nie będąc profesjonalistami w tej dziedzinie, pragną rzetelnej wiedzy oraz panoramicznego oglądu problematyki filozoficznej", wydano dotąd kilkanaście pozycji, w tym Arno Anzenbachera "Wprowadzenie do filozofii", Jörga Dissego "Metafizykę od Platona do Hegla" oraz Gerda Haeffnera "Wprowadzenie do antropologii filozoficznej".

W nurcie personalizmu Karola Wojtyły

John F. Crosby, urodzony w 1944 r. w Waszyngtonie, studiował filozofię w Ameryce i Austrii. W latach 1966-70 profesor uniwersytetu w Dallas, w latach 1970-90 w Internationale Akademie für Philosophie (Lichtenstein), od 1990 r. pracuje we Franciscan University w Steubenville (USA). Reprezentuje fenomenologię realistyczną i jest związany ze szkołą Dietricha von Hildebranda (obok takich myślicieli, jak Alice von Hildebrand, Josef Seifert, Robert Spaemann, Rocco Buttiglione i Barry Smith).

W przeciwieństwie do Schelera i Hildebranda, krytycznie odnoszących się do Husserlowskiej koncentracji na podmiotowości, Crosby - podobnie jak Wojtyła i Tischner - idzie raczej tropem Husserla, który uważał podmiotowość za cud cudów, jednak analizuje ją w duchu realistycznym.

Nie przecząc, że pojęcie osoby wykrystalizowało się i rozwinęło na Zachodzie, Crosby polemizuje z modnym dzisiaj poglądem, iż jest ono pozbawione uniwersalnej ważności. Przecież fakt, że geometria ma swoje źródła w myśli greckiej, nie stanowi dowodu na to, iż nie posiada ona uniwersalnego znaczenia.

Książkę otwiera wyznanie: "Niniejsza praca narodziła się z mego spotkania z personalizmem Karola Wojtyły w początkach lat osiemdziesiątych XX wieku". Co łączy Crosby’ego z Wojtyłą? Przede wszystkim fascynacja byciem osobowym. Ale również metoda: jest fenomenologiem wypracowującym swoją koncepcję w dialogu z wielkimi myślicielami. Podobnie jak Wojtyła, a odmiennie niż Tischner, prowadzi rozważania na płaszczyźnie ontologicznej. Charakterystyczne dla tradycji arystotelesowsko-tomistycznej kosmologiczne ujęcie człowieka wzbogaca podejściem personalistycznym. Jego przewodnikami są Arystoteles i św. Tomasz z Akwinu oraz Kant i Scheler, w szczególności jednak Hildebrand i Wojtyła.

Wiele zawdzięcza również Newmanowi i Guardiniemu. Nawiązując do Arystotelesa, modyfikuje jednak jego koncepcję substancji; u św. Tomasza dostrzega "więcej" personalizmu, niż się na ogół uważa, nie akceptuje całego Kanta; odrzuca Schelerowską koncepcję osoby pozbawionej wymiaru substancjalnego; nie podziela przekonania Hildebranda, że koncentracja uwagi na podmiotowości musi prowadzić do idealizmu; Wojtyłowskim intuicjom nadaje odmienne ujęcie językowe. Książka Crosby’ego to - moim zdaniem - pierwsze dzieło antropologiczne, będące owocem twórczego kontynuowania personalizmu Karola Wojtyły, dzieło porównywalne z "Osobą i czynem".

Osobowe bycie sobą

Praca Crosby’ego nie jest pełną prezentacją filozofii człowieka; pomija np. problem cielesności. Nie jest nawet, co sugeruje polski tytuł, zarysem filozofii osoby, nie rozważa bowiem np. problemu tożsamości osobowej czy dialogicznego (komunijnego) charakteru osoby. Autor koncentruje się zasadniczo na osobowym byciu sobą, dowodząc, że mocna egologiczna struktura osoby, jej bycie w sobie i dla siebie nie wyklucza jej transcendencji, lecz ją warunkuje. W pewnym sensie "Zarys..." jest komentarzem do znanej Wojtyłowskiej tezy: "Tylko ten bowiem, kto może stanowić o sobie (...) może także stawać się darem dla innych".

Nawiązując do Wojtyły, Crosby uważa, że prawda o osobie odsłania się w pełni wówczas, gdy doświadczamy człowieka od zewnątrz i od wewnątrz. W ten sposób doświadczana osoba jawi się jako rzeczywistość podmiotowa i zarazem przedmiotowa. Crosby krytykuje myślicieli, którzy uważają, że przedmiotowy wymiar osoby jest sprzeczny z jej istotą. Nie wolno jednak utożsamiać przedmiotowości osoby z jej reifikacją.

