Pracy zarobkowej, nawet fizycznej, w Lubsku nie mogłem otrzymać. A była ona konieczna, bo rodzinę (czwórka dzieci i pracująca w domu mama) utrzymywał tylko ojciec, pracując w cegielni. Zatrudnienie znalazłem przy kopaniu rowów w wiosce położonej 15 km od Lubska, do której dojeżdżałem codziennie rowerem. Powołano mnie do wojska, choć, jak się później okazało, stan mojego zdrowia (niedomykalność zastawki aortalnej serca) nie pozwalał na odbywanie służby. Widać władza chciała mi dać nauczkę...
W czasie ostrej nagonki na Kościół, wywołanej obchodami milenium chrztu Polski i Orędziem biskupów, władza wywiesiła plakaty o “6 028 000 zamordowanych Polakach" z napisami: “Nie przebaczymy mordercom". W kwietniu i maju 1966 r. dopisaliśmy farbą olejną: “z Katynia". SB o mnie nie zapomniała, a ślady przesłuchań odnalazłem w aktach z IPN: “Z uzyskanych materiałów wynikało, że wykonawcą napisów może być Pogorzelec Andrzej, s. Romana, lecz brak linii papilarnych i ujawnione pismo nie nadają się do badań porównawczych, uniemożliwiają udowodnienie winy osobie podejrzanej o dokonanie przestępstwa". Wszystkie posiadane w tej sprawie materiały, jak też kopie otrzymanych z IPN dokumentów, przekazałem Ośrodkowi KARTA w Warszawie.
ANDRZEJ POGORZELEC (Godziszka, woj. śląskie)
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