Punktem wyjścia rozważań czyni Crosby elementarną świadomość moralną - doświadczenie przejawów depersonalizacji w traktowaniu istot ludzkich ("kozioł ofiarny", prostytucja, hodowanie istot ludzkich, niewolnictwo i instrumentalne traktowanie innych). Dezaprobatę dla tych praktyk, ich potępienie itp. interpretuje, odwołując się do określonej struktury i dynamiki osoby ludzkiej - jej "niezależności, autonomii, należenia do siebie, istnienia ze względu na siebie, życia ze swego wnętrza, działania z siebie samego, determinowania siebie".

Szczególnie wiele uwagi poświęca nieudzielalności - która polega na tym, że osoba nie może być powtórzona przez inne osoby, że w niej "znajduje się szczególna pełnia własnej tożsamości (...) i nieudzielalnego bytu". Guardini wyraża ten fakt następująco: "Każdorazowe »ja« mówiącego istnieje tylko raz". A Newman pisze, że każda osoba "jest całym i niezależnym bytem w sobie, tak jak gdyby nie było nikogo innego na całym świecie, jak tylko ona". Tak rozumiana osoba posiada godność, "ontologiczną szlachetność".

Crosby, podobnie jak Ingarden i Wojtyła, unika dwóch skrajnych interpretacji osoby: redukowania jej do podmiotowości, co implikuje groźne konsekwencje praktyczne (stanowisko Petera Singera na temat istot ludzkich, w których nie rozwinęły się cechy podmiotowe) albo jej "kosmologizowania", tzn. deprecjonowania jej sfery świadomościowo-przeżyciowej. Pisze: "Świadome życie osoby nie jest całą osobą; jest ono tym, w czym bycie osoby się urzeczywistnia". Zwraca uwagę na jej zdolność do zbierania się w sobie, przezwyciężania rozproszenia, inicjowania własnych decyzji i ich wcielania w życie.

Osoba nie jest monadą

W drugiej części dzieła Crosby dowodzi, że osoba ludzka ma strukturę - mówiąc słowami Norrisa Clarke’a - diadyczną: bycie sobą i transcendencja wzajemnie się warunkują i doskonalą; "pełne istnienie osoby, pełny rozwój jej bycia sobą (...) możliwy jest wyłącznie przez uczestniczenie w innych bytach".

Analizując transcendencję obecną w poznawczej aktywności człowieka - skierowanie podmiotu na przedmioty, dostrzega również to, o czym wiele lat temu pisał Tischner, a mianowicie wsobny biegun aktów intencjonalnych: zwracając się w stronę przedmiotu, osoba przeżywa w tym samą siebie.

O ile cechą nie-osoby jest życie jedynie w określonym środowisku, osoba doświadczając siebie jako całości, jest otwarta na cały świat. Crosby stawia ciekawą hipotezę, że być może relatywizujący prawdę postmodernizm nie dostrzega tego faktu.

Jako kontynuator myśli Hildebranda Crosby wiele uwagi poświęca transcendencji osoby osiąganej w doświadczaniu wartości i odpowiedzi na nie. Przy okazji polemizuje z modnym w niektórych kręgach filozoficznych deprecjonowaniem wartości. Jego zdaniem wiązanie wartości z subiektywnością jest niesłuszne. W krajach anglosaskich - dowodzi - wartości mają powagę. Stara się przywrócić im blask. Rozważając relację między dobrem a szczęściem, nie zgadza się ze stanowiskiem eudajmonistów, m.in. Kanta, niektórych etyków wartości i Levinasa, które z doświadczenia etycznego wyklucza szczęście i nie dostrzega związku między nim a dobrym życiem. Podobnie jak Hildebrand, Wojtyła i Spaemann, wykracza poza spór eudajmonizm - antyeudajmonizm, dowodząc, że prawdziwe szczęście nie tylko rodzi się jako owoc służenia transcendentnym wartościom, ale że jest ono źródłem dobrego życia: "Osoba głęboko szczęśliwa jest wyjątkowo zdolna do uświadomienia sobie wartości i oddania jej sprawiedliwości".

Transcendencja osoby objawia się zdaniem Crosby’ego w szczególny sposób w sytuacjach etycznych. "Nasze bycie sobą - pisze - jest transcendentnym byciem sobą. Posiadamy siebie w wykraczaniu poza siebie ku wartości. Nasze posiadanie siebie jest spotęgowane, kiedy transcendencja jest aktywizowana w obowiązku moralnym". Crosby cytuje Rudolfa Otto, który Kartezjańskie cogito, ergo sum zastępuje formułą: peccavi, ergo sum ("zgrzeszyłem, więc jestem").

Świadom, ile nieszczęść wynika z niewłaściwego służenia wartościom, chorobliwego poświęcania się itp., Crosby wnikliwie odróżnia transcendencję prawdziwą od fałszywej. Poważnym niedostatkiem książki jest jednak pominięcie transcendencji, z pewnego punktu widzenia najbardziej radykalnej.

Pisał Tischner: "Spotkany drugi jest pod pewnym względem jak kantowska rzecz sama w sobie - jest transcendensem, istnieje radykalnie i nieprzenikliwie poza mną". Crosby, oczywiście, zdaje sobie sprawę ze znaczenia drugiego dla bycia sobą: "fundamentalnym dla istnienia osobowego jest życie we wspólnocie z innymi osobami". Czy można jednak jego stanowisko nazwać, podobnie jak personalizm Wojtyły i antropologię "późnego" Tischnera, personalizmem dialogicznym czy personalizmem komunijnym? Czy amerykański myśliciel docenia dialogiczny wymiar osoby i sferę intersubiektywną?

Osoba ludzka - Osoba Boska

Książkę kończą rozważania, w których Crosby porównuje istnienie, istotę i strukturę osoby ludzkiej i Osoby Boskiej. Omawia aż dziewięć oznak skończonego bycia osobą człowieka. Przede wszystkim nawet najbardziej uzdolniony i wartościowy człowiek stanowi jedynie fragmentaryczną manifestację osoby ludzkiej. Czy fakt ten - pyta Crosby - nie wynika z tego, że jesteśmy złożeniem osoby i natury? Tę kompozycję rozumie on jednak w swoisty sposób - odmienny od dualizmu platońskiego i kartezjańskiego. Każda osoba ludzka ma swój początek i trwa w czasie oraz jest "zawieszona" między tym, co potencjalne, i tym, co realne. Crosby dowodzi również rozbieżności między byciem człowieka a jego świadomością. Innym przejawem nie-boskiego bycia osoby ludzkiej jest jej wolność - problemy z nią związane. W życiu człowieka obecny jest pewien paradoks: im silniej przeżywa on bycie sobą i należenie do siebie, tym głębiej odczuwa, że w istocie jest darem. Tak naprawdę odnajduję siebie w akcie transcendencji - skierowaniu ku drugiemu jako Ty; mówiąc inaczej: "odnajduję poza sobą źródła życia jako osoba". Skończoność osobowego bycia istot ludzkich jest również widoczna w ich życiu moralnym - we fragmentaryczności tego życia: pełnia dobra moralnego nie istnieje nigdy w jednej osobie.

A jednak jako osoby mamy w sobie coś boskiego. Crosby pisze: "nasze ludzkie bycie osobą podlega rozmaitym ograniczeniom, jednak bycie osobą jako takie nie jest ograniczone". Jest np. coś boskiego w inicjowaniu decyzji i kreowaniu czynów, w doświadczeniu sumienia i wartości moralnych. Chrześcijańska idea Trójcy Świętej otwiera nas na prawdę, że do doskonałości bycia osobą należy element interpersonalny.

Książka wiele by zyskała, gdyby jej autor uwzględnił w swoich poszukiwaniach "O sobie samym jako innym" Paula Ricoeura i "Osoby" Roberta Spaemanna, oraz gdyby znał twórczość Ingardena i Tischnera - mógłby wtedy wykorzystać takie pojęcia, jak m. in. indywidualna natura konstytutywna, konscjentywność czy przyswajanie wartości. Z punktu widzenia polskiego czytelnika, który zna Wojtyłowską teorię uczestnictwa i Tischnerowską filozofię spotkania i dramatu wyraźnym brakiem omawianej publikacji, jest pominięcie interpersonalnego wymiaru osoby ludzkiej. I trzecia uwaga: czy inspirując się myślą Wojtyły, Crosby odczytuje tę myśl wiernie?

"Zarys filozofii osoby" można potraktować jako wyzwanie rzucone polskim myślicielom - antropologom. Przed laty ks. Tischner pisał: "W tym leży nasz problem: brak własnej filozofii człowieka idzie w parze z niezwykłą wrażliwością na sprawy człowieka". Czy nie nadszedł już czas, aby ta wrażliwość, wzbogacona przemyśleniami Schelera, Edith Stein, Guardiniego, Ricoeura, Spaemanna i Crosby’ego oraz Ingardena, Wojtyły, Tischnera i Stróżewskiego zaowocowała dziełami, które mogłyby konkurować z "Zarysem filozofii osoby"?

John F. Crosby, Zarys filozofii osoby. Bycie sobą, przeł. Beata Majczyna, Kraków 2007, Wydawnictwo WAM.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]